Plener ślubny

W pierwszych dniach złotej jesieni park przy dworku przedstawia się malowniczo. Mnóstwo kolorów. Delikatny powiew wiatru. Śpiew ptaków. Dyskretne spojrzenia zwiedzających. Muzyka sącząca się z zabytkowego wnętrza. Aromat świeżo zaparzonej kawy podawanej do szarlotki. To wszystko składa się na niepowtarzalny nastrój. Robi się klimatycznie, nostalgicznie wręcz. Taki dzień wybrano na plenerową sesję ślubną. Styl młodej pary wyraźnie kłóci się z otoczeniem. Powiedzmy, że wyraz ich twarzy, sposób bycia, zachowania oraz dobór środków estetycznych zawierają elementy niekompatybilności z parkiem pałacowym powstałym dwa stulecia temu. Młoda para wygląda na znużoną wydarzeniem. Niechętnie pozuje. Nie słucha poleceń pani fotograf zdradzającej symptomy profesjonalizmu.

-Czekamy na światło.

-Długo jeszcze? Bo bym się odlał.

-W kawiarni jest toaleta, ale dla gości. Pozostali mogą skorzystać za drobną opłatą.

Nie przytoczę rozwiązania zaproponowanego przez głównego bohatera pleneru. Kilka chwil później. Panna młoda z wiankiem na głowie na skutek spadku temperatury zaczyna kulić ramiona. Otul ją marynarką, człowieku. Ważysz więcej od swojej żony i jesteś ubrany cieplej niż ona. Fotograf nakazuje zdjąć obuwie i stanąć na kładce. Komary to nie bociany. Nie odlatują do 26 sierpnia. Młoda w wieku pobalzakowskim zaczyna się drapać. Gdzieś z trawy wyskoczyła żaba. Słychać pisk i niecenzuralne słowo. Romantyzm. Nie ma co. Młody w wieku nieokreślonym, podobnie jak rozmiar jego kołnierzyka, rechoce.

-Czego się drzesz?! Ja bym spierniczał.

-Żaba!!!

-A co myślałaś?! Że wąż?!

-Skoczyła mi na stopę.

-Jeszcze trochę fotek nam cyknie i idziemy. Coś bym zjadł.

-Możemy się przebrać i gdzieś pójść.

-Drogo wszędzie. Kiedy coś wreszcie ugotujesz? Nie mamy forsy na chodzenie po knajpach

-Możecie głowy bardziej do siebie jak na randce? Wygiąć szyje? Możesz go objąć?

-Ty, ludzie się gapią. Długo tak będziemy się wyginać? Pajaca z siebie nie będę robił.

-Słuchaj, co Pani mówi. Zobaczysz, że będą ładne zdjęcia.

-Ładnie to jej zapłacimy.

Notatki. Dzień Kobiet

Pora na kolejne świętowanie. Tym razem obchodów dnia, na który czekają kobiety z wytęsknieniem jawnym bądź ukrytym. Niektóre już kilka dób przed wybuchem szału na lansowanie bukietów i czekoladek zamieszczają ich zdjęcia na portalu z lajkami. W sieci mnożą się artykuły proponujące rozmaite sposoby i formy spędzania wolnego czasu 8 marca, czytane przeze mnie lawinowo. Dowiaduję się z nich m.in. do czego nosić klasyczną białą bluzkę. Must have w szafie każdej baby. Mam szafę? Tak. Białą bluzkę? A jakże. Nawet w dobrej kondycji. Nic dziwnego, skoro była zakładana jedynie na egzaminy, w tym dojrzałości oraz poprawkowe. Zatem liczy sobie… Niejedną dekadę. Nie cierpię klasyki w takim wydaniu i najchętniej pozbyłabym się jej, lecz została wykonana z… i dlatego sporo wówczas kosztowała. Nie potrafię się z nią rozstać, choć prezentuje się na mnie i na innych dość żałośnie. Kiedyś potnę ją nożyczkami i dopiero wtedy wyrzucę. Nie nadam jej drugiego życia. Nie odstąpię potrzebującym. Marzę o sytuacji, w której klasycznym strojem na egzamin będzie koszula flanelowa typu unisex i martensy, których kupiłabym kilka(naście) par na zapas. To by zależało od tego, jak często kwalifikowałbym się do poprawkowych. Styliści obu płci radzą, by nie przesadzać z liczbą ubrań, lecz zwracać uwagę na ich jakość oraz etyczną produkcję. Oczywiście ciuchy powinny być wykonane z organicznych materiałów.

