Patynowa Pani Domu. Przedświątecznie

W ciągu najbliższych kilku dni nie zamierzasz nawet spojrzeć na pierniki. Przez ostatnie miesiące pochłonęłaś ich tyle, że samo rozmyślanie o korzennych ciasteczkach przyprawia Cię o mdłości. Sernik to co innego. Zwłaszcza innowacyjny. Na kruchym spodzie z kawałkami drobno pokrojonego ananasa. Miało nie być o jedzeniu. Pamiętaj, że centra fitnessu zostaną zamknięte na jakiś czas, więc powrót do formy będzie utrudniony. Wiesz, że możesz wykupić abonament on line. Oferta kusi, ale pokusy pojawiają się po to, by z nimi walczyć. Wszystkie zamówione paczki z prezentową zawartością dotarły. Można spać spokojnie. Zresztą przez kilka najbliższych tygodni niczego innego spokojnie nie będzie można robić oprócz udawania się w objęcia Morfeusza. Zamknięte pozostaną kawiarnie, część stacjonarnych sklepów, centrów sportowych, sauny, kryte baseny. Z wyjazdówek i objazdówek nici. Na szczęście biblioteki pozostały czynne, a Ty stopniowo wynosiłaś z nich książki. Opowiadania oczywiście, bo to forma literacka, którą uwielbiasz. Klasycy i neoklasycy. Literatura powszechna. Poza tym przejrzałaś zawartość prywatnej filmoteki. Zrobisz sobie ucztę kinomana. Maraton filmowo-książkowo-kulinarny. Kiedy kolejny raz odważysz się na podobne szaleństwo? Tradycyjnie ubieranie drzewka choinkowego Ciebie nie dotyczy. Podobnie jak pieczenie nie tylko słodkich, korzennych przysmaków. Podobnie jak licytowanie z innymi „kto i co przygotował na świąteczny stół”. Podobnie jak mordowanie popularnej ryby. Podobnie jak zajadanie się ze smakiem tym, co zazwyczaj znajduje się na stole określanym mianem „tradycyjny”. Podobnie jak zakupowy amok. Podobnie jak awanturowanie się w centrach handlowych. Podobnie jak pucowanie każdego centymetra mieszkania na wysoki połysk. Podobnie jak przesypianie świątecznych dni z powodu wykonywania czynności niemających większego znaczenia, jak się po czasie okazuje. Zamiast tego zadzwonisz lub napiszesz do wszystkich, którzy są Tobie bliscy. Odwiedzisz tych, którym na Tobie zależy. W tym roku odpadają spotkania w Waszych ulubionych lokalach (oby przetrwały zimę). Dlatego zaprosisz do siebie jak największą liczbę osób. Wypijecie wspólnie tyle znakomitej kawy i dobrego wina, ile tylko Wasze żołądki zdołają unieść. Oczywiście goście przybędą najedzeni. Napomkniesz, że z przepracowania i braku sił nie zdążyłaś niczego przygotować. Dotychczas nie zawiedli, więc i tym razem tak się stanie.

Dbajcie o siebie i nie dajcie się zimie! Całuchy-kluchy!

Notatki. Lista rzeczy do niezrobienia przed świętami?

