Patynowa Pani Domu. Kartki hand made

Ferwor przygotowań do świąt trwa. Na dobrą sprawę niektórzy nawet nie wiedzą, jakie święta nadciągają, ale wiedzą, gdzie udać się po całą masę nie zawsze potrzebnych gadżetów. Opuszczają świątynie handlu objuczeni niczym renifery św. Mikołaja. Gdyby pogrzebać w historii, to Józef z brzemienną Marią podróżowali na ośle. Ale to zwierzę ma nieco inne konotacje znaczeniowe niż wspomniany rumak dziadka w czerwieni, więc zostawmy ten wątek tęgim głowom.

Jako zakupofob omijasz wielkopowierzchniowe sklepy szerokim łukiem, szczególnie w grudniu.  Kalendarz adwentowy przypomina Tobie, że czas pomyśleć o wysłaniu kartek świątecznych. Dla niewtajemniczonych: kartka okolicznościowa (pocztówka) to kawałek papieru o dowolnym rozmiarze, który zmieści się do koperty. Na awersie kartki są zamieszczane motywy, których dotyczą słowa kierowane na jej rewersie. I tak z okazji urodzin kartka może zawierać nadruk kwiatów, butelek z winem, osób obu płci w zależności od tego, do kogo kartka jest adresowana. Są i tacy, którzy nie korzystają z gotowych wzorców, lecz wykonują pocztówki samodzielnie. Do tego celu należy zakupić: kolorowy, sztywny papier o różnej gramaturze (masz w ciemnych barwach – odpada), kilka sztuk miękkich kartek (zostały z ubiegłych lat), dziurkacze ze świątecznymi motywami (już masz), klej dobrej jakości, aby nie zostawiał śladów (jest), brokat (podwójna korzyść, kup więcej, aby zostało na szaloną, sylwestrową noc – przy tej okazji już teraz możesz zaopatrzyć się w zimne ognie, tylko nie używaj ich do wykonywania kartek; zostaw na sylwestra) – jeśli jesteś zakatarzona i często kichasz, nie używaj go, stemple (są, to nic, że z motywem tulipanów, serc i dzbanuszków), nożyk do cięcia papieru. Przeszukaj szuflady. Może znajdziesz w nich stare koronki, kolorowe tasiemki i inne rzeczy, które wykorzystasz w pracy na poły artystycznej, a przy okazji wypromujesz własne działania na frontach walk o czystość planety.

Sposób wykonania. Przygotuj potrzebne materiały. Policz, ile kartek potrzebujesz. Możesz posiłkować się listą osób, których obdarujesz pocztówkami. Przytnij papier do odpowiednich rozmiarów (takich, by zmieścił się w kopertach). Skomponuj elementy, które nałożysz na wierzch kartki. Naklej motywy, które Ci się podobają. W środku pocztówki po prawej stronie zamieść kilka ciepłych słów do adresata. Jeżeli opisane wyżej czynności wydają Ci niemożliwe do wykonania, idź do najbliższego sklepu papierniczego lub na pocztę i kup gotową kartkę.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Prezenty

Uwielbiasz spacerować wieczorami w grudniu, szczególnie gdy mocno wieje. Jest wtedy przenikliwie zimno, a Ty odczuwasz to w każdej komórce własnego ciała. Wędrówki podczas zimnych dni ładują Cię energetycznie i sprawiają, że zaczynasz myśleć konstruktywnie. Planujesz wyjazdy, zakupy, popołudniowe zajęcia… Taki obraz grudnia znajduje się głównie w sferze Twojej wyobraźni, ponieważ rzeczywistość skutecznie go odczarowuje. Co roku czekasz na grudzień i co roku on wygląda podobnie. Właściwie rozpoczyna się już w listopadzie wraz z przedświątecznym amokiem w galeriach handlowych, które prześcigają się w pomysłach na prezenty w atrakcyjnych cenach (nota bene odkąd żyjesz jeszcze nie spotkałaś się ze stwierdzeniem, że zakupy prezentowe kosztują za dużo). Wtórują im mali wytwórcy, garażowcy, a la artyści oraz lokalsi usiłujący przedstawić swój pomysł na obdarowanie kogoś wyprodukowanymi przez siebie gadżetami. Niekiedy owe gadżety są kupowane po cenach hurtowych, a następnie sprzedawane po detalicznych. Do tego dochodzą usługodawcy. I tak mamy propozycję skorzystania z masażu albo zabiegów pielęgnacyjnych w pakiecie.

