One. Szyby

-Nadal widać smugi. Spójrz pod światło.

-Umyj je sama, skoro masz jakieś ale.

-Nie ale, tylko czepiam się, żebyś wiedziała, jak to jest. Być krytykowanym. Ciągle. Tak przy okazji wieczko już się domyka. Co z nim zrobiłaś?

-Ścisnęłam śrubki przy pomocy kombinerek, następnie wygięłam wieczko do oporu i ponownie zamknęłam. Dlatego teraz chodzi jak…

-Ty i Twój perfekcjonizm. Każdego chłopa nim przegonisz. I nikomu nie dasz zarobić.

-Co mają do tego chłopy?! Zaoszczędziłyśmy na zakupie nowej kawiarki. Jeszcze trochę odłożymy i kupimy parową myjkę do szyb. Nie będę się pałować z wycieraniem ich do sucha, a i tak zostają smugi.

-Pani Ilona, ja bym wolała zmywarkę. Już mnie bolą ręce od zmywania i cała mokra jestem jak tak stoję i zmywam.

-Na zmywarkę trzeba będzie jeszcze poczekać.

-Powiedz swojemu ojcu, żeby Ci ją kupił, gdy następnym razem Was odwiedzi.

-Dziewczyny, koniec dyskusji! Na zmywarę nie ma miejsca.

-Mama bierze na nas piniądze. Niech je wyda na zmywarkę.

-Koniec tematu zmywarki. Co dzisiaj jemy?

-To, co ugototowałaś.

-Skoczę po ziemniaki do warzywniaka. A do nich…

-Ciekawe, czym za nie zapłacisz? Chyba swoimi książkami.

-Kurier zabrał je dopiero wczoraj. Pieniądze z wyceny powinny wpłynąć na konto za kilka dni.

-Całe życie czekasz na pieniądze. Poszłabyś do pracy. Na etacie miałabyś stałą pensję. A Ty wyprzedajesz wszystko, co masz, jak największy dziadol i chodzisz po domach do cudzych dzieci.

-Jakiś grosz z tego jest, mądralo. Dostajesz pieniądze na dzieciaki, więc podskakujesz i zrzędzisz, a do roboty nie pójdziesz. Grunt, że kartony z książkami spakowałaś. Co jutro wrzucamy na wymiennik?

-Dwie pary butów juniora, słoiki z Twoimi przetworami i kilka sztuk zdekompletowanych talerzy, pani perfekcyjna.

Oni. Szambo

– Z czego ja będę żyć? Z czego będziemy żyć? Jak się wybronią tacy jak ja?

– Wybronicie się, zobaczysz, wybronicie.

– Długo by czekać.

– Zaczekaj, a zobaczysz, że się wybronicie. Na szambie i na gównach największy interes jest.

– Ale co szambo ma do takiej roboty? Nie widzę zależności.

-No właśnie Ci tłumaczę. Na przykładzie. Metr sześcienny wody kosztuje przykładowo dwa złote, a metr sześcienny gówna cztery złote.

-Dalej nie kumam.

-Poczekaj, jeszcze nie skończyłem.

-Metr sześcienny gówna, no, mało ważne, ile kosztuje, a dlaczego więcej od wody?

-Bo jest gównem.

-O to to. Bo tego nikt nie zbadał i nie zbada. Nie będzie maczał palca i chłeptał językiem tego, co tam jest. Pozostaje przyjąć, że tam pływa gówno i nikt nie będzie tego pił ani się w tym kąpał, aby sprawdzić, czy tam jest woda, czy gówno, czy inne coś.

-Nadal nie… Czekaj… Kumam.

-No właśnie o to idzie. Nikt nie zbadał gówna i nikt, kto pobiera opłaty za wodę i gówna, nie będzie tego robił. Wyobraź sobie, że tam na szafie widzę gołębie. Siedzi Pójdzik. Macha do mnie. Na piwo zaprasza. Woła: „jak się masz? Wstawaj, idziemy na piwo”.

-Kumam!

