Patynowa Pani Domu. Pomysł na Wielkanoc w stylu podaj, co masz najlepszego

Bez względu na to, jak zaraza szaleje w Naprawie i czy ten stan ulegnie poprawie, święta Wielkanocne się odbędą. Nawet w Twoim, pozwolisz sobie na użycie metafory, domu, choć bardziej pasowałoby określenie: obecnym miejscu zamieszkania. Zgodnie z kalendarzem w najbliższą niedzielę powinnaś oglądać u siebie znajome twarze. Masz wciąż nadzieję, że tak się stanie. Zrobienie śniadaniowych zakupów z myślą o nadchodzących świętach stało się nieco utrudnione, dlatego kontaktujesz się z bliskimi i przedstawiasz im swój plan. W tym roku będzie nietypowo, powiedzmy transkontynentalnie. Łyknęli ideę. Zacierasz ręce. Po dwóch godzinach przemieszczania się po punktach handlowych w środkach zapobiegawczych na twarzy i dłoniach zdobywasz potrzebne produkty. O, dziwo, to cud miód, że je dostałaś (po cenach rynkowych). Miodu od zaprzyjaźnionego pszczelarza akurat nie będziesz mieć, przynajmniej przez jakiś czas. Uprzedzasz tych, którzy przybędą na wspólne świętowanie, że tym razem obejdziecie się bez aromatycznego złota w płynie. Wytwórca obawia się zarazy. Nie dziwisz się jego obawom, ale masz na uwadze lęki o swoją i jego przyszłość na linii producent-konsument. Będzie dobrze. Taszczysz kosmiczne ilości mango, kaszę, warzywa, w tym przeważa papryka w różnych kolorach. Będzie kulinarne zaskoczenie, może nawet pomyślisz o książce kucharskiej w duchu „Kuchnia w czasach zarazy”. Doniczki ze świeżą natką pietruszki i rozmarynem prezentują się okazale na kuchennym blacie. Dbaj o nie, bo przez najbliższe dni to będzie Twój ogródek. Pamiętaj, że tegoroczne świąteczne potrawy trzeba przyrządzić ekonomicznie i ekologicznie na mniejszą liczbę gości niż zazwyczaj. Jako praworządny obywatel stosujesz się do przepisów, dlatego ograniczasz liczbę odwiedzanych i przyjmowanych osób. Uprzedzasz potencjalnych przybyłych, że jeśli nie znoszą świeżego mango, mogą przynieść np. jabłka. Z tymi ostatnimi jest ostatnio poważny problem w Twojej okolicy. Istnieje bowiem przekonanie, że trzeba upiec sporo szarlotki oraz jeść rajskie owoce, jako że działają w jelitach niczym miotełka. Tak więc stosujesz zamienniki.

Paprykę zapiekasz saute w piekarniku z odrobiną oliwy. Po przestudzeniu wkładasz upieczone kawałki do słoików, dodajesz gałązki świeżego rozmarynu oraz po dwa ząbki czosnku na słoik o pojemności 1 litra. Zalewasz dobrym gatunkowo olejem lub oliwą. Odstawiasz na kilka dni. Podajesz jako dodatek do zimnych miąs lub jaj np. podczas świątecznego śniadania przy założeniu, że znajdzie się amator tego przysmaku. Jak znasz życie, będziesz konsumować go sama.

Bądźcie zdrowi i zostawcie jeden kawałek szarlotki dla Patynowej. Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Codzienność

