Codzienność

-Na pewno zajrzę do Twoich tekstów, bądź spokojna. Wiem, że miałam dać znać pod koniec tygodnia, ale wybacz, nie miałam kiedy usiąść i na spokojnie zastanowić się. Jestem przekonana, że niczego nie trzeba będzie w nich zmieniać. Co najwyżej czeskie błędy poprawić. Zdążymy przygotować tekst, po którego przeczytaniu odbiorcy padną z zachwytu (pod warunkiem, że coś z niego zrozumieją, dodaję już w myślach). Treść powinna być prosta w odbiorze i logiczna, aby potencjalni sponsorzy oraz inni ludzie dobrej woli nie mieli trudności w określeniem pola działania. Dodatkowe materiały prześlę pocztą, priorytetem. Damy radę. Narazicho!

Nie poznaję tej dziewczyny. To chyba postępujący proces starzenia się sprawia, że wszystko chciałaby mieć zrobione na wczoraj, jakby jutro miało nie nadejść. Chwytam potrzebne produkty, wrzucam je do torby i wybiegam z domu, aby nadać przesyłkę. Z pośpiechu zapominam o jednej rzeczy, ale dociera to do mnie dopiero podczas wypełniania kwitku. Przy okazji słyszę, jak pracownik poczty rozmawia z klientką:

-Pani jest nadawcą czy odbiorcą? Tu jest napisane W., a Pani mieszka w tym mieście.

-Niech Pan mnie nie poucza! Tyle razy wypisywałam kwitki, gdy Pana na świecie nie było.

-Do Pani do domu ma być dostarczona przesyłka?

-Słucham?! Co za bezczelność!

-Pomyliła Pani adresy. Pani jest nadawcą, bo Pani nadaje paczkę, a odbiorcą jest ktoś inny, bo on tę paczkę odbierze. Proszę jeszcze raz wypełnić druczek. Tutaj ma Pani nowy.

-Nie będę niczego wypisywać! Żądam rozmowy z kierownikiem.

-We własnej osobie. Proszę spojrzeć tutaj. Poczta dostarczy paczkę na adres, który Pani podała, a to jest Pani mieszkanie.

Klientka jeszcze raz spogląda na błędnie wypełniony druczek.

-Faktycznie, to mój adres zamieszkania, ale paczka ma trafić do…

Załatwiam sprawę i umykam. W tramwaju mam ochotę wykrzyczeć: ludasy, myjcie się. Używajcie mydła, wody i szamponu. O dezodorancie nie wspomnę. Zdumiewające, jak wielu ludzi a problem z utrzymaniem higieny osobistej.

Jeszcze odbiór dokumentów z przychodni i można planować dzień. Tu słyszę, że nie można mi pomóc, bo osoba, o którą pytam, przebywa na urlopie. Zapraszamy we wrześniu. Ale chyba przekazała obowiązki komuś kompetentnemu, bardziej stwierdzam niżeli zapytuję. Może Pani próbować rozmawiać z lekarzem, słyszę.

Docieram pod drzwi gabinetu, a tam tłum niczym podczas egzaminu z historii literatury. Podpytuję, co jest grane. My wszyscy czekamy na informację! Niech i Pani czeka. Zatem czekam. Mija godzina. Tłum nie przerzedza się, lecz gęstnieje, podobnie jak atmosfera. Nie zejdę do automatu po wodę ani do toalety, ponieważ kolejka może przepaść, a wraz z nią cenne informacje. Mija kolejna godzina. Zdążyłam wysłuchać historii o badaniu poziomu cukru we krwi, a tym, jak pies puszcza śmierdzące bąki, o uzależnieniu od nikotyny, o wyjeździe za granicę i gromadzeniu w związku z tym niezbędnej dokumentacji, jeszcze niepoświadczonej i nieprzetłumaczonej. Wreszcie nadchodzi moja kolej. W gabinecie okazuje się, że sprawa została załatwiona i nie będę potrzebować więcej zaświadczeń. Te, o które prosiłam, zostały w rejestracji. Niepotrzebnie Pani czekała. Udaję się zatem w kierunku rejestracji i proszę o stosowne dokumenty. Do ich intensywnego poszukiwania ruszyły dwie osoby. Znalazły. Z kompletem dokumentów ruszam w dalszą drogę pozdrawiając uśmiechem napotkane osoby.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s