Boże Narodzenie w tym roku nadejdzie, ale zanim to się stanie, trzeba zgodnie z przekonaniami trendsetterów zaliczyć kilka obowiązkowych, przedświątecznych punktów. Po pierwsze upiec pierniczki, o czym sugerowano już na początku października. Koniecznie w foremkach w kształcie reniferków, tudzież drzewek choinkowych albo gwiazdek. Nie przypominam sobie, abym była aż taką tradycjonalistką. Choć uwielbiam miodowe smakołyki i co roku pochłaniam je w przemysłowych ilościach, nie zdobyłam się na odwagę kreowania ich fizycznego wizerunku. Właśnie! Świąteczny look. Obrus, zastawa, sztućce. To wszystko mogę kupić w promocyjnych cenach z możliwością zwrotu do 30 dni. Gdybym dobrze pokombinowała, sprowadziłabym rzeczone przedmioty na dwa dni przed podaniem wykwintnego obiadu z przystawką, a po Nowym Roku dokonała zwrotu. I tak co sezon nie zapominając o mocnym lansie w mediach społecznościowych. Czego jeszcze nie wykonam? Czynności i elementów dekoracyjnych spod znaku DIY („zrób to sam”). Ceny produktów składających się na efekt samodzielnie wykonanych artystycznych dzieł przewyższają moje możliwości finansowe. Zamiast nich świąteczny akcent w zajmowanej przeze mnie przestrzeni będą tworzyć: puste, szklane naczynie wypełnione żwirkiem i kamyczkami z niekwitnącą poinsencją wewnątrz, oczekujące na zamieszkanie przez kolejnego lokatora (czyt. glonojada). Roślinkę otrzymałam w prezencie kilka lat temu. Przyjęła się bez narzekania na brak uwagi i troski z mojej strony. Jedna ozdoba choinkowa w kształcie kuli, rozkładana na dwie części, również mająca swoje lata, dopełni reszty. To się nazywa ekonomia i ekologia w pigułce. Minimalizm znaczy się. Jest trendy. Może powinnam napisać o tym książkę albo nagrać podcast? Grunt, że do łask przywrócono biblioteki i galerie handlowe. Dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie i przy okazji wyjdzie na spacer, łącząc obie miejscówki w jedną ogromną przyjemność.

Uważajcie na siebie i pozostańcie w zdrowiu!

Patynowa Pani Domu. Tosty

Jak dobrze, że docierają do Ciebie cuda techniki. Dzięki nim możesz wreszcie nazwać po imieniu swoje demony i lęki. Audycja traktuje o stresie spowodowanym zmianą czasu. Gdyby nie radio, nawet nie wiedziałabyś, że trzeba przestawić zegarki. O tym, że z tego powodu będziesz spać godzinę dłużej, goście zaproszeni do programu również wspominają, ale dlaczego zaraz masz przeżywać stres wywołany dłuższym snem? W razie czego wiesz, że trzeba zgłosić się do terapeuty. On dobierze środki oraz formę terapii. Zdalnie oczywiście. Ech, pora dźwignąć się z łóżka i włączyć toster. Skoro nie będziesz mogła korzystać z wyżywienia na miejscu w lokalach gastronomicznych, to pozostaje Ci posiłek w takiej formie, jaką mu nadasz. Tosty to jedne z nielicznych potraw, które potrafisz przyrządzić tak, aby smakowały niczym tosty. Ale po kolei: układasz na kromkach potrzebne produkty. Następnie sklejasz je (kromeczki) i wkładasz między blaszki opiekacza. Kolejny news. Uwaga na azjatyckie biedronki! Opanowały ściany budynków, balkony, drzwi i inne miejsca, w których im dobrze. Grzeją się w promieniach październikowego słońca. Wyglądają… Mają tyle kropek… Nie są przysmakiem. Ups! Właśnie dwie ubiłaś. Brak skutecznego środka na te szkodliwe owady sprawia, że skutecznym środkiem może być Twój refleks. W połączeniu z klapkami stanowi niezawodne antidotum na arlekiny i nie tylko.

Tosty smakują wybornie. Przyzwyczajasz się do myśli, że przez najbliższe kilka tygodni (rozciągniętych do miesięcy) będziesz odżywiać się głównie grzankami, krakersami oraz tym, co samodzielnie ugotujesz, ewentualnie zamówisz z dowozem. Wszyscy, którzy naśmiewali się z Twojej wizji szycia maseczek z wizerunkiem św. Mikołaja tudzież ozdobionego drzewka choinkowego, wystąp! Okazuje się jeszcze, że w czasach pandemii zdecydowanie łatwiej jest wybrać opiekacz w stylu retro niż trwałą kawiarkę. Plany na dzisiaj: dokonać zakupu albo przynajmniej wyboru zapachowych świec w stylu świata przedstawionego w utworach Andersena bądź Dickensa.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Idzie nowe (czyżby?)