-Ja mu odpowiadam: dzisiaj nie. A teraz idź do najlepszego doktora, docenta, profesora psychiatry i udowodnij mu, że ja tego nie widzę. Nie ma tam Pójdzika i nikt mnie nie woła.

-Teraz kumam kontekst.

-Gdyby tak szybko leczyli tych wszystkich zamkniętych, to oni by wychodzili ze szpitali i poszli do roboty. Wydawaliby pieniądze na rozrywkę. Na mecze chodzili. Do restauracji. Pojechaliby gdzieś. A tak siedzą pozamykani. Nie wiedzą, co mają w głowach, bo tego nikt nie zbadał i nie zbada, co komu w głowie siedzi. A tam szambo płynie.

-Krótko mówiąc utrzymywanie ludzi, dorosłych i dzieci, w chorobie i w strachu jest bardziej dochodowe niż zachowywanie ich w zdrowiu. W interesie tych wszystkich speców od speców jest utrzymywanie stanu, by ich podopieczni nie wyszli zbyt szybko z dysfunkcyjnego życia, bo tylko trwanie w chorobie, prawdziwej lub urojonej, sprawi, że uruchomi się cały zastęp osób chcących dorobić się na ich przypadłościach. Ile stanowisk pracy uruchamia chory człowiek, a ile zupełnie zdrowy? Teraz rozumiem.

-Mówiłem Ci, że na szambie i na gównach najlepszy interes jest.

Notatki. Marzec

Mija kolejny miesiąc nierównej walki ze zjawiskiem szumnie określanym jako pandemia. Niecierpliwie zaglądam na witryny jeszcze czynnych punktów handlowo-usługowych. Na szybach ogromne napisy w stylu „nie poddajemy się, walczymy do końca”. Jakiego końca? Czyja to wojna? Co dla jednych jest celem, dla innych stanowi środek do celu. Znam takich, dla których epidemia jest wybawieniem. Nie muszą wychodzić z domu, chyba że po coś do jedzenia, a i to można obejść zamawiając zakupy spożywcze przy pomocy aplikacji. Wreszcie nie trzeba udowadniać wszystkim dookoła, że sobie radzą. Wreszcie nie trzeba zapraszać gości, co można przecież wytłumaczyć względami sanitarnymi. Nie trzeba podejmować trudu dbania o siebie i otoczenie myśląc „wreszcie nikt niczego ode mnie nie chce i ja niczego od nikogo nie chcę”. Nie trzeba licytować ze znajomymi, w jakiej kto knajpie ostatnio był, co spożywał, za jakie pieniądze, gdzie i jaką sztukę obejrzał, jaki film, dokąd wyjechał na weekend. Nie przyznają się oficjalnie do tego, że wreszcie mogą występować bez masek, bo nie ma publiczności. Pokazywać tego, co gotują, jeśli w ogóle coś potrafią ugotować. Stan pandemii to dla nich błogosławiony czas i oby trwał jak najdłużej. Doklejają do tego teorie, że są intro- ekstra- czy a-. Niespójność w ich myśleniu, mowie i działaniu bije po oczach.

Wyobrażam sobie, że jestem wędrowcem. Podróżuję z walizką wyszperaną w sklepie ze starociami. Taką, jakiej nikt nie ma. Nie cierpię pospolitości przejawiającej się w sposobie bycia, mówienia, ubierania się, urządzania życia „po swojemu” Żałosne: ci, którzy najbardziej zarzekają się, że ogarniają się po swojemu, stanowią mdłe kalki tego, co serwuje popkultura, a im głośniej wyrażają swój pogląd, tym bardziej staje się to żenujące. W mojej walizce nie ma wielu rzeczy. Jedynie pamiątki mające wartość sentymentalną. Filiżanki. Etniczna biżuteria. Zdjęcia. Ok, nośniki ze zdjęciami, ale część fotografii chciałabym mieć wywołanych. Produkty made by herself. Reczy przytargane podczas podróży przez ocean, dwa kontynenty, a czasami trzy. Bagaż podręczny to pamięć o ludziach, krajach i kulturach, natomiast świadomość to pamięć o smakach, dotyku, migawkach z życia wędrowca. Bez rozmaitych form graficznego retuszu. Wystarczy, aby wyruszyć w dalszą drogę i nie zatrzymywać się. Podróżuję z punktu do punktu czasami zatrzymując się w miejscu, które uznam za właściwe. Rozpoznasz mnie po walizce, martensach i kapeluszu.