Od listopada przynajmniej jedno Twoje popołudnie w tygodniu wygląda mniej więcej tak: pomożesz mi coś wybrać dla…? Pomogę. Właściwie rodzince już kupiłam, ale dziewczyna brata będzie u nas i nie wiem, co jej kupić. Może książkę? Książkę już ma. A nie przeszłabyś się ze mną do… Poszukałybyśmy czegoś. Jasne, że tak. Kiedy idziemy? Dzwoniłam do sklepu ze sprzętem AGD. Powiedzieli, że blendery przyjdą najpóźniej na początku przyszłego tygodnia. Pójdziesz ze mną, dla pewności, żeby nikt mnie nie wyrolował? Pójdę do towarzystwa. Znasz mój stosunek do prowadzenia domu oraz do posługiwania się nowinkami z półki AGD. Chodzi mi o to, żebyś robiła dobre wrażenie. Nie ma sprawy. To się na pewno uda. Jak placki ziemniaczane.

Kiermasze rękodzielnicze, pchle targi, jarmarki ze stoiskami we wszystkich kolorach, jakie stworzyła paleta barw dla popularnej marki kosmetycznej odwiedziłaś ostatnimi tygodniami kilkakrotnie. Głównie turystycznie wspólnie z D., która nie mogła zdecydować się, kogo czym obdarować i wreszcie uznała, że najlepszym prezentem dla bliskich będzie przygotowanie upominków samodzielnie. Ba! Nareszcie! Telefon: nie masz czegoś na chacie, czegoś nieprzydatnego, z czego można zrobić coś, co się przyda? Mam kilka wstążeczek w nasyconych barwach, kolorowy papier, muszelki, dziurkacze w rozmaitych kształtach. Wymieniać dalej? Kartki świąteczne zamierzam z tego zrobić. A nie zrobiłabyś i dla mnie kilku? Coś wymyślimy. Ilu potrzebujesz?

Całuchy-kluchy!

Notatki. Przedświąteczna gorączka

Budzę się w środku nocy i po omacku włączam radio. Pierwsza informacja, która dociera do mnie na wpół sennej, dotyczy śniegu lekko prószącego gdzieś na południu Polski. Następnie dowiaduję się, ile osób zamarzło w ciągu ostatnich kilku tygodni z powodu wychłodzenia organizmu. Słyszę auta odjeżdżające z parkingu. Spoglądam przez okna. Ktoś skrzybie samochód, kto inny nerwowo gestykuluje. Nie może odpalić. Wracam do łóżka. Przymykam oczy. Słychać budzik. Od tej pory moje życie wplata się w tryby maszyny, która mnie zmieliła, przyprawiła trucizną z dodatkiem glutaminianu monosodowego i przeznaczyła na fastfood. Po drodze znowu widzę martwego szczura. Dostrzegam symbole, ale nie rozumiem ich znaczenia w kontekście własnego życia.

Popołudnie. Mgła osnuwa ziemię. Śniegu wciąż nie ma. Szamańskie prognozy kolejny raz nie sprawdziły się.

Uciekłam ze sklepu. Zobaczyłam, co się tam dzieje i uciekłam wrzuciwszy wpierw do koszyka porcję sera z orzechami oraz dwie zgrzewki wody mineralnej. Konsumenci niemalże wyrywają sobie towar z rąk celowo trącając się wózkami. Tak ma być do końca grudnia, jak dowiaduję się od obsługi. Klienci głównie krzyczą na pracowników sklepu albo ponaglają ich i tak błyskawicznie poruszających się z towarem pomiędzy półkami. Są amatorzy zakupów, którzy nie znają położenia produktów oraz nie potrafią porównać ich cen. Czytanie ze zrozumieniem oraz znajomość topografii sklepu to dla nich wyprawa na Kaukaz. Dla mnie samo obserwowanie tego zjawiska jest niczym przeprawa przez amazońską dżunglę. Współuczestniczę volens nolens w Armagedonie. Jestem w samym jego epicentrum. Usiłuję przestawić się na tryb off. Nie słyszę, jak z jednego rogu sklepu ona wrzeszczy do niego, aby wziął o jedno opakowanie pasztetu więcej, a on jej odkrzykuje: zwykłe czy z kary. I dorzuca: zobacz jeszcze te okulary z reniferkiem, dla Zochy weź okrągłe, a dla nas z brokatem, ale pospiesz się, bo mało zostało.