Skoro Twoje obecne miejsce odosobnienia w ciągu ostatnich tygodni stało się restauracją, pralnią, szkołą, siedzibą pracy zawodowej, źródłem kontaktów, salą prób śpiewu, tańca i paranormalnych działań wszelakich, chatką alchemika, salonem spa, centrum dowodzenia kosmosem, salą gimnastyczną, punktem zdobywania nowych kompetencji, pracownią działań odtwórczych, halą logistyczną, korytarzem tranzytowym, to zastanawiasz się, jak będziesz funkcjonować po ustaniu epidemii i czy nie grozi Ci nerwica natręctw, jeśli codziennie sprzątasz, gotujesz, odgrzewasz, zmywasz, mieszkasz. Poszukujesz nowych smaków. Czyścisz. Polerujesz. Opisujesz. Ogarniasz. Nie ogarniasz. Przeglądasz. Porównujesz oferty. Ograniczasz. Przeliczasz. Dokonujesz wyboru. Zmieniasz wybór. Nawiązujesz kontakt. Wyjaśniasz. Składasz alternatywną propozycję. Doszukujesz się podobieństw albo różnic. Milczysz. Mówisz do siebie. Śpiewasz. Podejmujesz wyzwania. Poddajesz się. Wchodzisz na ring. Coś nie wychodzi. Rezygnujesz. Znowu stajesz do walki (głównie ze sobą). Motywujesz. Słuchasz motywacji. Oglądasz. Komentujesz. Nie komentujesz. Wyrażasz opinię.  Doradzasz. Wchodzisz do gry, kiedy chcesz i wychodzisz z niej na własne życzenie. Bez względu na to, co zrobisz, jutro też jest dzień.

Nie przypominasz sobie, abyś ostatnimi czasy tak intensywnie pracowała i kontaktowała się z innymi w celach zawodowych albo towarzyskich. Nagle okazuje się, że pewne sprawy można załatwić kilkoma kliknięciami albo dwoma telefonami. W lesie pustki. W sklepach nie ma tłumów. Sprzedawcy się uśmiechają. Pozdrawiają. Życzą zdrowia. Cały świat leży u Twoich stóp. Wystarczy się schylić, tylko uważaj na kręgosłup.

Całuchy-kluchy!

Notatki. Epidemia po polsku

Godziny przedpołudniowe. Wychodzę po zakupy spożywcze. Omijam wymarły plac zabaw i park, w którym uwija się pojedynczy osobnik, mający na bakier z równowagą i higieną. Ptaki szaleją. Mają dla siebie starodrzew, krzewy, trawnik, klomby. Wbijam do ulubionej piekarni. Sprzedawcy z plastikowymi ochraniaczami na twarzach wyglądają zjawiskowo. Znowu nie ma rogalików, które preferuję na drugie śniadanie. Nie ma i przez jakiś czas nie będzie, słyszę. Wychodząc niemal zderzam się z grupą czterech osób. Przewodniczka stada (widoczne braki w uzębieniu), za którą unosi się woal dymu, wykrzykuje „patologia, k…, gamonie, nieroby”. Wtóruje jej dziki rechot pozostałych członków stada. „Co to jest? Nie ma nic, k…, porządny człowiek nic nie dostanie”. Idę dalej. Miasto wymarło. Małe sklepy, punkty usługowe i rodzinne interesiki to obecnie biała plama na jego mapie. Pozdrawiam znajomego sprzedawcę miodu. Nie tym razem. Jak ograniczenia to ograniczenia. Rodzice z dziećmi otulonymi w koce spacerują po balkonach śpiewając przy tym. Rozpoznaję jedną melodię. Gdyby nie wybuch epidemii, nie wiedziałabym, że istnieją lokalne nienazwane Marie Callas.

Pakuję do koszyka to, co niezbędne. Z drugiego sektora, obfitującego w trunki, słychać rozmowę dwóch mężczyzn. Ich sposób bycia, strój i aparycja mogą świadczyć o tym, że zmagają się z brakiem stałego zajęcia i kobiety. „Mnie to wcale nie przeszkadza, że siedzę w chałupie, k…, żeby nam jeszcze płacili, a oni nam g…o dają. To co mamy robić za darmo? Wolę się op…. i niech ten wirus jeszcze trochę siedzi, w ch.j”.

Idę do M., gdzie bez względu na czas i okoliczności coś jest niezmienne. Pierogi ze słodką kapustą i suszonymi grzybami. Nadzienie powinno być lekko pikantne, a ciasto luźne. Boki sklejone wyłącznie ręcznie, na ok. 7 mm. Doskonałe na ciepło i zimno, nawet bez okrasy.

