Dzień Matki

Kwiaty. Bukiety. Czekoladki. Mnóstwo kwiatów. Mnóstwo czekolad. I znicze. Mnóstwo. Cmentarze i groby toną w zniczach i świeżych kwiatach. Alkohol. Podzwaniają butelki w sklepowych koszach. Coraz więcej par oczu zdradza wspomaganie organizmu przez pochodne etanolu.

-Idę na cmentarz, bo matkę szanuję – zdradza jegomość objuczony jednorazówkami, w których połyskują butelki, wkłady do zniczy i tanie konserwy mięsne – I jeszcze ten bukiecik – dodaje.

-Proszę sobie wyjąć. Do zapłaty będzie…

-Tak drogo?! Bukietu nie wezmę. Chyba że tańszy macie. Ten jest najtańszy?! Nie biorę. Jeszcze trochę i na nic nie wystarczy.

Ze sklepowych półek znikają alkohole niczym po dotknięciu czarodziejskiej różdżki. Różne ceny. Róże potrzeby. Różne na nie odpowiedzi.

Na portalach społecznościowych mnożą się publikacje zawierające zdjęcia otrzymanych laurek, prezentów, bukietów i innych akcentów dowodzących pamięci. Spójrzcie, jakie piękne dzieci urodziłam. Jakie pomysłowe i jakie zaradne.

Awantura w ośrodku jeździeckim. Toczek wart więcej niż pensja pracownika stajni ląduje na betonowej posadzce. Słychać krzyki nastolatki, która gwałtownie gestykuluje próbując rodzicom wyperswadować ich pomysł.

-Nie unoś się. Ja z Tobą rozmawiam – krzyczy matka – opłaciliśmy Ci lekcje.

-Dam sobie radę. W d… mam Wasze pieniądze. Jesteście obciachowi i nudni – oponuje małolata nie przestając rozrzucać wokół siebie jeździeckich gadżetów.

-Nie słuchasz instruktora, dlatego nie ma postępów – matka nie daje za wygraną. Ojciec w tym czasie stoi z boku i spogląda w dal.

-Czego ode mnie chcesz?! Te głupie konie mnie nie słuchają – wrzeszczy latorośl, a jej obłożone końskim nawozem obuwie lecą w stronę zaparkowanych aut. Ojciec nadal stoi sztywny jak kamień. Ostoja rodziny. Skała. Młodsza siostra nieletniej awanturniczki ma łzy w oczach i cerę bladą niczym beza.

-Idźcie już. Sama wrócę – głos i zachowanie nastolatki stają się coraz bardziej agresywne – nie idę z Wami do żadnej knajpy. Utuczycie mnie jak świnię. Nie będę miała dzieci. Nie jestem jak ona. Tępa i żałosna. Rozumiem, rozumiem, powtarzasz w kółko. Latasz po psychologach. Leki chcesz mi aplikować, a chyba Ty ich potrzebujesz. Ciągnij ją dalej na sznurku do gabinetów jak świnię na rzeź. I sami z ojcem tam idźcie. Udajecie tylko.

Jedna myśl na temat “Dzień Matki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s