One. Handlarka

-Skądś Panią znam. Kojarzę, że kiedyś miała Pani stoisko z etnicznymi wyrobami z Ameryki Południowej. Albo to nie była Pani.

-To byłam ja. Pani kupowała u mnie kolczyki i torebkę z Ekwadoru. Pamiętam, że została ostatnia sztuka i Pani ją kupiła nawet nie patrząc na cenę.

-Podobała mi się do tego stopnia, że nie zawracałam sobie głowy tak trywialną sprawą jak pieniądze. Kupiłam też sweter, ale już się zużył. Był tak zmechacony, że nie mogłam go nadal nosić np. do pracy. A się z Panią działo, gdy Pani nie było?

-Zrezygnowałam z prowadzenia stoiska, gdy moja mama zachorowała. Trzeba było się nią zająć. Myć, karmić. Zapewnić łóżko z materacem przeciwodleżynowym. Zadbać o dom.

-Smutna sprawa.

-Tak. W handlu miałam przerwę. Potem było ciężko wrócić na rynek. Konkurencja zrobiła swoje. Próbowałam coś sprzedawać przez Internet, ale to nie to samo, co na żywo. Ktoś podchodzi do stoiska. Interesuje się. Ogląda. Rozmawia. Sprzedawca poznaje gust. Coś zawsze doradzi. Jeździ po Polsce. Ma rozeznanie, co się komu podoba, co jeszcze trzeba zamówić. A w Internecie jest niby formularz, ale ciężko rozmawia się z ludźmi głównie przy pomocy okienek. Zresztą trudno mi było pogodzić opiekę nad mamą, dziećmi i jeszcze handel.

-A tato Pani dzieci? Pamiętam, że Państwo razem prowadzili stoisko.

-Zaczął wyjeżdżać coraz częściej do swojego kraju niby po towar, niby po ziołowe specyfiki, mikstury. I wie Pani, jak takie historie się kończą. Ja tu, on tam. Dzieciaki zostały ze mną. Trochę już podrosły, więc mam łatwiej.

-Je też kojarzę. Śliczne, oliwkowe karnacje. Ciemne włoski. Etniczne stroje, ręcznie wytwarzane po tamtej części globu. Odróżniały się. Zwłaszcza córcia.

-Dużo Pani pamięta.

-Często do Was zaglądałam. Nawet gdy byłam nad morzem, spotkałam Pani męża i kogoś z jego rodziny. Kupiłam wtedy rękawiczki z wydzierganymi lamami. Niedługo potem zostały skradzione w supermarkecie. Byłam też na wykładzie Pani męża o roślinach leczniczych stosowanych w Ameryce Południowej. On był, jak to się u nich mówi, curandero.

-Nadal jest. Niczego nie mam z tego małżeństwa oprócz dwojga udanych dzieci.

-To jednak coś dobrego zostało.

-Niech Pani uważa na siebie. I nie zaczyna czegoś, co nie ma racji bytu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s