Miejcie dobry, szczęśliwy czas i pozostańcie w zdrowiu!

Patynowa i hydraulik w czasach zarazy

Niepokojący Cię od kilku dni dźwięk, dochodzący z rur, może zwiastować jedno: kanały odprowadzające wodę będą potrzebować wizyty specjalisty. Tylko jak tu ją zorganizować w czasie trwania izolacji, nakazanej rozporządzeniami. Zostawisz to na później. Jakoś trzeba będzie wytrzymać i poświęcić się dla ludzkości (nie pierwszy raz zresztą). Póki co poradzisz sobie jak zwykle przy pomocy popularnych środków dostępnych np. w sklepach spożywczych. I tak trzeba wyjść po bułki.

Raz dwa wczesnym rankiem pomykasz na miasto. Na ulicach prawie pusto. Ze starych drzew dobiega śpiew ptaków i stukanie dzięciołów. Mijasz ambulans i pojazd gospodarki odpadami. Obecna sytuacja sprawia, że odtwarzasz sceny z powieści „Miasto ślepców”. Nie, nic Cię nie dopadnie, żadna zaraza ani inne zło, bo jesteś odseparowana. Starasz się segregować informacje płynące różnymi kanałami. Dbasz o higienę (dla Ciebie to żadna nowość i męczeństwo). Wietrzysz dziuplę. Zdrowo się odżywiasz. Właśnie! Twoja checklista zostaje uzupełniona o większe ilości świeżego imbiru. Tak skutecznie polecałaś napój z jego składem, że w punktach handlowych, które znasz i stale odwiedzasz, zabrakło korzenia rośliny o cudownych właściwościach. Ten dostępny w Polsce pochodzi głównie z Azji Południowej. Być może to wiele wyjaśnia, dlaczego ostatnimi dniami trudno go dostać w sklepach na terenie kraju nad Wisłą i Odrą. Twój plastyczny umysł wytrenowany w spokoju przez stale napędzającą się społeczną panikę notuje, aby włożyć do koszyka świeże owoce i warzywa. Pakujesz dwie sztuki mango. Będą na koktajl. Receptura: potraktuj blenderem obrane i podzielone na kawałki mango (nie bierzesz udziału w eliminacjach do programu związanego z gotowaniem przez celebrytów, zatem nie przejmuj się estetyką pokrojonego owocu). Dodaj pół łyżeczki mielonego kardamonu i łyżkę greckiego jogurtu. Gdy koktajl jest zbyt gęsty, dolej odrobinę wody mineralnej. Gotowe!

-Dzień dobry, Pani też wyszła z domu – słyszysz za plecami znajomy głos. Odwracasz głowę, uśmiechasz się i pozdrawiasz ją. Wyszłam z rana, aby nie robić tłoku, a przy okazji dostałam wszystko, po co przyszłam prawie bez kolejki.

Po powrocie do siebie zdajesz sobie sprawę, że nie kupiłaś niczego do udrożniania rur domowym sposobem. Trudno, drugi raz nie będziesz się narażać społeczeństwu, zostajesz w domu, jak Pan Bóg i rząd państwa środkowoeuropejskiego przykazał. Spoglądasz przez okno. Czyżby przed oczyma mignęła Ci postać hydraulika, najbardziej pożądanego specjalisty w tych niełatwych czasach. Ano, to on! Chwytasz za telefon. Sprawę ma Pani załatwioną!

Całuchy-kluchy!