Środek nocy. Sygnał przychodzącej wiadomości. Czy to sen? Ponowny. Nawet jeśli to nie sen, przeczytasz jutro. Kolejny. Wstajesz przełamując lenistwo i rugając siebie, że nie wyłączyłaś smyczy na noc. D. przesyła sensacyjne wieści. Słyszałaś? Słyszałam. Widziałaś? Widziałam. I co? I kolejna noc z głowy. Porozmawiamy, kiedy obie będziemy w formie. Właściwie już się położyłaś, ale jeszcze nie zasnęłaś i przez jakiś czas nie zaśniesz. Włączasz koncert. Na bezsenność pomoże tyle, ile nieboszczykowi kadzidło, ale przynajmniej mile spędzisz czas. Odpowiadasz na wiadomości nadmieniając, że zerwałaś się z łóżka na dźwięk alarmu, jesteś w piżamie i średnio ogarniasz wczorajszy dzień, a dzisiejszy jeszcze nie nadszedł, przynajmniej mentalnie.

Linki do polubienia. Propozycje urodzinowych prezentów. Kobieca sesja. Wygląda świetnie. Właściciele stron pragną, by ktoś zauważył i docenił to, co robią. Doceniasz. Dziękujesz za zaufanie, ale z propozycji nie skorzystasz. Może koleżanka albo sąsiadka skorzystają? Zapytaj je osobiście, człowieku. Masz u nich większe szanse niż ja.

Budzisz się na dźwięk śmieciarki, która niezmiennie o stałej porze pojawia się w okolicy i we właściwy sposób alarmuje o swoim przybyciu. Jeszcze zanim otworzysz oczy, składasz Bogu dzięki, że nikt nie wpadł na pomysł, aby pracownicy zakładu komunalnego przeszli na zdalny tryb pracy. Wiadomość. D. jest niczym cyborg. Jej system został zaprogramowany na działanie w stanie permanentnego czuwania. Chcesz taką? Wysłałam Ci zdjęcie w nocy, pamiętasz? Nieszczególnie. A co to? Torebka. Uszyłam ją ze starych worków od odkurzacza. Zastanowię się i dam znać. Włącz radio. Obowiązkowo! Włączasz radio. Słyszysz komunikaty, lecz ich treść do Ciebie nie dociera. Jako osoba w sposób dyskusyjny wykorzystująca swoje umiejętności kulinarne możesz mieć niemały problem przez najbliższe tygodnie. Jedzenie tylko na wynos. Nie cierpisz brać na wynos. Lokale gastronomiczne przygotowują się do kolejnych obostrzeń. Pracownicy protestują. Właściciele krzyczą. Będzie problem z zakupami. Godziny dla seniorów są surowo przestrzegane. Urząd nakłada kontrole, a co za tym idzie, kary. I pomyśleć, że dbasz o promocję lokalnego biznesu nie tylko w czasach pandemii.

Patynowa Pani Domu. Wrześniowe komary

O tej porze roku nie powinno ich być, zapewnia Cię przemiły sprzedawca, ale jeśli już się pojawiają, proszę zastosować ten środek, dodaje. Klienci twierdzą, że jeszcze nie zawiódł. Wprawdzie zapach przynajmniej na początku może wydawać się mdły, ale szybko wypełnia pomieszczenia, a po kwadransie od zastosowania można już otwierać okna i cieszyć się ciszą spokojnego, wrześniowego wieczoru. Spróbuję, odpowiadasz, i lżejsza o pewną kwotę oraz obawy o swój komfort psychiczny podczas późnych, letnich dni udajesz się do miejsca przeznaczenia z mocnym postanowieniem na wypróbowanie niezwykłego specyfiku jeszcze dziś.