Pozostań w dobrym zdrowiu i miej piękny, wiosenny czas! Żyj w ciągłym ruchu, byle nie na karuzeli! I nie przekonuj innych nieustannie, że sobie radzisz, bo to widać.

Notatki. Dzień Kobiet

Pora na kolejne świętowanie. Tym razem obchodów dnia, na który czekają kobiety z wytęsknieniem jawnym bądź ukrytym. Niektóre już kilka dób przed wybuchem szału na lansowanie bukietów i czekoladek zamieszczają ich zdjęcia na portalu z lajkami. W sieci mnożą się artykuły proponujące rozmaite sposoby i formy spędzania wolnego czasu 8 marca, czytane przeze mnie lawinowo. Dowiaduję się z nich m.in. do czego nosić klasyczną białą bluzkę. Must have w szafie każdej baby. Mam szafę? Tak. Białą bluzkę? A jakże. Nawet w dobrej kondycji. Nic dziwnego, skoro była zakładana jedynie na egzaminy, w tym dojrzałości oraz poprawkowe. Zatem liczy sobie… Niejedną dekadę. Nie cierpię klasyki w takim wydaniu i najchętniej pozbyłabym się jej, lecz została wykonana z… i dlatego sporo wówczas kosztowała. Nie potrafię się z nią rozstać, choć prezentuje się na mnie i na innych dość żałośnie. Kiedyś potnę ją nożyczkami i dopiero wtedy wyrzucę. Nie nadam jej drugiego życia. Nie odstąpię potrzebującym. Marzę o sytuacji, w której klasycznym strojem na egzamin będzie koszula flanelowa typu unisex i martensy, których kupiłabym kilka(naście) par na zapas. To by zależało od tego, jak często kwalifikowałbym się do poprawkowych. Styliści obu płci radzą, by nie przesadzać z liczbą ubrań, lecz zwracać uwagę na ich jakość oraz etyczną produkcję. Oczywiście ciuchy powinny być wykonane z organicznych materiałów.

Jako że lokale gastronomiczne wciąż działają w trybie na wynos lub z dowozem, oferują przygotowanie romantycznej obiadokolacji przy świecach zapewniając wszystkie detale, począwszy od wyłącznie wyśmienitych dań wraz z deserem i apertifem poprzez obrus, a skończywszy na środkach rozjaśniających półmrok i tworzących nastrój. Zorganizujemy Wam romantyczny wieczór. Ty wybierasz menu i dodatki, my zajmiemy się resztą. Ok, może być pizza z ananasem. Świece mam. Lampkę też. Jestem w gronie osób jadających włoski specjał z zapuszkowanym owocem w kształcie koła z dziurką po środku oraz pijących kawę wyłącznie z mlekiem.

Propozycje prezentów z okazji Dnia Kobiet: kurs makijażu (wirtualny oczywiście). Wyobrażam sobie romantyczną scenę. Ona i on siedzą w półmroku (mogło zabraknąć zapalniczki do świec na przykład) przy daniach serwowanych w naczyniach jednorazowego użytku. Ona ubrana w klasyczną białą bluzkę wielokrotnego użytku, on w mniej klasyczną. Po wzniesionym toaście on wyjmuje potwierdzenie przelewu za wykupiony abonament na kurs makijażu. Jest moc! Albo ona drżącą dłonią rozpakowuje prezent przewiązany atłasową czerwoną wstążką, a tam… Bielizna, o Której Zawsze Marzyła, tylko rozmiar nie ten. Za mała. Ona myśli. Na pewno kogoś ma i ten prezent był dla niej. A to łajdak. Za duża. Ona myśli. Nawet nie zna mojego rozmiaru! Czyżbym aż tak przytyła?! A to łajdak.