Walentynkowy anturaż

W tym roku postaw na styl eko-hipsterski, czyli harmonijny minimalizm. Dekoracje nie powinny być zatem skomplikowane oraz kosztowne. Możesz kupić gotowe szablony albo zajrzeć na strony internetowe hojnie serwujące kosztowne podpowiedzi. Możesz także skorzystać z pomysłów znajdujących się w Twojej głowie i na tym teraz bazujmy oczywiście przy założeniu, że jest Twoim pragnieniem zaskoczenie bliskiej osoby. Do stworzenia niecodziennych walentynkowych dekoracji będziesz potrzebować: kilku wytłaczanek (z makulatury) po jajkach, piór w różnych kolorach, a najlepiej w czerwonym, farb plakatowych i pędzelków, słoiczka z wodą, tubki kleju na m., nożyczek, nieutłuszczone kartki ze starych czasopism. Daruj sobie brokat. Bombki zostały potłuczone i wyniesione do kontenera z odpadami zgodnie z zasadami segregacji, a na nowe choinkowe ozdoby Cię nie stać. Do dzieła zatem. Krok 1. Z zamierzoną, artystyczną niechlujnością pomaluj wytłaczanki czerwoną farbą. Jeśli nie masz pędzelka, użyj palców. Tak przygotowane wytłaczanki stanowią bazę do dalszych działań. Gdy farba wyschnie, przy pomocy kleju na m. zamocuj na wytłaczance pióra. Krok 2. Rozrzuć na piórach drobniutkie serca wycięte ze starych magazynów. Krok 3. Udekoruj stół wykorzystując do tego celu świeżo zrobione wytłaczanki. Jeśli nie masz stołu, rozmieść je na podłodze lub w innym miejscu, w którym będziesz spożywać walentynkową kolację. Krok 4. Nakryj do stołu, podłogi, skrzynki pozmywawszy po wcześniejszych posiłkach. Jeśli odnotowałeś braki w zastawie lub kieliszkach, pożycz je od sąsiadów albo uzupełnij przygotowując samodzielnie w stylu boho lub eko z najrozmaitszych materiałów pozostałych po minionych działaniach doskonalących kreatywność. Krok 5. Ciesz się chwilą. Zastanów się, czy nie lepiej zaprosić ukochaną osobę do knajpki rezerwując stolik z odpowiednim wyprzedzeniem.

Patynowa Pani Domu. Kartki hand made

Ferwor przygotowań do świąt trwa. Na dobrą sprawę niektórzy nawet nie wiedzą, jakie święta nadciągają, ale wiedzą, gdzie udać się po całą masę nie zawsze potrzebnych gadżetów. Opuszczają świątynie handlu objuczeni niczym renifery św. Mikołaja. Gdyby pogrzebać w historii, to Józef z brzemienną Marią podróżowali na ośle. Ale to zwierzę ma nieco inne konotacje znaczeniowe niż wspomniany rumak dziadka w czerwieni, więc zostawmy ten wątek tęgim głowom.

Jako zakupofob omijasz wielkopowierzchniowe sklepy szerokim łukiem, szczególnie w grudniu.  Kalendarz adwentowy przypomina Tobie, że czas pomyśleć o wysłaniu kartek świątecznych. Dla niewtajemniczonych: kartka okolicznościowa (pocztówka) to kawałek papieru o dowolnym rozmiarze, który zmieści się do koperty. Na awersie kartki są zamieszczane motywy, których dotyczą słowa kierowane na jej rewersie. I tak z okazji urodzin kartka może zawierać nadruk kwiatów, butelek z winem, osób obu płci w zależności od tego, do kogo kartka jest adresowana. Są i tacy, którzy nie korzystają z gotowych wzorców, lecz wykonują pocztówki samodzielnie. Do tego celu należy zakupić: kolorowy, sztywny papier o różnej gramaturze (masz w ciemnych barwach – odpada), kilka sztuk miękkich kartek (zostały z ubiegłych lat), dziurkacze ze świątecznymi motywami (już masz), klej dobrej jakości, aby nie zostawiał śladów (jest), brokat (podwójna korzyść, kup więcej, aby zostało na szaloną, sylwestrową noc – przy tej okazji już teraz możesz zaopatrzyć się w zimne ognie, tylko nie używaj ich do wykonywania kartek; zostaw na sylwestra) – jeśli jesteś zakatarzona i często kichasz, nie używaj go, stemple (są, to nic, że z motywem tulipanów, serc i dzbanuszków), nożyk do cięcia papieru. Przeszukaj szuflady. Może znajdziesz w nich stare koronki, kolorowe tasiemki i inne rzeczy, które wykorzystasz w pracy na poły artystycznej, a przy okazji wypromujesz własne działania na frontach walk o czystość planety.

