Jak zaimponować Patynowej? Part 1

Jeżeli już odważysz się pokazać swoją moc, która w słabości się doskonali, pamiętaj, że Patynowa doskonale zorientuje się, kto zachowuje się niczym pajac i jakie intencje mu przyświecają. Mało tego. Potrafi sprawić, by pajacowanie ujrzało światło dzienne, a jego Autor/-ka został/-a skompromitowana. Zatem jeśli chcesz na niej wywrzeć wrażenie, nie próbuj robić tego, czego nie potrafisz albo tego, co wydaje Ci się, że umiesz. Na przykład układać słowa piosenek albo wierszy. Jeżeli ktoś ukończył studia filologiczne, to nie oznacza, że chciałby poznawać kogoś poprzez pryzmat tego, co tamta osoba przeczytała albo napisała.

Nie mów, że w szkole nie czytałeś lektur. Jakie to ma znaczenie dla rozwoju znajomości? Nie będziecie raczej podczas spotkań omawiać treści i problematyki „Naszej szkapy” czy „Dziadów”, ale kto wie? Może to akurat stanie się początkiem intrygującej relacji. Nie mów, że nie potrafisz niczego napisać, bo to jest czynność, którą opanował każdy osobnik sprawny intelektualnie. Zamiast tego powiedz np: wiem, jak przywrócić do życia moduł laserowy tego sprzętu. Licz się z tym,  że po takim wyznaniu błyskawicznie przyjdzie czas na jego weryfikację. Gdy przyjdziesz do Patynowej, by coś naprawić lub zmontować i zapomnisz np. o suwmiarce lub wiertarce, lepiej się do tego przyznaj. Nie wylecisz za to za drzwi. O, nie! Otrzymasz natychmiastową pomoc. W sekretnym miejscu Patynowa przechowuje skrzynkę z narzędziami. Może akurat znajdzie się to właściwe.

Gotowanie. Tutaj masz pole do popisu. Patynowa uwielbia przyglądać się, jak ktoś gotuje, ponieważ to czynność, której oddaje się stosunkowo rzadko. Chętnie pomoże podczas przygotowań. Uruchomi blender. Poda przyprawy. Zmieli pieprz. Powie, gdzie przechowuje zastawę stołową. Uwaga! Odgrzewanie produktów garmażeryjnych lub  wrzucanie gotowych potraw do mikrofalówki nie mieści się w kategorii takiej jak umiejętność gotowania. Zanim zaczniesz, pomyśl o detalach. Wiesz, zapachowe świece, niepoplamiony obrus, czyste serwetki i takie tam. Dla niewtajemniczonych: obrus to kawałek obszytego płótna kładziony na stół. Pamiętaj, aby wcześniej zapytać, co miałaby ochotę zjeść. Nie próbuj nakłaniać jej do spróbowania czegoś, czego nie tknie. Stracisz siły, chęć do życia, pieniądze, cierpliwość i zdrowie.  Najważniejsze: Ty jesteś Panem/Panią sytuacji, zatem decydujesz, jak potoczy się czas, który ze sobą spędzicie.

Gdy zauważysz, że Patynowa garnie się do sprzątania, nie przerywaj jej i nie próbuj pomagać. Nie przestawiaj jej rzeczy, zwłaszcza pamiątek-relikwii z podróży. W szafkach kuchennych znajdują się nieopisane puszki. Zużyje całą ich zawartość w czasie krótszym niż przypuszczasz. Częstuj się. Jeśli nie wiesz, co zawiera dane opakowanie, zapytaj. Patynowa też nie zawsze będzie wiedzieć, ale podejmie próbę rozpoznania zawartości po zapachu.

Tyle na teraz. Całuchy-kluchy!

 

Przepis na randkę

Spotkania z osobami definiującymi się jako ludzie sukcesu w każdej dziedzinie mnożą się jak grzyby po deszczu. Obietnice szybkich i łatwych osiągnięć, serwowane na tacach podczas takich eventów mają się nijak do rzeczywistości, bo dla jednych kategoria sukcesu jest rozumiana jako zdobywanie kolejnych szczebli materialnego zabezpieczenia, a dla innych doczołganie się do końca dnia. Jeszcze inne oblicza ma powodzenie w sferze osobistej. Co dla kogoś jest wartościowe, dla innych nie ma znaczenia, np. randki, ich charakter i cel.