Jako że lokale gastronomiczne wciąż działają w trybie na wynos lub z dowozem, oferują przygotowanie romantycznej obiadokolacji przy świecach zapewniając wszystkie detale, począwszy od wyłącznie wyśmienitych dań wraz z deserem i apertifem poprzez obrus, a skończywszy na środkach rozjaśniających półmrok i tworzących nastrój. Zorganizujemy Wam romantyczny wieczór. Ty wybierasz menu i dodatki, my zajmiemy się resztą. Ok, może być pizza z ananasem. Świece mam. Lampkę też. Jestem w gronie osób jadających włoski specjał z zapuszkowanym owocem w kształcie koła z dziurką po środku oraz pijących kawę wyłącznie z mlekiem.

Propozycje prezentów z okazji Dnia Kobiet: kurs makijażu (wirtualny oczywiście). Wyobrażam sobie romantyczną scenę. Ona i on siedzą w półmroku (mogło zabraknąć zapalniczki do świec na przykład) przy daniach serwowanych w naczyniach jednorazowego użytku. Ona ubrana w klasyczną białą bluzkę wielokrotnego użytku, on w mniej klasyczną. Po wzniesionym toaście on wyjmuje potwierdzenie przelewu za wykupiony abonament na kurs makijażu. Jest moc! Albo ona drżącą dłonią rozpakowuje prezent przewiązany atłasową czerwoną wstążką, a tam… Bielizna, o Której Zawsze Marzyła, tylko rozmiar nie ten. Za mała. Ona myśli. Na pewno kogoś ma i ten prezent był dla niej. A to łajdak. Za duża. Ona myśli. Nawet nie zna mojego rozmiaru! Czyżbym aż tak przytyła?! A to łajdak.

Cieszmy się i nie myślmy za dużo… Świętujmy i pozwólmy świętować innym. Dajmy sobie prawo do popełniania błędów, ale jedynie wtedy, gdy czegoś się na nich nauczymy.

One. Sukienka w kolorze fuksji

W sklepie:

-Zostały dwie sztuki. Może Pani zmierzyć obie. Kolor idealnie pasuje do Pani typu urody.

-Zrobię tak, jak Pani powiedziała. Dziękuję. Nie nosiłam sukienek chyba od… Nieważne.

-Ma ciekawe wykończenie pod szyją. Można zawiązać albo zostawić luźno. I jak?

-Dobrze leży. Wezmę tę. Ale przyznam się Pani, że najchętniej wykupiłabym te koszule, gdyby nie podlegały pod męski dział.

-Ja mam kilka. Nosimy je na zmianę z chłopakiem.

U niej:

-Okradłaś księgarnię? Kiedy Ty to przeczytasz?

-Bez obaw. Zdążę. Coś trzeba robić wieczorami, gdy Ty śmigasz na randki albo urządzasz swoje nowe gniazdko.

-A to co? Jaka śliczna? Z długim rękawem. Nie będzie widać blizn. Pożyczysz oczywiście?

-Oczywiście, że tak. Na kiedy potrzebujesz?

-Na początek na jutro, ale najpierw podjedziemy do marketu oddać materiały. Coś tam zostało po chłopakach.

-Randka w markecie budowlanym. Tego jeszcze nie było.