Cieszmy się i nie myślmy za dużo… Świętujmy i pozwólmy świętować innym. Dajmy sobie prawo do popełniania błędów, ale jedynie wtedy, gdy czegoś się na nich nauczymy.

Notatki. Luty i co dalej.

Arktyczne mrozy, a po nich odwilż. To naturalna kolej rzeczy. Jeszcze kilka tygodni temu zamarzło moje myślenie o noworocznych postanowieniach, snutych wśród bąbelków musującej cieczy zwanej potocznie szampanem. Dziś już część postanowień odparowała. Dosłownie. Jak tu planować podróże i domowy budżet, jeśli ogólnoświatowa gospodarka nadal pozostaje w stanie delikatnie mówiąc stałym. Budzę się z zimowego snu, który trwa od blisko roku. Usiłuję przypomnieć sobie, czego mi jeszcze nie wolno, co zostaje odłożone na później, czego na pewno nie zrealizuję, a co może dojdzie do skutku, a może nie. Codzienność stawia coraz więcej wyzwań. Zakupy robione wśród przecenionych serduszkowo umotywowanych produktów, tulipanów z okazji Dnia Kobiet oraz czekoladowych zajączków i jajeczek. Niech żyją spece od marketingu, których kalendarz nie różni się niczym ogólnie przyjętego, i dzięki temu niezorientowani w światowych trendach mogą liznąć tego miodu. Zapasy. Coraz ich więcej. Na wypadek, gdybym nie mogła przez jakiś czas urzędowym nakazem wychodzić z dziupli.

Przedwiosenne porządki. Zachęcam do nich każdego. Jeśli chcesz, pomogę. Podpowiem. Doradzę, co zrobić z… Wzruszające są apele organizacji charytatywnych o nieoddawanie osobom z doświadczeniem bezdomności produktów zużytych, bezwartościowych, zabrudzonych wydzielinami. Ludzkimi i zwierzęcymi. Cóż, każdy może podarować jedynie to, co ma wewnątrz siebie. Niektórzy zbyt dosłownie zrozumieli tę zasadę, ale zapomnieli, że fortuna kołem się toczy.

Pieczołowicie układam czerwone szminki. Mam je tylko w tym kolorze, ale w różnych jego odcieniach. Moja twarz ma różne odcienie, którym nie mogę jeszcze nadać odpowiedniego wyrazu ze względu na przymus noszenia maseczek. Tak więc nakładam szminkę na usta, gdy pozostaję we własnym mieszkaniu, aby nie zapomnieć, do czego służy uwielbiany przeze mnie kosmetyk. Łazienka zmienia się w laboratorium. Tworzę w nim specyfiki do pielęgnacji ciała. Próbuję czytać. Opowiadania. I słuchać. Twojej historii. Nie denerwuj się, że jeszcze jej tutaj nie zamieściłam. Jestem głodna Twoich opowieści. Chcesz rozmawiać o wszystkim. Bez tematów tabu. Pytasz. Nie zawsze odpowiem. Moją ulubioną biblijną postacią jest Jan Chrzciciel. Mówię niewygodne rzeczy, więc pewnie skończę podobnie jak on. O głowę skrócą mnie ci, którzy rekrutują się z kręgu moich wielbicieli. Pytasz, czy przyjadę. Na razie nie przyjadę. Nie wolno. Nie można. Nie powinnam. Nie trzeba. Nie teraz. Nie wiem. Pisz. Coś wymyślimy.

One. E.

-Nie schodzisz na kolację?

-Nie.

-Drugi dzień tak leżysz. Będą szemrać.

-Był T. Mówiłam mu, że chyba się czymś strułam. To pewnie ta kapusta. Nie mogę jeść kapusty. Szkodzi mi.

-Jak chcesz.

-Powiedz, że nie zejdę, gdyby pytali.

-Pracujesz gdzieś?