Rozpylasz repelent, który powinien chronić Ciebie nie tylko przed komarami, ale również przed muszkami owocówkami, klasycznymi muchami, siadającymi lub nie, jak w popularnym ongiś filmiku, oraz kleszczami. Zacznijmy od komarów. Odczekać ok. kwadransa. Dla pewności będzie to 20 minut. Szacowanie wydatków i czasu oczekiwania nie było i nie jest Twoją mocną stroną. Wiesz, kiedy zaczynasz, ale nie wiesz, kiedy masz kończyć. Towarzyszą Ci emocje, właściwe dla wzorowych gospodyń domowych, oczekujących na pięknie wyrośnięte ciasto lub aromatyczną pieczeń. Właśnie! Kto powiedział, że po rozprawieniu się ze skrzydlatymi ciemięzcami nie przygotujesz czegoś pysznego. Tylko co by to mogło być? Może drożdżowe bułeczki z ziołami? Poszukujesz odpowiedniej receptury, co trochę trwa. Sporo roboty z tymi bułeczkami, wynika z przepisu, ale włożony trud zostanie zniwelowany przez efekt. Pora na sprawdzian z działania środka przeciwko gościom, nieproszonym przez Ciebie, lecz pożądanym przez entomologów. Otwierasz okna. Stajesz w jednym z nich. Jaki piękny wieczór. Idealny czas na małe przyjemności. Zatem do dzieła. Czujesz w ustach smak drożdżowych bułeczek. To Cię napędza do działania. Sprawdzasz ponownie zawartość szafek oraz zgodność ilości produktów z przepisem. Nie masz wszystkich ziół, ale to nic. Od czego masz… Nie! Po trzykroć nie! Po stokroć! Po tysiąckroć! Co tu robi komar?! Środek nie zadziałał, ale Twoje emocje tak. Natychmiast postanawiasz ubić intruza. Walka jest nierówna, ale Twoja konsekwencja z tytanu jeszcze Cię nie zawiodła (w takiej sprawie). Sprytny jest. Mały bohater. Bohaterka. Już wiesz, że bułeczek nie będzie. Przynajmniej dzisiaj. Zjesz tosty i zaświecisz zapachową świeczkę. Komarów wprawdzie nie wypędzi, ale sprawi, że wieczór będzie choć odrobinę przyjemniejszy.

Całuchy-kluchy!

Deszczowe zapiski

Chciałabym mieć na głowie efekt stale potarganych włosów, tłumaczę fryzjerce i oddaję się z zaufaniem w jej sprytne dłonie. Dziewczyna sprawia wrażenie znawcy tematu i zgrabnie operując nożycami przy moich uszach cierpliwie wyjaśnia, jakie triki i narzędzia powinnam stosować, jeśli chcę uzyskać bałagan na głowie. Wychodzę z salonu prosto do sieciówki z kosmetykami, by powiększyć ich zasób w łazience. Kolejny dzień leje deszcz. Przeczytałam już cały zapas książek oczekujących w kolejce na lekturę. W myślach tworzę listę tych, które niebawem wypożyczę, błogosławiąc pomysłodawców i pracowników bibliotek. Gdyby nie czytelnicze świątynie, prowadziłabym życie na wzór bibliotecznego dewianta albo spałabym pod książkami niczym kloszard. Nie wystarczyłoby mi na jedzenie. A propos ostatniego. Nie znoszę robić zakupów spożywczych podczas deszczowej pogody. Szczególnie bieganie po warzywniakach wydaje się w tej sytuacji uciążliwe. Ale nie poddaje się. Z bałaganem na głowie pilnie poszukuję grzanek. Mogłabym zrobić je samodzielnie, lecz wtedy nie byłyby idealnie przyprawione ani chrupiące. Odwiedzam kilka sklepów z wiktuałami. Bezskutecznie. Chyba trzeba będzie spróbować swoich sił jako mistrz złotej chochelki i samodzielnie przyrządzić małe przekąski. Albo zrezygnować z ich konsumpcji przynajmniej dzisiaj. Kolejny punkt na spożywczej mapie myśli. Czy ma Pani grzanki w sklepie? Nie mam. A groszek ptysiowy? Też nie mam. To ja się jeszcze rozejrzę. Rozglądam się. Tuż za plecami na sklepowych półkach znajduję chrupiący obiekt kulinarnego pożądania. Są grzanki! Podam je z tartym żółtym serem. Mówię ni to do siebie, ni to do obsługi sklepu. Płacę i wychodzę. Mam zatem wszystko, czego potrzebuję do przygotowania smacznego, pożywnego obiadu na wrześniowe, chłodne dni. Kto powiedział, że w czasie deszczu nie można rozwijać się jako domorosły kucharz? Nakarmiona i zadowolona wybieram się do E. Odrobiłam lekcje. Mam coś na wymianę. Słoiki z pysznościami za owoce i pomidory. Uda się na pewno!