-Zobaczę, ile on potrafi i co powie o sukience, czy mu się w niej spodobam. Jest bajeczna i ten wyrazisty kolor. Gdzie ją upolowałaś?

-Nie upolowałam. Zwróciłam na nią uwagę, a potem kupiłam.

-Pewnie droga.

-Nie, po promocji. Zostały dwie sztuki i…

-Tobie to dobrze. Wchodzisz do sklepu, bierzesz z półki to, czego potrzebujesz, płacisz i jest Twoje. Na zawsze.

-Jeśli rzecz można kupić za pieniądze, to oznacza, że jest niewiele warta. Dopiero właściciel nadaje jej znaczenie.

Kilka miesięcy później:

-Na pewno chce Pani się jej pozbyć?

-Tak. Nie miałam jej na sobie ani razu. Może mi Pan wierzyć.

-Ale metki nie ma.

-Nie ma, bo sukienka była pożyczana koleżance.

-I nie założy jej Pani już? Moja dziewczyna choruje na rzeczy w kolorze fuksji.

-Nie założę. Napisałam w ogłoszeniu, że odbiór osobisty, bo sukienkę oddaję za dobre słowo.

-Pani byłoby w niej ładnie. Nie było okazji do jej założenia?

-Nie było. Pierwsze zgłoszenie wpłynęło niespełna dziesięć minut po zamieszczeniu oferty. I to byli Państwo. To jak? Pakujemy?

 

Walentynkowy prezent

Kolacja, kreacja, kooperacja na ten dzień zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach, ale co tu kupić jako podarunek. Wiem, wiem, Ty jesteś najlepszym prezentem. Nikt tego nie kwestionuje, lecz nie zaszkodzi w ramach rozszerzenia oferty nabyć coś, co będzie Wam się kojarzyć niczym postać Rasputina na carskim dworze.

Zakładam, że znacie swój gust przynajmniej na tyle, aby wiedzieć, co raczej nie spodoba się drugiej połówce jabłka. Wybór wyrobów made in Daleki Wschód jest z roku na rok coraz większy. Tu powinna włączyć Ci się w głowie czerwona lampka. Synapsy pracują. Osiołkowi w żłoby dano. Umiarkowanie nakarm ukochaną osobę, aby romantyczny wieczór nie skończył się dla niej tam, gdzie koronowane głowy chadzają piechotą. Nie dopuść, aby była głodna. To mogłoby skutkować inną krępującą sytuacją towarzyską.

W wyborze upominku można kierować się ofertami serwowanymi w czasie reklamowym w środkach masowego przekazu. I tak od wczesnych godzin porannych usłyszysz np. o produktach na wszawicę, grzybicę, uciążliwe gazy, zespół przewlekłego zmęczenia itp. Wsłuchaj się uważnie w potrzeby kogoś bliskiego. Może akurat będzie potrzebować czegoś na pozbycie się kłopotliwych przypadłości. Pamiętaj, aby opakowanie farmaceutyków przewiązać czerwoną wstążką, ewentualnie dorysować wyraźne serduszko. Wszak to walentynki. Innym wymiernym pomysłem na uhonorowanie Waszego związku może być karnet na siłownię lub na masaż. Wcześniej upewnij się, czy masażysta lub instruktor fitnessu nie będzie bardziej seksowny niż Ty, zwłaszcza gdy nie jesteś pewien swojej pozycji w stadzie. Licz się z tym, że możesz oberwać karnetem, szczególnie w sytuacji, gdy Twoja druga połówka od jakiegoś czasu jest na chronicznej diecie i walczy z utratą zbędnych kilogramów. Tak czy inaczej najbezpieczniej dla Was będzie obdarować się różą w kolorze czerwonym oraz garnuszkiem z nadrukiem w serca, ewentualnie w misie, ewentualnie w jedno i drugie.

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi. Dużo serduszek dla Was!