-Tak. W szkole.

-Czego uczysz?

-Biologii.

-Da się z tego wyżyć w W.?

-Mam etat w państwowej i dorabiam w prywatnej. Jakoś daję radę. Wynajmuję pokój…

-A co masz na twarzy? Co to jest? Dobrze nie wygląda, tzn. miałam na myśli…

-To choroba. Nie powinno Cię to zajmować.

-Powinno. Dzielę z Tobą pokój. Byłaś z tym u lekarza?

-Idź już.

-Pójdę, gdy będę chciała.

-Po co tu przyjechałaś?

-Po to samo, co i Ty.

-Chcesz się dowartościować, że niby nie jesteś taka jak my.

-Jeśli chcesz, dam Ci namiar na specjalistę. Coś wymyśli na…

-Idź, bo mnie głowa rozboli od Twojego gadania.

-Pójdę, ale najpierw usłyszysz, co sądzę o Twoim wymyślonym bólu brzucha oraz innych dolegliwościach. Użalasz się nad sobą. To Ty gardzisz nami, bo mamy siłę, by coś zmienić w życiu.

-Nie męcz mnie już.

-To Ty męczysz mnie i innych uczestników zajęć swoją izolacją i niechęcią do wszystkiego. Myślisz, ze jesteś od nas lepsza, bo nie żresz. Dobrze wiem, na co chorujesz. Też pracuję z ludźmi.

-Co robisz w pracy?

-Sprzedaję kosmetyki.

-Łżesz!

-Zaburzenia odżywiania prowadzą czasami do takich wykwitów skórnych. A Ty tu leżysz niczym cesarzowa, a inni niechaj chodzą na paluszkach i nie zakłócają Twojego świętego spokoju. Masz wypisane na ryju, co grane. I wiesz co? Pieprzę Twoje zaburzenia i fochy. Nie zapomnij wywietrzyć łazienki, a wcześniej jej umyć. Nie zamierzam znowu wdychać niestrawionego kwasu żołądkowego.

-Poproszę o nowy pokój.

-Nie dostaniesz osobnego. Najwyżej z kimś, Jaśnie Pani. To nie jest prywatny ośrodek dla świrów. Jesteśmy rozdzieleni nieprzypadkowo. Mamy siebie nawzajem wspierać i pilnować, a gdyby coś niepokojącego się działo, to zgłaszać.

-A Ty jesteś ich pierwszym kablem. Co tam wypisujesz w tym swoim zeszycie? Myślisz, że nie widzę, co robisz po nocach?!

-Uczę się. Sporządzam notatki.

-Oblało się egzaminy, co? Nie kłam, o mnie piszesz i o wszystkim, co tu widzisz. Wyjdź. Nie mogę na Ciebie patrzeć. Potem ludzie będą czytać o tym, co tu się dzieje.

-Przesadziłaś. Idę po T.

-Ty przesadziłaś. Nie wiesz, jak to jest, gdy się przez całe życie robi coś, czego nie chce. I gdy jest się w obrzydliwym miejscu, w którym jedni na drugich plują.

-Dlatego powinnaś to przerwać. Schodzę na kolację, a Ty rób, co uważasz. Powiem T., że beczysz i rzygasz.