Taka sytuacja. Dzień wolny od pracy. Od rana leje, jest pochmurno i wietrznie. Ty zapominasz, że trzeba zwlec się z łóżka. Poranne godzinny przeciągają się do południowych, lekko zahaczając o popołudniowe. Sama nie wiesz, czy o tej porze zjeść śniadanie, czy szykować obiad. Wreszcie decydujesz się na realizację drugiego zadania. Dzwoni telefon. To Twój ukochany, a właściwie osoba, która przeogromnie pragnie nią być. Zapraszasz ją licząc na to, że wykaże się kreatywnością. Przecież pomoc w kuchni to również element randki. Nawet Twój kot jest podekscytowany sytuacją. Właśnie! Kot! Sprawdź, czy nie trzeba sprzątnąć kuwety, zanim odór kocich odchodów nie uderzy w nozdrza ukochanego, pojawiającego się w drzwiach nie wiadomo, kiedy z… pustymi rękoma i żołądkiem. Dlaczego Cię to dziwi? Przecież nie mówiłaś, aby kupił coś do jedzenia po drodze.

Daj mi kilka chwil, ogarnę się, rzucasz niby od niechcenia siląc się na zalotny uśmiech, a Ty w tym czasie możesz… napełnić miskę kota. I już znikasz w łazience, a po chwili szum wody zagłusza dźwięki dobiegające z kuchni. Znowu nie kupiłaś żelu pod prysznic. Szampon też się kończy. Wylewasz na siebie z trudem wyciśnięte resztki, które pozostały. Potem błyskawicznie je spłukujesz, wycierasz się i jesteś w pełnej gotowości do działania.

Pierwsze, co widzisz po opuszczeniu łazienki, to obraz Twojego ukochanego, jak walczy z kuwetą. Ile tu kurzu.

Gdzie masz zmiotkę, pyta gniewnie marszcząc brwi, a Ty ziewając odpowiadasz, gdzieś w szafce na dole, po lewej stronie. Worek mi się rozerwał, rzuca, nie stój tak, tylko podaj mi coś. Może odkurzacz, sugerujesz, i wyjmujesz z szafy sprzęt. On włącza odkurzacz. Nie działa, cholera, może to worek, pyta bardziej siebie niż kota, który bacznie przygląda się zdarzeniu i rozpoczyna niewinną zabawę z kablem od odkurzacza. Worek jest przecież dziurawy, podpowiadasz pomna zasad o uważnym słuchaniu, których uczono Cię na szkoleniach sowicie opłacanych ze służbowej kasy w ramach podniesienia kompetencji miękkich pracowników. To dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś, pyta coraz bardziej narowiście. Sam to powiedziałeś, spokojnie ripostujesz, zobacz, kot właśnie się nim bawi. Nie ten worek, k..wa, obudź się. W tym momencie powinien wkroczyć mediator, bo czując się wyraźnie atakowaną sama nie wiesz, czy worek był rozerwany, czy nie, oraz ile dokładnie ich było. Tych worków. To mnie zabolało, ćwiczenia warsztatowe nie poszły w las, oczekuję przeprosin. W taki sposób uczono Cię, jak komunikować swój dyskomfort. Dziewczyno, daj wreszcie zmiotkę, skoro odkurzacz nie działa, bo ma zapchany albo rozerwany worek, słyszysz i posłusznie podajesz zmiotkę. A podłączyłeś do gniazdka, pytasz od niechcenia, bo w drodze po zmiotkę i szufelkę zauważyłaś, że sprzęt był odłączony do sieci. Widzisz, wytrąciłaś mnie z równowagi i zapomniałem. Ale to i tak niepotrzebne, skoro worek jest dziurawy. Daj już zmiotkę. Przytrzymaj mi. Wykonujesz oba polecenia. I zajmij się wreszcie tym kotem! Zobacz, co on robi. Spoglądasz w stronę kota. Bawi się. Świetnie, jest zatem w doskonałej formie. Nie tak trzymasz, prosto! Słyszysz z drugiej strony. Zostaw wreszcie tego kota! Trzeba to ogarnąć! Daj to! Spełniasz żądania. Skuteczna komunikacja to podstawa solidnego związku. Gdy sytuacja z kuwetą zostaje opanowana, słyszysz: znowu w lodówce niczego nie ma! A co byś zjadł, mój koci bohaterze? Empatia wyrażona kodem językowym właściwym osobom, z którymi utrzymujesz bliskie relacje. Ha! Udział w zajęciach był najlepszym, co mogło Ci się przytrafić. Może nakłonisz do niego swoje koleżanki? Cokolwiek, choć o tej porze chyba mały obiad, klepie się po brzuchu, ale w lodówce pusto. Skoczymy po coś? Tak, proponuję spacer do marketu, odpowiadasz niezwykle sugestywnie licząc na realizację pomysłu, tylko wskoczę w coś bardziej odpowiedniego.

Niech żyją szkolenia i szkoleniowcy ze skutecznej komunikacji!