Patynowa Pani Domu. Żyjmy dalej

Otwierasz oczy, zanim zabrzmi sygnał budzika. Najpierw budzą się ptaki. Potem jedzą śniadanie. Potem przyjeżdża śmieciara. Dziś odbiór szklanych odpadów. Wyskakujesz z łóżka, by zamknąć okno. Świeże powietrze podamy za chwilę. Zamawiałaś też ciszę. Zaczekasz na nią, podobnie jak na rześkie powietrze. Uwielbiasz swoje łóżko najbardziej na świecie. Planujesz dzień. Trzeba go zacząć i zakończyć przyjemnościami, inaczej się nie uda. Najpierw coś na ząb. Następnie praca zdalna. Próba dokonania zakupów. Tysiąc różnych spraw do załatwienia. Najlepiej na zaraz. Budzik! Kurtyna! Rutyna! Pranie! Brak proszku. Płyn! Jest! Pralka! Nie działa! Nie skupiaj się na brakach, patrz na zasoby. Śniadanie! Herbata. Cieplutkie, świeże chrupiące kromeczki. Zamarzyły się. Włączasz piekarnik. Telefon. Możesz podrzucić klucz do… B. będzie przejeżdżać zaraz koło Ciebie. Mogę? Czekaj na parkingu koło urzędu. Tam jest miejsce na parkowanie. Ubierasz się w trzy sekundy. Biegniesz na parking. B. już czeka. Chwilę rozmawiacie. Mogłabyś dorobić sobie klucz. Gdybym mogła, to bym dorobiła. Wracasz do siebie. Po drodze wbijasz do dyskontu. Nic się nie stało, robotę mam, wyjaśniasz zdumionej obsłudze i wychodzisz. Następnym razem niech Pani założy maseczkę, słyszysz.  Najważniejsze, że w reklamówce jest tiramisu i środki do prania. Dziś zapomnij o śliczniusich kromeczkach. Zimna tortilla też się nada. Prosto z lodówki. Pochłaniasz placki bez dodatków i zapijasz je mocno wystudzoną herbatą. Sygnały nadesłanych wiadomości przychodzą raz po raz. Dlaczego w tej rubryce są takie wartości? Czy mogłaby Pani to wyjaśnić? Wyjaśniasz. Po chwili telefon. Proszę o przemyślane zakupy. Część odkładamy na wrzesień. Czy w ogóle wiesz, o czym mówimy? Wiem. Korespondencja trwa. Odpowiadam za to, co napisałam, a nie za to, jak moje słowa zostały zinterpretowane. Kolejny telefon. Może powinnaś go wyłączyć. Nie ma Cię. Jest tylko espresso i tiramisu. Zbyt gwałtowanie rozprawiasz się z folią zabezpieczającą opakowanie. Kakao i część masy lądują na dywanie, obrusie i stole. Dawno nie robiłaś porządków. A i z pralki dziś jeszcze nie korzystałaś. Pora to zmienić. Nastawiasz pranie. Urządzenie działa. Wyłączasz telefon. Siadasz naprzeciwko wirującego bębna pralki i przyglądasz się mu. Zachowuje się podobnie do Twojej głowy. Jesteś tylko Ty, Twoja kawa siekiera, zabielana dla sportu, to, co zostało z tiramisu i pomysł na research dotyczący Twojej ulubionej części ciała.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Majówka-domówka