Patynowa Pani Domu. Przedświątecznie

W ciągu najbliższych kilku dni nie zamierzasz nawet spojrzeć na pierniki. Przez ostatnie miesiące pochłonęłaś ich tyle, że samo rozmyślanie o korzennych ciasteczkach przyprawia Cię o mdłości. Sernik to co innego. Zwłaszcza innowacyjny. Na kruchym spodzie z kawałkami drobno pokrojonego ananasa. Miało nie być o jedzeniu. Pamiętaj, że centra fitnessu zostaną zamknięte na jakiś czas, więc powrót do formy będzie utrudniony. Wiesz, że możesz wykupić abonament on line. Oferta kusi, ale pokusy pojawiają się po to, by z nimi walczyć. Wszystkie zamówione paczki z prezentową zawartością dotarły. Można spać spokojnie. Zresztą przez kilka najbliższych tygodni niczego innego spokojnie nie będzie można robić oprócz udawania się w objęcia Morfeusza. Zamknięte pozostaną kawiarnie, część stacjonarnych sklepów, centrów sportowych, sauny, kryte baseny. Z wyjazdówek i objazdówek nici. Na szczęście biblioteki pozostały czynne, a Ty stopniowo wynosiłaś z nich książki. Opowiadania oczywiście, bo to forma literacka, którą uwielbiasz. Klasycy i neoklasycy. Literatura powszechna. Poza tym przejrzałaś zawartość prywatnej filmoteki. Zrobisz sobie ucztę kinomana. Maraton filmowo-książkowo-kulinarny. Kiedy kolejny raz odważysz się na podobne szaleństwo? Tradycyjnie ubieranie drzewka choinkowego Ciebie nie dotyczy. Podobnie jak pieczenie nie tylko słodkich, korzennych przysmaków. Podobnie jak licytowanie z innymi „kto i co przygotował na świąteczny stół”. Podobnie jak mordowanie popularnej ryby. Podobnie jak zajadanie się ze smakiem tym, co zazwyczaj znajduje się na stole określanym mianem „tradycyjny”. Podobnie jak zakupowy amok. Podobnie jak awanturowanie się w centrach handlowych. Podobnie jak pucowanie każdego centymetra mieszkania na wysoki połysk. Podobnie jak przesypianie świątecznych dni z powodu wykonywania czynności niemających większego znaczenia, jak się po czasie okazuje. Zamiast tego zadzwonisz lub napiszesz do wszystkich, którzy są Tobie bliscy. Odwiedzisz tych, którym na Tobie zależy. W tym roku odpadają spotkania w Waszych ulubionych lokalach (oby przetrwały zimę). Dlatego zaprosisz do siebie jak największą liczbę osób. Wypijecie wspólnie tyle znakomitej kawy i dobrego wina, ile tylko Wasze żołądki zdołają unieść. Oczywiście goście przybędą najedzeni. Napomkniesz, że z przepracowania i braku sił nie zdążyłaś niczego przygotować. Dotychczas nie zawiedli, więc i tym razem tak się stanie.

Dbajcie o siebie i nie dajcie się zimie! Całuchy-kluchy!

One. P.

Rozmowa odbyła się w czasach, gdy wieczorami popularną rozrywką było czytanie książek tudzież czasopism albo słuchanie ulubionych audycji radiowych.

-Jest jeszcze na eskaesie, więc możemy trochę pogadać. Gdy wróci, już niczego nie zrobimy przy nim. Nawet kolacji. Bo jeszcze zacznie rzucać czym popadnie. Ostatnio rozbił mi filiżanki, które dostałam od mamy na to mieszkanie. To znaczy wzięłam je z domu. Mama twierdzi, że nie są jej potrzebne, bo i tak nikogo do domu nie zaprasza, a sami z ojcem piją ze szklanek. Takich nietłukących. Twoich rzeczy nie rusza, nie martw się. Czuje respekt. Tłumaczę mu, że jesteś moją koleżanką, która nie ma gdzie mieszkać, bo pokłóciła się z chłopakiem.

-Uwierzył?

-Nie mówię mu prawdy, że mieszkasz tu, aby podreperować nasz budżet. Wie, że studiujesz i dokładasz się do rachunków. Tyle mu wystarczy. Ostatnio cały blok słyszał, jak darł na mnie mordę. A następnego dnia stał pod oknem i wrzeszczał razem z kolegami „Ty k…o, rzuć mi klucz, bo szyby powybijam na dole tej starej wariatce i będziesz za mnie w pierdlu siedzieć”.

-Nie słyszałam.

