Notatki. Przedświąteczna gorączka

Budzę się w środku nocy i po omacku włączam radio. Pierwsza informacja, która dociera do mnie na wpół sennej, dotyczy śniegu lekko prószącego gdzieś na południu Polski. Następnie dowiaduję się, ile osób zamarzło w ciągu ostatnich kilku tygodni z powodu wychłodzenia organizmu. Słyszę auta odjeżdżające z parkingu. Spoglądam przez okna. Ktoś skrzybie samochód, kto inny nerwowo gestykuluje. Nie może odpalić. Wracam do łóżka. Przymykam oczy. Słychać budzik. Od tej pory moje życie wplata się w tryby maszyny, która mnie zmieliła, przyprawiła trucizną z dodatkiem glutaminianu monosodowego i przeznaczyła na fastfood. Po drodze znowu widzę martwego szczura. Dostrzegam symbole, ale nie rozumiem ich znaczenia w kontekście własnego życia.

Popołudnie. Mgła osnuwa ziemię. Śniegu wciąż nie ma. Szamańskie prognozy kolejny raz nie sprawdziły się.

Uciekłam ze sklepu. Zobaczyłam, co się tam dzieje i uciekłam wrzuciwszy wpierw do koszyka porcję sera z orzechami oraz dwie zgrzewki wody mineralnej. Konsumenci niemalże wyrywają sobie towar z rąk celowo trącając się wózkami. Tak ma być do końca grudnia, jak dowiaduję się od obsługi. Klienci głównie krzyczą na pracowników sklepu albo ponaglają ich i tak błyskawicznie poruszających się z towarem pomiędzy półkami. Są amatorzy zakupów, którzy nie znają położenia produktów oraz nie potrafią porównać ich cen. Czytanie ze zrozumieniem oraz znajomość topografii sklepu to dla nich wyprawa na Kaukaz. Dla mnie samo obserwowanie tego zjawiska jest niczym przeprawa przez amazońską dżunglę. Współuczestniczę volens nolens w Armagedonie. Jestem w samym jego epicentrum. Usiłuję przestawić się na tryb off. Nie słyszę, jak z jednego rogu sklepu ona wrzeszczy do niego, aby wziął o jedno opakowanie pasztetu więcej, a on jej odkrzykuje: zwykłe czy z kary. I dorzuca: zobacz jeszcze te okulary z reniferkiem, dla Zochy weź okrągłe, a dla nas z brokatem, ale pospiesz się, bo mało zostało.

Na nowo uczę się pisać przy muzyce poznając inny rodzaj ciszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s