Stało się.  W tym roku spędzisz pierwszy majowy weekend we własnych czterech ścianach. Dla dociekliwych: niekoniecznie tylko czterech, lecz kto by w czasach pandemii ściany liczył. Nie boli świadomość, że dni wolne od pracy (w tym Święto Pracy) spędzisz pracując, czyli wymiatając kurz, myjąc podłogi, szorując inne powierzchnie. Porządkowanie otoczenia sprzyja utrzymywaniu porządku we wnętrzu. Tę teorię wspomagającą skołatane nerwy powtarzasz niczym pierwszą czytankę. Na wallach sieciowych znajomych liczba zamieszczanych słit foci z weekendowych wypadów na egzotyczne wyspy jest mniejsza w stosunku do lat ubiegłych. Na ściankach dominują udostępniane wspomnienia albo wpisy o przyszłych urlopowych planach. Lajfy, jeśli już takowe się pojawią, najczęściej są nagrywane w lesie. Spacer po lesie i parku to prawdziwe wydarzenie biorąc pod uwagę niedawne obostrzenia. Ty tradycyjnie niczego nie zamieszczasz. Ujawnianie, w jaki sposób dokarmiasz glonojada lub poisz roślinki, mogłoby naruszyć Twój mir domowy. Zamiast lansować, co zjadłaś albo ugotowałaś (jedno nie zawsze wynika z drugiego), wolisz w ciszy smakować dźwięki natury obserwując np. posiłek dzięciołów. W czasie deszczu odwiedzasz wirtualne muzea i galerie obrazów. Tym sposobem byłaś nawet w Nowym Jorku i w Żelazowej Woli. Spacerujesz do znudzenia, aż Cię opuszki palców i kark pobolewają. I wszystko w ramach abonamentu za podłączenie do sieci. Wirtualne odwiedziny w domostwach znajomych też Cię niewiele kosztują (może trochę czasu) i nie trzeba się do nich przesadnie przygotowywać. Wizytowe ciuchy, kąpiel, odpowiednio nakryty stół. Nie tym razem. Majówka w domu ma swoje zalety. Doceniasz każdą z nich.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Tosty z resztek

Mentalnie przygotowujesz się do spędzenia majówki w domu. W tym roku wojaże z noclegiem w katalogowych hotelach z gwiazdkami są zawieszone ze względu na wprowadzony stan epidemii i odmrażania gospodarki. Gdy się nie ma, co się lubi… Wycieczki po okolicy też mają swoje zalety. Dzięki ich regularnym praktykowaniu zyskujesz miano lokalnego patrioty. Zmniejszają się koszty podróży, a co za tym idzie, emisja gazów cieplarnianych do atmosfery. Zyskuje zatem środowisko naturalne. I biznes, bo kupujesz lokalnie od tych, od których jest jeszcze co kupować. Ale najpierw układasz menu. Choć właściwie przez kilka ostatnich tygodni to ono układa Ciebie. Dziś jest przedmajówkowy Dzień Dziecka. Nie przygotowujesz w związku z tym obiadu składającego się z trzech dań z deserem, lecz wybierasz opcję: zrób coś na ciepło z tego, co akurat masz w lodówce. Zobaczmy. Kilka kromek pieczywa tostowego. Pomidorki. Po jednym plasterku sera różnego rodzaju, co daje łącznie tyle plasterków, ile masz kromek chleba. Punkt dla Ciebie za rozsądne gospodarowanie środkami żywności. Ekonomia i ekologia. Oba pojęcia stanowią fundament Twojego gospodarstwa. Wróćmy do składników: dwa plasterki chudej wędlin, co w praktyce oznacza tyle samo tostów dla mięsolubów. Oprócz śmierci i podatków jedno jest pewne: bez względu na to, jaka zaraza by nie przyszła, Ty nie skonasz z głodu pod warunkiem, że plaga zastanie Cię schowaną w dziupli. Twoja atawistyczna potrzeba została zaspokojona. A co z innymi, mniejszymi braćmi? Kolejny punkt z listy: nakarmić Paskudę. Paskuda będzie szczęśliwa, że ma Ciebie, a Ty, że masz ją. Uff, chyba można zacząć majówkowanie. Nie będziesz czekać z tym do północy.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pieczone ziemniaczki

