Oni. Szczęśliwy człowiek

-Dzień dobry. Pani pewnie przyjezdna.

Mężczyzna skromnie ubrany uchylił kaszkiet i uśmiechnął się w moją stronę.

-Dzień dobry. O tej porze nie spodziewałam się nikogo tutaj spotkać. Było dość duszno i tak cicho, że wybrałam się na przechadzkę, a przy okazji kupię chlebek i bułki z jagodami. Piekarnię zaraz otworzą. Przyjechałam na urlop. To Pana konie? Widziałam podobne na polanie pod lasem, przy rogatkach. Tam, gdzie pasą się krowy, a na zboczu owce. Dlatego im się przyglądam.

-Tak, to te. Staruszki już, ale jeszcze trochę pociągną. Mieszkam w sąsiedniej wsi. Przyjeżdżam tutaj oddawać mleko. Krowy też moje. Pani zwykle wstaje tak wcześnie?

-Zazwyczaj tak.

-A ja wstaję codziennie o 5.00 bez względu na porę roku i pogodę. Idę do stajni. Obrządzam. Koniom daję pić. Myślę sobie, ile ludzie tracą, gdy nie budzą się przed świtem. Nie czują zapachu rosy, nie widzą, jak dzień się budzi, jak słońce wstaje. Kto śpi do południa, ten ma krótszy dzień. Taki człowiek jest cały czas zmęczony, gdy snuje się bez celu po domu. Trzeba mieć zajęcie, sens jakiś. Wyjść na pole, ptaków posłuchać. Nawet zimą. Świat jest poukładany, tylko trzeba to zobaczyć, a najlepiej z samego rana. Człowiek, który rano wstaje, wie, po co żyje. Wie, że w oborze czekają na niego zwierzaki. Wie, że trzeba koło nich zrobić. Potem do ludzi wyjść. Sprzedać to, co obrodziło i porozmawiać. Dobre słowo zostawić. Ludzie nie chcą rozmawiać. Zamykają się w swoich domach, bramy na elektronikę zamykają, jakby było ich z czego okraść. U mnie jest brama otwarta. Cały czas. I zawsze ktoś w domu jest. Albo żonka, albo synowa z wnukiem. Tyle razy mówiły, żeby zamykać, a ja jej mówię, z czego nas kto okradnie. Swoi tego nie zrobią, bo na wsi ludzie się znają, a obcy tak rzadko tędy przechodzą, że gdy ktoś się pojawi, to zaraz wiadomo. Pani u kogo ma pokój?

-U Wójcików, tych znad rzeczki.

-Widzę Panią czasami, jak w tamtą stronę Pani chodzi.

-Słychać, kiedy Pan przejeżdża. Konie słychać, jak uderzają podkowami o asfalt i jak jedzie wóz.

-To ja. Może podwieźć Panią? Daleko Pani ma.

-Skoczę do piekarni, a potem tędy będę wracać. Jeśli nadal Pan będzie tutaj stać, to dlaczego nie. Taką taksówką jeszcze nie jechałam.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s