Na nowo uczę się pisać przy muzyce poznając inny rodzaj ciszy.

Patynowa Pani Domu. Black week

Wszystko, co jest związane z promocją i marketingiem o tej porze roku, krzyczy najgłośniej. O jedynej takiej okazji, o promocjach, o produktach, bez których nie można się obejść, a już na pewno spędzić nadchodzących świąt. Pytanie, jakie to święta i gdzie powinna odbywać się ich celebracja. Spece od manipulacyjnych technik sprzedaży z pewnością znają odpowiedź. Nie przewidzieli chyba, że wśród potencjalnych konsumentów znajdą się osoby takie jak my, czyli sporadyczni konsumenci dóbr rozpowszechnianych w miejscach wzmożonej i nie zawsze niepotrzebnej konsumpcji. Oto checklista sprawunków na wypadek, gdyby przyszło Tobie wybrać się do sklepu wielkopowierzchniowego w najbliższych dniach, tudzież tygodniach.

Soda oczyszczona i kwasek cytrynowy. Kilka paczuszek. Cel: ekonomiczny i ekologiczny sposób na porządki. Pokarm dla zbrojnika pospolitego. Jeśli nie wystarczy Ci pieniędzy na ten cel, powiedz Paskudzie, żeby wcinał glony. W końcu jest glonojadem. Odżywki dla roślinek. Nie potrzebujesz. Zamiast nich użyj do podlewania wody po gotowanej kaszy lub po skorupkach jajek. Liściasta herbata smakowa. Zamiast kupować bez limitu, rozpuść wici po rodzince i znajomych, co chciałabyś znaleźć pod drzewkiem choinkowym. To ostatnie z powodzeniem może być zastąpione wieloletnią poinsencją, figowcem lub juką. Ewentualnie paprotką. To będzie zależało od zasobów gospodarzy. Czekolada. Kilka tabliczek uwzględniając czas spędzony pod kocem, przeznaczony na lekturę książek (oczywiście pochodzących z biblioteki lub z bookcrossingu) albo czasopism (z wymiany). Kawa. Patrz dwa wątki wyżej. Krakersy. Tylko dwie paczuszki… Z każdego rodzaju dostępnego na półce sklepowej.

Oczywiście przed wycieczką do świątyń bałamuctwa przejrzyj zawartość domowych szaf, szafek i szafeczek. Może okazać się, że przechowujesz w nich niepotrzebne sprzęty i gadżety, które ktoś chętnie przygarnie. Wtedy opróżniasz zawartość schowków, rozdajesz to, czego chciałabyś się pozbyć, a następnie składasz uroczystą obietnicę, że więcej nie pozwolisz na uleganie pokusie posiadania nieprzydatnych rzeczy w promocyjnych cenach.

And last but not least. Jeśli drażnią Cię reklamy oraz głos spikerów w agresywny sposób nakłaniających do hedonistycznych zakupów, wyłącz radio i telewizor, jeśli jesteś ich posiadaczem. Nie zaglądaj na strony internetowe, na których spodziewasz się sygnałów zdradzających psychomanipulacje zmierzające do nabywania czegoś, bez czego Ty i Twoje gospodarstwo może przestać istnieć. Nie kreuj nadliczbowych potrzeb. A jeśli nie masz problemu z wyborem rzeczy pilnych, nagłych i niezbędnych, podziękuj swojemu portfelowi za to, że oszczędzi Ci wątpliwej przyjemności spacerowania pośród sklepowych półek.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Świąteczny klimat

