Patynowa Pani Domu. Świąteczny klimat

Pora zrobić zapasy. Dziupla świeci pustką. Wybiorę się na zakupy z rana, myślisz, może będzie mniej ludzi. Dotrzymujesz danego sobie słowa i w sobotę przed południem jesteś w centrum handlowym. Dawno tam nie byłaś. Dawno, czyli od początku września, gdy jeszcze trwała końcówka wyprzedaży. Kupiłaś wtedy mydelniczkę. W dłoni trzymasz listę niezbędników na czas wojny i pokoju. O stanie zawieszenia broni jeszcze nikt nie wspomniał. Najpierw stoisko z warzywami, a przy nim tylko jedna para. Ona w wieku postbalzakowskim, on w podobnym. Oboje noszą okulary. Ogólnie niezbyt urodziwi i raczej nierzucający się w oczy, chyba że ktoś postanowi napisać o nich np. na blogu. Pójdzie zatem szybko i gładko. Nie tym razem. Przy okazji wysłuchujesz, co planują zrobić na obiad. Tonem żółwia wymieniają same paskudztwa. Ona: może fasolową. Z chudą śmietanką. On: czy Twój brzuszek to wytrzyma? Ona: nie wiem. On: może kapuśniaczek. Na żeberkach. Kapustki kupimy. Ukiszonej. Ugotujemy na dwa dni. Kapuśniaczek – obrzydlaczek, rzucasz w myślach. Nie słyszysz odpowiedzi, bo z nadmiaru słodkości uchodzących z ust klientów robi Ci się niedobrze. Idziesz więc na pasaż i miotasz się pomiędzy regałami nie wierząc własnym oczom. Już są!!! Stoją w równym rządku i uśmiechają się do Ciebie ze sklepowych półek. Mikołaje i inne krasnale z czekoladopodobnej miazgi. Bożonarodzeniowe ciastka, włoskie babki z rodzynkami, czekolady z motywem bałwanów, ozdoby z lukru na choinkowe drzewko, marcepanowe stożki, pierniczki, drobniutkie cukierkowe figurki na świąteczne babeczki. Wrzucasz kilka paczek słodyczy do koszyka. Zgodnie z prawem przyciągania oraz zasadami pozytywnego myślenia, serwowanymi raz po raz przez osoby mianujące się trenerami rozwoju, możesz mieć, co tylko zechcesz pod warunkiem, że przyciągniesz to myśleniem (a to ciekawostka). W takim razie chcę, by święta Bożego Narodzenia były w październiku. Kto nie wierzy, że się uda, niechaj uda się do pobliskiej galerii handlowej.

Nie inaczej sytuacja wygląda na stoisku z wyposażeniem wnętrz. Produkty zawierające świąteczne elementy wypierają inne. Pytasz obsługę o zapachy do mieszkań, z motywem jesiennym oczywiście. Są, odpowiada przemiła ekspedientka. Trwa pora dnia, gdy jeszcze ma siły i ochotę się uśmiechać. Ale proponowałabym Pani skorzystanie z oferty świątecznej. Mamy nową kolekcję. Ładnie schodzi. Zapach marcepanu, goździków, pomarańczy. Goździki masz w słoiku, podobnie jak wanilię i skórkę pomarańczy. Dziękujesz i wychodzisz. Nawet nie spoglądasz na poduszki z nadrukiem renifera tudzież łosia ani na zestaw kubków i talerzyków z podobizną tychże zwierząt.

Wracasz z pełną siatką zakupów. Jest w niej to, co zwykle. plus świąteczne ciasteczka. Zostaną schrupane do popołudniowej kawy. Gdy znajdujesz się w znajomej okolicy, w nozdrza uderza Cię zapach palonych liści (śpijcie spokojnie, śliczniusie jeżyki; mam nadzieję, że nie będziecie długo cierpieć) i czegoś, co wydobywa się z kominów lokatorów. Chciałaś poczuć jesień i czujesz jesień. Prawo przyciągania działa w praktyce. W drodze powrotnej zachciało Ci się świątecznych pierogów z kapustą i grzybami. Dwie godziny później telefon z informacją: pierogi jadą.

Całuchy-kluchy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s