Podczas planowania tygodniowego jadłospisu zwykle cieknie Ci ślinka na myśl o mocno chrupiących, gorących niczym polskie lato w maju, plackach ziemniaczanych prosto z patelni. Z obowiązkowym dodatkiem śmietany. Dziś jest ten dzień, w którym realizujesz kolejny kulinarny zamiar. Od rana odczuwasz dziwną ekscytację. Nareszcie obiad koronowanych głów. Obieranie ziemniaków staje się dla Ciebie rodzajem medytacji. Głaszczesz każdego obranego kartofelka i obmywasz go pod lodowatym strumieniem bieżącej wody (o, dziwo ostatnio bez przerw w jej dostawie). Włączasz skonfigurowane urządzenie kuchenne, które przerobi składniki na miazgę i… trach! Po ptokach. Znowu padł. Znajomy dźwięk oznacza, że dziś  i jutro placków ziemniaczanych nie będzie. Zachowaj spokój. Powtarzaj za mną: jestem spokojna. Jestem spokojna. Oddychaj głęboko. Płytki oddech może powodować m.in. niedotlenienie narządów wydzielania wewnętrznego, ucisk w klatce piersiowej, a w konsekwencji przykurcze mięśni. Odłącz sprzęt od źródła prądu i pamiętaj o głębokim oddychaniu. Oczyść i umyj sprzęt. Po zrealizowaniu tego etapu możesz przystąpić do przyprawiania ziemniaków. Zajrzyj na półki ze słoikami, w których przechowujesz skarby nadające smak i charakter efektom Twoich alchemicznych poczynań. Wyjmij to, czego potrzebujesz. Ułóż ziemniaki pokrojone w łódki w naczyniu żaroodpornym. Natrzyj je mieszanką przypraw. Wyjmij masło z lodówki. Przy pomocy nożyka zrób wiórki. Posyp wiórkami zawartość naczynia, które ustawisz na środkowej płycie dobrze nagrzanego piekarnika. odczekaj wymagany czas zapiekania. To danie autorskie i w dodatku debiut. Daj sobie prawo do błędu. Następnie wejdź na stronę hurtowni części zamiennych. Skontaktuj się z serwisem. Oszacuj potencjalne koszty naprawy i wymiany elementów. Złóż zamówienie. Poczytaj porady w dziale zajmującym się konserwacją urządzeń. Zagłęb się w lekturę pionierskich rozwiązań. Ziemniaczana zapiekana nieziemsko pachnie. Pora wyłączyć piekarnik. Odczekaj niepisane 10 minut. W tym czasie przygotuj coś do picia. Zrobisz koktajl. Popsuła się inna nakładka urządzenia. Taka niekoktajlowa.

Wyjmujesz z piekarnika to, co uprzednio zostało do niego włożone. Jest lepiej niż dobrze. Ziemniaczki parują. Wyglądają cudownie te małe, ozłocone rozbójniki. Smakują nieziemsko. Z każdym sosem. A wyglądają zjawiskowo z kleksem gęstej śmietany lub jogurtu. Placki ziemniaczane zrobisz w przyszłym tygodniu. Na dniach powinna dotrzeć paczka z potrzebnymi częściami do urządzenia, które jest wielofunkcyjne, podobnie jak Ty.

Całuchy-kluchy!