Pora zrobić zapasy. Dziupla świeci pustką. Wybiorę się na zakupy z rana, myślisz, może będzie mniej ludzi. Dotrzymujesz danego sobie słowa i w sobotę przed południem jesteś w centrum handlowym. Dawno tam nie byłaś. Dawno, czyli od początku września, gdy jeszcze trwała końcówka wyprzedaży. Kupiłaś wtedy mydelniczkę. W dłoni trzymasz listę niezbędników na czas wojny i pokoju. O stanie zawieszenia broni jeszcze nikt nie wspomniał. Najpierw stoisko z warzywami, a przy nim tylko jedna para. Ona w wieku postbalzakowskim, on w podobnym. Oboje noszą okulary. Ogólnie niezbyt urodziwi i raczej nierzucający się w oczy, chyba że ktoś postanowi napisać o nich np. na blogu. Pójdzie zatem szybko i gładko. Nie tym razem. Przy okazji wysłuchujesz, co planują zrobić na obiad. Tonem żółwia wymieniają same paskudztwa. Ona: może fasolową. Z chudą śmietanką. On: czy Twój brzuszek to wytrzyma? Ona: nie wiem. On: może kapuśniaczek. Na żeberkach. Kapustki kupimy. Ukiszonej. Ugotujemy na dwa dni. Kapuśniaczek – obrzydlaczek, rzucasz w myślach. Nie słyszysz odpowiedzi, bo z nadmiaru słodkości uchodzących z ust klientów robi Ci się niedobrze. Idziesz więc na pasaż i miotasz się pomiędzy regałami nie wierząc własnym oczom. Już są!!! Stoją w równym rządku i uśmiechają się do Ciebie ze sklepowych półek. Mikołaje i inne krasnale z czekoladopodobnej miazgi. Bożonarodzeniowe ciastka, włoskie babki z rodzynkami, czekolady z motywem bałwanów, ozdoby z lukru na choinkowe drzewko, marcepanowe stożki, pierniczki, drobniutkie cukierkowe figurki na świąteczne babeczki. Wrzucasz kilka paczek słodyczy do koszyka. Zgodnie z prawem przyciągania oraz zasadami pozytywnego myślenia, serwowanymi raz po raz przez osoby mianujące się trenerami rozwoju, możesz mieć, co tylko zechcesz pod warunkiem, że przyciągniesz to myśleniem (a to ciekawostka). W takim razie chcę, by święta Bożego Narodzenia były w październiku. Kto nie wierzy, że się uda, niechaj uda się do pobliskiej galerii handlowej.

Nie inaczej sytuacja wygląda na stoisku z wyposażeniem wnętrz. Produkty zawierające świąteczne elementy wypierają inne. Pytasz obsługę o zapachy do mieszkań, z motywem jesiennym oczywiście. Są, odpowiada przemiła ekspedientka. Trwa pora dnia, gdy jeszcze ma siły i ochotę się uśmiechać. Ale proponowałabym Pani skorzystanie z oferty świątecznej. Mamy nową kolekcję. Ładnie schodzi. Zapach marcepanu, goździków, pomarańczy. Goździki masz w słoiku, podobnie jak wanilię i skórkę pomarańczy. Dziękujesz i wychodzisz. Nawet nie spoglądasz na poduszki z nadrukiem renifera tudzież łosia ani na zestaw kubków i talerzyków z podobizną tychże zwierząt.

Wracasz z pełną siatką zakupów. Jest w niej to, co zwykle. plus świąteczne ciasteczka. Zostaną schrupane do popołudniowej kawy. Gdy znajdujesz się w znajomej okolicy, w nozdrza uderza Cię zapach palonych liści (śpijcie spokojnie, śliczniusie jeżyki; mam nadzieję, że nie będziecie długo cierpieć) i czegoś, co wydobywa się z kominów lokatorów. Chciałaś poczuć jesień i czujesz jesień. Prawo przyciągania działa w praktyce. W drodze powrotnej zachciało Ci się świątecznych pierogów z kapustą i grzybami. Dwie godziny później telefon z informacją: pierogi jadą.

Całuchy-kluchy!