Sposób wykonania. Przygotuj potrzebne materiały. Policz, ile kartek potrzebujesz. Możesz posiłkować się listą osób, których obdarujesz pocztówkami. Przytnij papier do odpowiednich rozmiarów (takich, by zmieścił się w kopertach). Skomponuj elementy, które nałożysz na wierzch kartki. Naklej motywy, które Ci się podobają. W środku pocztówki po prawej stronie zamieść kilka ciepłych słów do adresata. Jeżeli opisane wyżej czynności wydają Ci niemożliwe do wykonania, idź do najbliższego sklepu papierniczego lub na pocztę i kup gotową kartkę.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Prezenty

Uwielbiasz spacerować wieczorami w grudniu, szczególnie gdy mocno wieje. Jest wtedy przenikliwie zimno, a Ty odczuwasz to w każdej komórce własnego ciała. Wędrówki podczas zimnych dni ładują Cię energetycznie i sprawiają, że zaczynasz myśleć konstruktywnie. Planujesz wyjazdy, zakupy, popołudniowe zajęcia… Taki obraz grudnia znajduje się głównie w sferze Twojej wyobraźni, ponieważ rzeczywistość skutecznie go odczarowuje. Co roku czekasz na grudzień i co roku on wygląda podobnie. Właściwie rozpoczyna się już w listopadzie wraz z przedświątecznym amokiem w galeriach handlowych, które prześcigają się w pomysłach na prezenty w atrakcyjnych cenach (nota bene odkąd żyjesz jeszcze nie spotkałaś się ze stwierdzeniem, że zakupy prezentowe kosztują za dużo). Wtórują im mali wytwórcy, garażowcy, a la artyści oraz lokalsi usiłujący przedstawić swój pomysł na obdarowanie kogoś wyprodukowanymi przez siebie gadżetami. Niekiedy owe gadżety są kupowane po cenach hurtowych, a następnie sprzedawane po detalicznych. Do tego dochodzą usługodawcy. I tak mamy propozycję skorzystania z masażu albo zabiegów pielęgnacyjnych w pakiecie.

Od listopada przynajmniej jedno Twoje popołudnie w tygodniu wygląda mniej więcej tak: pomożesz mi coś wybrać dla…? Pomogę. Właściwie rodzince już kupiłam, ale dziewczyna brata będzie u nas i nie wiem, co jej kupić. Może książkę? Książkę już ma. A nie przeszłabyś się ze mną do… Poszukałybyśmy czegoś. Jasne, że tak. Kiedy idziemy? Dzwoniłam do sklepu ze sprzętem AGD. Powiedzieli, że blendery przyjdą najpóźniej na początku przyszłego tygodnia. Pójdziesz ze mną, dla pewności, żeby nikt mnie nie wyrolował? Pójdę do towarzystwa. Znasz mój stosunek do prowadzenia domu oraz do posługiwania się nowinkami z półki AGD. Chodzi mi o to, żebyś robiła dobre wrażenie. Nie ma sprawy. To się na pewno uda. Jak placki ziemniaczane.

Kiermasze rękodzielnicze, pchle targi, jarmarki ze stoiskami we wszystkich kolorach, jakie stworzyła paleta barw dla popularnej marki kosmetycznej odwiedziłaś ostatnimi tygodniami kilkakrotnie. Głównie turystycznie wspólnie z D., która nie mogła zdecydować się, kogo czym obdarować i wreszcie uznała, że najlepszym prezentem dla bliskich będzie przygotowanie upominków samodzielnie. Ba! Nareszcie! Telefon: nie masz czegoś na chacie, czegoś nieprzydatnego, z czego można zrobić coś, co się przyda? Mam kilka wstążeczek w nasyconych barwach, kolorowy papier, muszelki, dziurkacze w rozmaitych kształtach. Wymieniać dalej? Kartki świąteczne zamierzam z tego zrobić. A nie zrobiłabyś i dla mnie kilku? Coś wymyślimy. Ilu potrzebujesz?

Całuchy-kluchy!