One. Poszukiwania

-O której kończysz zajęcia?

-Za jakiś kwadrans powinnam być w ośrodku. Zaczekasz?

-Zaczekam. Junior znowu mnie wyzwał od różnych. Nie wiem, co robić z tym dzieckiem. Lekarze niby zlecają jakieś badania. Hormony, EKG, nawet tomografię. A ja wiem, że to może być co innego. Niedługo sama zacznę brać leki, jeśli tak dalej pójdzie. No nic, spożywkę zrobimy, gdy wrócimy z cmentarza. Na razie kupiłam kwiaty. Powiem młodemu, żeby je zaniósł na grób. To do zobaczenia.

Godzinę później.

-Nie możemy znaleźć. Biegamy z góry na dół. Pomożesz nam?

-Tak, ale najpierw dzwoń do tych ojców czy jak ich tam zwą. Powinni mieć to zapisane w księgach. Dom zamknięty, ale może ktoś jest w środku albo w pobliżu i mógłby pomóc. Rozpytam ludzi.

-Zaczekaj. O tym nie pomyślałam. Jaki tam jest numer? Zaraz poszukam. Cicho, młody! Zostaw te znicze! Zejdź z grobu! Nie wieszaj się tak! Ludzie nam się przyglądają, kurcze.

-Pogadam z nimi, a Ty szukaj numeru.

-Nikt nie odbiera. Poczta głosowa się włącza.

-Ludzie nie kojarzą nazwiska. Nie chcieli za bardzo gadać. Odwrócili się do mnie plecami.

-To co teraz?

-Szukajmy wśród nowych grobów, w dolnej części. Ja idę na prawo, Ty na lewo. I kwatera po kwaterze.

-Dzwoniłam do jego matki. Też nie odbiera. Młody, nie skacz po grobach! Zaraz dam mu w pysk.

-Chodźmy już. Może w tym czasie uda się dodzwonić do tych batiuszków. Próbuj! Ja tymczasem oblecę ogród i pasieki. Zajrzę do knajpy. Wypytam lokalsów o kogoś o takim nazwisku. Przecież nie zapadł się pod ziemię.

-Właśnie leży pod ziemią, a ja go szukam. Dalej tylko sygnał.

-Ok, ja lecę do knajpy, a Ty i młody biegacie od grobu do grobu. Jeśli coś znajdziecie, dajcie znać.

Jakiś czas później.

-Jest!!!

W drodze powrotnej.

-Teraz da mi spokój i przestanie zadawać pytania. Kiedyś go tu jeszcze przywiozę, a gdy dorośnie, sam zdecyduje, co z tym zrobić. Ma jeszcze babcię. Chcę, aby ją poznał. A ona przez te wszystkie lata nie interesowała się nami. Nawet na jego urodziny nie zadzwoniła ani razu. Nic. Ze mną nie chce gadać. Twierdzi, że to przeze mnie jej syn się zabił.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s