Boże Narodzenie

Zatrzymaj się na chwilę i w przerwie pomiędzy „już nie mogę”, a „co by tu jeszcze zjeść” pomyśl, po co to wszystko. Po co każdego roku uprawiać maraton po galeriach handlowych („już ostatni raz, w następnym roku prezenty kupię tylko przez internet albo od sąsiadki, która wieczorami dzierga, aby sobie trochę dorobić”)? Sprzątać mieszkanie na błysk (padam na twarz, a tak jutro nie będzie widać, że ogarnięte)? Ubierać drzewko choinkowe (jeszcze mam te stare bombki, ta przyjechała prosto z Krakowa, pamiętasz)? Przygotowywać te same potrawy („śmierdzące śledziury, blee, nie będę tego jeść, a co będziesz? Pierogi odgrzewane”)? Przyjmować tych samych gości („krzesła przyniesiemy z piwnicy, a jeśli bez chłopa przyjedzie, to się zmieścimy”)? Wysłuchiwać tych samych opowieści („opili się, potem pokłócili i szłem na stopa”)? Przewidywać reakcje słuchających („ojej, straszne, a powiedz, jak dziadka zgubiliście na dworcu i został do Nowego Roku u wuja, ciotka dopiero była szczęśliwa, co nie”)? Pilnować kolejności serwowanych dań („jeszcze nie jadę, bigosu nie było”)? Słuchać zawodzącego śpiewu kościelnego („już w tamtym roku miało go nie być, ale jeszcze pieje”)? Czekać na telefon z życzeniami od kogoś, kto nas nie chce pamiętać, a my jego zapomnieć („widocznie nie mogli”)? Oglądać wciąż te same filmy i w określonych momentach wyłączać odbiornik („to już tyle razy leciało, przełącz, może skoki będą”)? Opuszczać towarzystwo o stałej porze („Idziemy, żeby na Teleekspress zdążyć”)? Wrócić do siebie i…

Adwent inaczej

-Staranne, solidne wykonanie. Są dokładnie takie, o jakich myślałam. Dziękuję.

-Cieszę się, że się podobają.

-Prawie jak prezent na święta. Ile tu półek! I szafka jest. Nie mam nawet tylu rzeczy, aby je zapełnić.

-Po świętach też jest życie, i po Nowym Roku. Ludziom się wydaje, że jeśli nie zdążą z czymś do świąt, to potem już tego nie będą potrzebować. Jakby po świętach niczego nie było.

-Po świętach to się dopiero zaczyna. Od tego roku święta Bożego Narodzenia będą mi się kojarzyć z zapachem drewna i farby malarskiej. Oba zapachy uwielbiam.

Pierniczki jadłam przez ostatnie tygodnie w tak kosmicznych ilościach, że w ciągu najbliższych dni nawet na nie nie spojrzę. Herbatę z korzennym aromatem oraz wzbogaconą suszem owocowym piłam hektolitrami, więc wystarczy czarna, która myśli rozjaśnia, z miodem i cytryną. Drzewka choinkowego nie ubieram od lat. Motywy łosia i renifera towarzyszą mi od jakiegoś czasu bez względu na porę roku. Karpia i ryb nie znoszę od dzieciństwa, podobnie kiszonej kapusty.

Każdy Człowiek, którego spotykasz na swojej drodze, jest prezentem i zadaniem. Niechaj reszta dni Twojego życia będzie czasem odrabiania lekcji z człowieczeństwa.

Adwent

-Obeszłam kilka galerii oraz znajome sklepy w poszukiwaniu czegoś na kolację wigilijną. Chciałabym wyglądać zjawiskowo przynajmniej przez kilka dni w roku, a tu klęska. Niczego nie ma, same szmaty na wieszakach. Nie uświadczysz nawet zwykłego swetra przetykanego np. złotą nitką. Klasycznego swetra albo bluzki. Myślałby kto.

-Mam kilka uniwersalnych ubrań na każdą okazję i brak okazji, więc z tym raczej nie będzie problemu. Zamierzam pokazać się w zwykłej sukience. Zresztą kolacja wigilijna powinna mieć charakter rodzinny i dlatego nie przejmuję się własnym wyglądem podczas jej trwania, podobnie w czasie świątecznego obiadu.

-Na szczęście udało nam się kupić drzewko modrzewiowe w doniczce.

-Z pewnością będzie pięknie wyglądać.

-A Ty ubrałaś już choinkę?

-Nie planuję.

-To jak będziesz świętować bez choinki?

-Jak co roku. Zawieszę w widocznym miejscu ozdoby, które otrzymałam od niepełnosprawnych podopiecznych oraz ich rodziców, aby mi przypominały o tym, co w życiu ważne. Dowody pamięci już wręczyłam.

-??

-Po skończonej kolacji zaparzę aromatyczną herbatę w ogromnym kubku i przy dźwiękach kolęd będę ją leniwie popijać wspominając tych, którzy fizycznie nie mogą dzielić ze mną świątecznych chwil.

-Dziwactwo.

-Celebrowanie ciszy nazywasz dziwactwem?