 

Walentynkowy anturaż

W tym roku postaw na styl eko-hipsterski, czyli harmonijny minimalizm. Dekoracje nie powinny być zatem skomplikowane oraz kosztowne. Możesz kupić gotowe szablony albo zajrzeć na strony internetowe hojnie serwujące kosztowne podpowiedzi. Możesz także skorzystać z pomysłów znajdujących się w Twojej głowie i na tym teraz bazujmy oczywiście przy założeniu, że jest Twoim pragnieniem zaskoczenie bliskiej osoby. Do stworzenia niecodziennych walentynkowych dekoracji będziesz potrzebować: kilku wytłaczanek (z makulatury) po jajkach, piór w różnych kolorach, a najlepiej w czerwonym, farb plakatowych i pędzelków, słoiczka z wodą, tubki kleju na m., nożyczek, nieutłuszczone kartki ze starych czasopism. Daruj sobie brokat. Bombki zostały potłuczone i wyniesione do kontenera z odpadami zgodnie z zasadami segregacji, a na nowe choinkowe ozdoby Cię nie stać. Do dzieła zatem. Krok 1. Z zamierzoną, artystyczną niechlujnością pomaluj wytłaczanki czerwoną farbą. Jeśli nie masz pędzelka, użyj palców. Tak przygotowane wytłaczanki stanowią bazę do dalszych działań. Gdy farba wyschnie, przy pomocy kleju na m. zamocuj na wytłaczance pióra. Krok 2. Rozrzuć na piórach drobniutkie serca wycięte ze starych magazynów. Krok 3. Udekoruj stół wykorzystując do tego celu świeżo zrobione wytłaczanki. Jeśli nie masz stołu, rozmieść je na podłodze lub w innym miejscu, w którym będziesz spożywać walentynkową kolację. Krok 4. Nakryj do stołu, podłogi, skrzynki pozmywawszy po wcześniejszych posiłkach. Jeśli odnotowałeś braki w zastawie lub kieliszkach, pożycz je od sąsiadów albo uzupełnij przygotowując samodzielnie w stylu boho lub eko z najrozmaitszych materiałów pozostałych po minionych działaniach doskonalących kreatywność. Krok 5. Ciesz się chwilą. Zastanów się, czy nie lepiej zaprosić ukochaną osobę do knajpki rezerwując stolik z odpowiednim wyprzedzeniem.

Walentynkowe menu

Gdy już podejmiesz decyzję, z kim spędzisz ten magiczny wieczór, oraz co na siebie włożysz, a raczej czego nie włożysz lub co zdejmiesz, pora zaplanować menu. Zakładam, że postanawiasz podjąć gościa wyśmienitą kolacją w domowym zaciszu. Stwórzcie więc prywatną listę afrodyzjaków z uwzględnieniem składników wywołujących alergię u każdej ze stron. Grunt, abyście wy, szaleńczo w sobie zakochani, nie oddziaływali na siebie alergicznie. Ale wracając do kulinarnych upodobań, poloneza (tudzież menueta) czas zacząć. Czekolada i banany już znajdują się na liście lektur obowiązkowych, ale będą na deser, jeżeli dotrwacie do tego etapu. Na zimną przystawkę proponuję brokułową sałatkę z pędami bambusa i orzechami włoskimi w sosie majonezowo-jogurtowym oraz nadziewaną tortillę. Pamiętajcie, by tym razem nie rozgotować brokułów, a pędy bambusa dobrze osączyć na sitku. Do przyrządzania menu zaproś bliską osobę. Nic tak nie pomaga tworzyć więzi (lub ich przecinać) jak wspólnota stołu. Jeśli kolacja ma być niespodzianką, to nikogo nie proś o pomoc. Przygotuj dania samodzielnie, ewentualnie wyłóż gotowe potrawy na półmiski. Następnie uciap w widocznym miejscu fartuszek kuchenny i T-shirt którymś z płynnych składników potraw. Gdy zaproszony gość nadejdzie, otwórz mu drzwi ubrana w zabrudzony strój i wytłumacz, że chciałaś jak najlepiej wszystko zorganizować, dlatego dopiero wyszłaś z kuchni i zaraz się przebierzesz. Zaproponuj coś do picia i w zależności od upodobań wstaw wodę lub nalej zimnej do szklanki. Gdy gość zaoferuje pomoc w nakrywaniu do stołu, nie wahaj się jej odrzucić. Ty w tym czasie idź do łazienki, aby się przebrać, ułóż włosy, spryskaj się delikatnie perfumami. Wyjdź rozpromieniona i nie zapomnij zachwycić się na widok pięknie nakrytego stolika, jeśli tylko będzie czym się zachwycić. To będzie wyjątkowy wieczór, z takim nastawieniem zasiądź do kolacji. O walentynkowych dekoracjach koniecznie w stylu boho-eko oraz anturażu będzie następnym razem.