-Byłaś na zajęciach. Zresztą wychodzisz rano i wracasz wieczorem. Co możesz słyszeć. Coś Ci powiem. Uważaj, z kim się spotykasz i z kim umawiasz. Ja nie uważałam i co mam. Recepty u psychiatry. Ostatnio mi przepisał łagodne leki. Śpię po nich jak niemowlę. Do pracy na razie nie wrócę. Wiem, że powinnam. Ale szpital sobie beze mnie poradzi. Dzwonili ostatnio, to im powiedziałam, że po Nowym Roku już przyjdę. Ale ja przedłużam zwolnienia, bo w pracy wisi nade mną piętno puszczalskiej panny z dzieckiem i to uszkodzonym. Nie wiedzą, że leczę się u specjalisty. Wyciągają mnie na jakieś imprezy, potańcówki. Chcą mnie komuś przedstawiać. A ja nie mam ochoty wiązać się z nikim. Nie odczuwam żadnych potrzeb ani żądz. Tylko apetyt mam. Wyjadam z lodówki wszystko, co jest pod ręką. Te leki takie działanie mają. Psychiatra tłumaczyła. Czy wiesz, że ona jest w moim wieku? I co mi ostatnio powiedziała? Że to mnie przyda się kuracja, a nie synowi, który potrzebuje męskiej ręki i regularnych zajęć sportowych. To go zapisałam na SKS. Dwa razy w tygodniu popołudniami wychodzi i potem sam wraca. Nie boi się. Nawet zimą.

-Kto Ci płaci rachunki i czynsz za to mieszkanie?

-Ojciec. Emerytowany wojskowy. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Wstydzi się psychicznej córki, więc w spółdzielni płaci wszystkie rachunki tłumacząc, że ja nie mam na to czasu, bo biegam z jego wnukiem po lekarzach. A ja nie wiem, dokąd mam z nim pójść. Na obserwację w szpitalu psychiatrycznym czeka się ok. pół roku z takim przypadkiem. Jak to dobrze, że mieszkasz z nami. Przynajmniej mam się komu wygadać.

Patynowa Pani Domu. Świąteczne f(r)ajerwerki

Dziś jest dzień wolny od stałych zajęć, za które pobierasz wynagrodzenie. Postanawiasz zatem zadbać o przyjaźnie, urodę, żołądek i dobre samopoczucie na skutek wirtualnych zakupów. Coraz więcej apeli o wsparcie materialne lokalnych, małych i większych przedsiębiorstw robi swoje. Jako patriota nie tylko z nazwy postanawiasz dołożyć starań, by uratować gospodarkę przed unicestwieniem. I tak po kolei nabywasz: książki (gdzie je wszystkie zmieścisz?), kosmetyki i środki czystości naturalne, organiczne, roślinne, wegańskie (nie przesadzaj z poprawianiem urody, bo kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno), znicze i kwiaty w doniczkach. Ostatnie z wymienionych umieszczasz na tarasie, a pierwsze odkładasz na czarną godzinę, gdy zabraknie prądu. Gdzie przechowujesz zapalniczkę? To w jaki sposób chcesz zaświecić znicz? Pocierając kamień o kamień? Poszukaj więc zapałek i baterii latarki pamiętającej czasy, gdy nie było ich w telefonach. Kto wie, jakich potencjalnych oszczędności można się spodziewać podczas ewentualnego lockdown’u. Lista niezbędnych zakupów wydłuża się zatem o zapałki i wiatroszczelną zapalniczkę. A gdy ucichnie burza na warszawskich ulicach, udasz się z kurtuazyjną wizytą na Powązki i będzie jak kiedyś.

Świece zapachowe wciąż nie dotarły. Pewnie dlatego, że… wciąż nie złożyłaś zamówienia. Wybór był tak ogromny, że nie mogłaś się zdecydować, a sklepy tak przebiegłe w nakłanianiu Cię do skorzystania z promocyjnej oferty, że postanowiłaś z niej nie skorzystać. Nowe buty. Hasło klucz dla każdej kobiety, chcącej poprawić sobie nastrój. W Twoim przypadku to raczej konieczność, bo dotychczasowe martensy niebawem rozpadną się na kawałki. Już nawet nie można dostrzec nadrukowanego na nich wzoru. Kolor bazowy to czarny. Tego jesteś pewna, więc teraz zdecydujesz się na barwę i motyw… Znowu osiołkowi w żłoby dano… Nie tym razem. Pomyślisz o tym jutro. Na szczęście zima zapowiada się niezimowa, głoszą pogodowi neoszamani.

