Zjazd absolwentów. Przygotowania

Wychodzę z piekarni trzymając w ręku ciepłą bułeczkę. Odrywam kęs rozkoszując się jej wybornym smakiem. Naraz słyszę, jak ktoś wykrzykuje moje imię. Głos znajomy, ale co ona… co Ty tu robisz?

-Widziałam Cię, jak wchodziłaś, ale zaczekałam na Ciebie tutaj. Mamy spotkanie, wiesz. Cała klasa. W tej nowej knajpie 10 min. od dworca, aby każdy miał blisko. Będziesz? Ktoś już pisał do Ciebie w tej sprawie?

-Tak, ale nie bezpośrednio. Znajoma mi przekazała, tzn. rozpytywała o mnie ludzi i prosiła, aby mi powiedzieć, że spotkanko jest w planach. Od nich wiem. Z drugiej ręki.

-No właśnie. Mnie nie będzie, ale Ty będziesz?

-Nie mam żadnych pomysłów na ten wieczór, więc pewnie tak.

-Przyjdzie Paweł z żoną i córeczką. Taką małą, słodką ma, ale już chodzi, a moja jeszcze nie, a są w tym samym wieku prawie. Tylko dwa miesiące różnicy. Na fejsa wrzucił fotkę. Renia i Dorota. Podobno sporo osób ma być. Ty, a w co się ubierasz?

-Planuję założyć koszulę flanelową i dżinsy. Tak będzie najwygodniej.

-E, no, odlaszcz się. Zobaczysz, jakie wrażenie zrobisz. Nikt Cię nie pozna.

-Jeszcze zobaczę.

-Dobra, lecę.

Wracam do domu. Zachęcona słowami koleżanki otwieram szafę. Może faktycznie powinnam poszukać stylu na ten jeden, jedyny wieczór? Zawartość szafy pozwala ocenić możliwości finansowe właścicielki oraz określić jej dość mocno swobodny sposób wyrażania poprzez strój stosunku do otoczenia. Pożyczę super kieckę. Tylko od kogo? Dziewczyny już dawno niczego mi nie udostępniły twierdząc, że w nic się nie mieszczą. A co ma do tego ich rozmiar? Poza tym nie pamiętam, chyba ją wydałam albo pożyczyłam i nie mam już. Tyle słyszę. Nie to nie. Też mam sukienkę i się nie chwalę. Z dzianiny, ale na ciepły, letni wieczór raczej się nie nada. Do tego buty na obcasach. Te akurat leżą prawie nienoszone na dnie szafy. Przymierzę je. Może już się rozpadły na skutek upływu czasu? Nic z tego. Wyglądają całkiem znośnie. Miałam je na sobie kilka razy z okazji zmiany stanu koleżanek, określającego stosunek do własnego samca i jego nazwiska oraz na służbowej imprezie, niefortunnie nie przewidując spaceru w nich po murawie. A jeśli spóźnię się na tramwaj i będzie trzeba biec, bo nie opłaci się czekać na kolejny? A co, jeśli zechcemy przejść się po Rynku nocą i pośpiewać. Nie. Nie włożę ich. Tylko solidne klapy lub wygodne sandały, ewentualnie trampki. Trampki i to te, które mam na sobie. kto mnie tam będzie podziwiać, a na pewno patrzeć na moje obuwie. Tylko na weselu trza być w butach, jak wieść niesie.

Przestaję myśleć, zaczynam działać. Aby dobrze wyglądać na spotkaniu absolwentów, trzeba zaprezentować się od jak najlepszej strony. Słychać sygnał przychodzącej wiadomości. Numeru nie mam w książce. Treść dotyczy zlotu absolwentów, na który chcąc nie chcąc wybieram się. Trzeba odreagować trudy codzienności. Wiadomość przychodzi od koleżanki podpisanej dwoma nazwiskami. Co, młoda, chciałaś podkreślić, że ktoś Cię chciał? Odpisuję: tak, będę. Przyjadę sama. Klamka zapadła. Albo klapka. Od sedesu. Po chwili kolejna wiadomość „w co się ubierasz”? Nie będę tłumaczyć, że właściwie kreację mam na sobie. Wskoczę zaraz w szlafrok i nastawię pranie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s