Walentynki. First minute

Wyprzedaże gonią wyprzedaże wyprzedzając sprzątanie magazynów. Gdyby nie zewsząd płynące przypomnienia, nie wiedziałabym, co zrobić z wolnym czasem i jak ulokować pieniądze. Obok środków na pasożyty znajduję ofertę szybkich kredytów, zimowego obuwia, przecenionych produktów świątecznych oraz pomysły na spędzenie nadchodzącego święta patrona osób chorych na epilepsję i obłąkanych. Na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział, jak w sympatyczny sposób okazać sympatię swojej sympatii, amatorzy publicznego podkreślania autonomii w relacjach podpowiadają, aby np. zaprosić kogoś na romantyczną, a jakże, kolację. Obowiązkowo przy świecach z wcześniejszą rezerwacją stolika. Taka forma spędzenia czasu może stanowić wygraną w konkursie, tak więc do boju, Polsko i świecie. Masz szansę wreszcie coś wygrać, ale dopiero życie skutecznie zweryfikuje, jaka i czy to była wygrana. Można z okazji bez okazji umówić się na masaż na cztery ręce. Również przy świecach. Wybór należy do Ciebie. Podobnie jak zapłata za usługę. W walentynkowej ofercie promocyjnej jest także zakup bielizny, okolicznościowej herbaty, kawy, książek, pasztetów, alkoholu. Do skonsumowania np. nad brzegiem rzeki. Nie zapomnij zapalić świeczki lub kilku świeczek. Będzie romantycznie, a przy okazji ogrzejesz sobie dłonie. Tak czy inaczej, aby skorzystać z przebogatej firstminutowej oferty dla zakochanych, należy wykazać się niebywałą wyobraźnią, lecz zanim zgłębisz się w jej falach, sprawdź stan swoich finansów, bo może okazać się, że w tym roku odpuszczasz świętowanie na cztery fajery. Za to skąpany w wirtualnych serduszkach, misiach i różyczkach ograniczysz się do przeżywania sympatycznych momentów na portalu społecznościowym zostawiając reakcje na zdjęcia i posty zamieszczane przez tych, którzy dzielą się ze światem swoim szczęściem.

One

-Jak wyglądam?

-Jest nieźle.

-Nieźle jak na mnie czy nieźle, bo jest nieźle.

-Oj, czepiata jesteś.

-Chcę, aby mnie dobrze zapamiętał. Sama widzisz, co się dzieje. Myślisz, że okażę się dla niego atrakcyjna?

-Jeśli będziesz czuć się jak g*wno, to będziesz wyglądać jak g*wno i on tak Ciebie odbierze.

-To mi powiedziałaś. Dzięki, że zgodziłaś się zająć dzieciakami.  To lecę. Nie kładźcie się za późno.

-Bawcie się dobrze.

Półtorej godziny później. Po mieszkaniu buszują dzieciaki, które postanowiły nie kłaść się spać o zwykłej porze. Słychać, jak wchodzi ona.