Bezpośrednie kontakty towarzyskie ograniczasz do minimum. Zamiast marcińskiego rogala wcinasz domowy sernik i korzenne ciasteczka. Zamiast tłuściutkiej porcji gęsiny zadowalasz się kawałkiem odgrzewanej pizzy, zamówionej z ogromnym trudem. Są bowiem takie miejsca na ziemi, w których dopłaca się sporą kwotę za dowóz jedzenia (z lokalnego, a jakże, punktu gastronomicznego, zasilanego również Twoimi środkami budżetowymi). Mimo to świętowanie da się lubić.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Ech, życie!

Będą budowane szpitale polowe na stadionach. To Pierwszy News, który usłyszałaś, odkąd odblokowałaś dziś uszy. Powoli. Panuj nad obrotami własnych sfer umysłowych. Stadionom tak, siłowniom nie. Nie wyciągaj pospiesznych wniosków. Sztuka długa. Życie krótkie. Już lepiej. Powtrzymaj się od komentowania, zanim odpalisz komp i otworzysz tajemniczą skrzynkę, w której została przygotowana specjalnie dla Ciebie spersonalizowana oferta reklamowa. Pachnące świece w promocyjnych cenach. Bez kosztów dostawy. Zapachy kojarzące się z dynią, letnimi wakacjami, jaśminem i grudniowymi świętami. Od samego rana poważne dylematy. Odpada. Najpierw się obudź. Zastawa stołowa z motywami kojarzącymi się z Bożym Narodzeniem. Kolejna w tym miesiącu. Kawiarki oraz inne akcesoria niezbędne do zaparzania kawy. Płyniesz w tę stronę. Niechaj na zewnątrz ważą się losy świata i ludzkości, ale Ty masz dokonać wyboru. Możesz wypić kawę zaparzoną w kawiarce, ekspresie, dopplerze czy innym sprzęcie, który jest Ci raczej niepotrzebny. Twoja stara przyjaciółka kawiarka jeszcze daje radę. Natomiast okoliczne kawiarnie coraz częściej serwują obrzydliwie smakującą ciecz o bliżej nieokreślonej barwie. Koncesja na przyrządzanie i serwowanie kawy w lokalu powinna być bezwzględnie wprowadzona. Inaczej nie wychowamy dobrych przedsiębiorców.

Prysznic pomaga skupić myśli. Nie obiecywałaś rzucić okiem na twórczość tej małej, która jest nieco nieśmiała, i pozytywnie zakręcona (nie znasz nikogo niepozytywnie odkręconego), ale prosiła, by ktoś niezależny zaopiniował to, co czasami wrzuca. Tzn. „mi to podesłała, ale ja Tobie to podrzucam, bo wiesz, raczej nie jestem literacki ani uduchowiony tak jak Ty. To jak? Zajrzysz”? Zaglądasz. „Co o tym myślisz”? Nie jest ważne, co ja o tym myślę, odpowiadasz, lecz jest ważne, co Autorka myśli. I w myślach (własnych) błagasz, aby więcej tego nie czytać. Zasłaniasz się brakiem kontaktu z literaturą wysoką, specjalistyczną, podziemną, naziemną i każdą inną, pod której banderą twórca powyższej chciałby się znaleźć.

Przez kilka najbliższych dni nie będziesz opuszczać swojej dziupli. Masz zapasy jedzenia, miodu, orzechów, filmu i literatury. Wino? Jest. Towarzystwo? Zdalne, ale jest. Pełny zestaw na czarną godzinę. Epidemię da się lubić pod warunkiem, że nie trzeba przekonywać decydentów o konieczności pozostawienia otwartych miejsc kojarzonych z rzeźbieniem sylwetki.

Całuchy-kluchy!