-Otwórz wino.

-Już po randce?

-Otwieraj.

-Nie mamy wina.

-Mamy. Dzieciaki do swojego pokoju, ale już!!! Zęby umyte? To migiem do łazienki, a potem spać!!!

-Kieliszki w zmywarce.

-Nastaw ją więc.

-Dlaczego wyżywasz się na mnie z powodu nieudanego spotkania, co było do przewidzenia?

-Przynieś książkę i czytaj.

-Dzieciom na dobranoc Ty powinnaś.

-Nie dzieciom. Nam poczytaj.

-Co byś chciała? Może Tołstoja?

-Może nie. Może poezję.

-Rilke?

-Dzieciaki spać!!! Mama chciałaby odpocząć. Dzisiaj sami poczytajcie. Już trochę umiecie. Czego Was uczą w tej szkole?

-Zaogniasz sprawę. Przestań.

-Ty przestań. Co robisz z winem?! Hej, zapłaciłam za nie, a Ty je wylewasz. Pieniądze topisz. Nasze wspólne.

-Idź do nich. Ale najpierw zmyj to coś z twarzy. Wyglądasz jak…

-Jak g*wno. Powiedz to wreszcie! Powiedz w końcu, że wyglądam jak g*wno.

-Sama to powiedziałaś.

 

 

 

Patynowa Pani Domu. Sylwester. Fit sylwetka

Otrzymujesz sporo pytań dotyczących utrzymania fit sylwetki. Dlatego dzielisz się radami z tymi, którzy uznali, że w tym roku do sylwestra raczej nie zdążą, a po Nowym Roku ponownie podejmą wyzwania. Tak się składa, że od wielkiego grzmotu odwiedzasz siłkę i salę fitness o różnych porach roku i dzięki temu wiesz, ile w praktyce oznaczają owe postanowienia w stylu „schudnę”, „zmotywuję się do pracy nad sobą”, „pakerka dwa razy w tygodniu (plus pilates na początek). Potem nadciąga lato, które może trwać od połowy marca do października, jak się okazuje, i nagle zdajesz sobie sprawę, że nie zmieścisz się w kostium kąpielowy sprzed roku ani w spódnicę kupioną w outlecie na wypadek, gdybyś zrzuciła zbędne kilogramy. A swoją drogą, skoro je masz i ciężko na nie pracowałaś, to oznacza, że są niezbędne. W drugiej połowie grudnia dochodzisz do wniosku, że w kreację sylwestrową, w której miałaś wyglądać zjawiskowo, też się nie zmieścisz. Co zatem robisz? Pijesz ogromne ilości wody z cytryną? Jesz tylko ciemne pieczywo i spontanicznie przechodzisz na dietę vege? Spożywasz wyłącznie fit słodycze albo nieprzetworzone produkty? Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie kupujesz suknię w rozmiar większą i sprawę uważasz za załatwioną. Zapominasz o dietach cud. Nie oglądasz kanałów modowych z wychudzonymi modelkami na wybiegach. Nie surfujesz po stronach zawierających receptury na tradycyjne potrawy serwowane podczas świąt. Nie szukasz kompulsywnie trenera osobistego. Nie umawiasz się z nim na treningi. Na kawę i pogaduchy owszem. I na sałatkę, a najlepiej cały obiad składający się z przystawek, dania głównego i deseru. O zmianie nawyków żywieniowych pomyślisz w stylu Scarlett O’Hary. Jutro też jest dzień. Bez względu na to, ile pracy włożysz w wymarzoną fit sylwetkę, sylwester się odbędzie. Wracając do odpowiedzi na pytania o wyrzeźbione ciało, mówisz to, co zwykle „kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno”.

Całuchy-kluchy!

 

 

Patynowa Pani Domu. Zdrowa żywność

-Ale zgadzasz się?

-Nic z tego.

-Wiedziałam, że tak będzie.

-Nie umawiaj mnie z nikim bez mojej zgody. Rozmawiałyśmy o tym nie raz.

-Wiem, ale on jest… W każdym razie będziecie do siebie pasować jak dwie połówki śliwki.

-Ale nie będę zakładać sukienki i szpilek. Żadnych szaleństw. Zresztą do soboty daleko. Może jeszcze się rozmyśli.

-Nie rozmyśli. Tylko nie ciągnij go w stronę mediateki. Ani do katedry.

-To gdzie mam z nim pójść?

-Może na targi ekologiczne. Oboje lubicie zdrowe żarełko. Targi są w starej hali fabrycznej.

-Tam będzie hałas i sporo ludzi. Poza tym on mi się nie podoba, przynajmniej na zdjęciu, które pokazałaś.

-Sama mówiłaś, że uroda nie wystarczy.

-Ma mój numer telefonu?

-Ma. Wy się znacie.

-???

-Kiedyś się poznaliście, ale kontakt się urwał, bo on wyjeżdżał na wyspy. Coś mu tam nie wypaliło. Konto na fejsie też ma, ale nie może Cię na nim znaleźć, bo Ciebie trudno wyszukać.

-Kiedyś Cię ubiję, ale jeszcze nie dzisiaj. Zgoda?

-Opowiesz, co i jak?

-Opiszę na blogu. Pożyczysz mi lokówkę?

-Pewnie, że tak. Nie mów mu o blogu. Jeszcze się wystraszy i więcej się umówi.

Sobotni poranek. Nie masz się w co ubrać, tzn. masz, ale to raczej nie nadaje się na wielkie wyjście, by zrobić na kimś wrażenie. Kiedy ostatnio zależało Ci na wywarciu na kimś solidnego wow? Właśnie, z wyjątkiem rozmów o pracę nie było takich sytuacji w ostatnich latach. Życie to nie casting, a dzisiejsze spotkanie zaowocuje jedynie zakupami i ewentualnie nasiadówką w sieciowej pizzerii. Na wszelki wypadek przybędziesz na nie najedzona. Wspólnie wcześniej ustalacie, że lepiej przejść się na ostrów niż na targ spożywczy. Jest tam zdecydowanie mniej ludzi i można spokojnie porozmawiać. Twój makijaż jest dość oszczędny. Kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno. Ale martensy wypucowałaś jak na wojskową paradę. Niech nie myśli, że to dla niego. Poza tym chciałabyś posłuchać muzyki na żywo w wykonaniu ulicznych artystów. On także. Ok, a już miałaś nadzieję, że zaproponuje coś innego. Byle nie pytał, co ciekawego ostatnio czytałaś lub jakie kino preferujesz. Nie pamiętasz, kiedy ostatnio przeczytałaś coś zwartego od deski do deski. A kino? Cóż, regularnie sprawdzasz stan konta oraz ofertę multipleksów i dochodzisz do wniosku, że tej formy rozrywki raczej nie potrzebujesz. Przynajmniej przez jakiś czas. Jeśli kino, to wyłącznie studyjne. Masz karnet, z którego raz skorzystałaś. Niedługo straci ważność. Włosy umyłaś, nawet dwukrotnie, i uczesałaś bez pomocy lokówki. Okazało się, że lokówkowy rolce royce nie sprawdził się przy Twoich fryzurowych wymaganiach.

Na spotkaniu było tak, jak się spodziewałaś. Spacerowaliście. Rozmawialiście. Następnie pizza zamiast eko sałatek z dodatkiem jarmużu, oliwek i dietetycznego makaronu. Zapytał Cię, jakie kino preferujesz i zaproponował, że Cię odprowadzi. Podziękowałaś za udane spotkanie i wyjaśniłaś, dlaczego to nie będzie koniecznie.

-Przecież sama trafię.

Całuchy-kluchy!