Notatki. Dzień Kobiet

Pora na kolejne świętowanie. Tym razem obchodów dnia, na który czekają kobiety z wytęsknieniem jawnym bądź ukrytym. Niektóre już kilka dób przed wybuchem szału na lansowanie bukietów i czekoladek zamieszczają ich zdjęcia na portalu z lajkami. W sieci mnożą się artykuły proponujące rozmaite sposoby i formy spędzania wolnego czasu 8 marca, czytane przeze mnie lawinowo. Dowiaduję się z nich m.in. do czego nosić klasyczną białą bluzkę. Must have w szafie każdej baby. Mam szafę? Tak. Białą bluzkę? A jakże. Nawet w dobrej kondycji. Nic dziwnego, skoro była zakładana jedynie na egzaminy, w tym dojrzałości oraz poprawkowe. Zatem liczy sobie… Niejedną dekadę. Nie cierpię klasyki w takim wydaniu i najchętniej pozbyłabym się jej, lecz została wykonana z… i dlatego sporo wówczas kosztowała. Nie potrafię się z nią rozstać, choć prezentuje się na mnie i na innych dość żałośnie. Kiedyś potnę ją nożyczkami i dopiero wtedy wyrzucę. Nie nadam jej drugiego życia. Nie odstąpię potrzebującym. Marzę o sytuacji, w której klasycznym strojem na egzamin będzie koszula flanelowa typu unisex i martensy, których kupiłabym kilka(naście) par na zapas. To by zależało od tego, jak często kwalifikowałbym się do poprawkowych. Styliści obu płci radzą, by nie przesadzać z liczbą ubrań, lecz zwracać uwagę na ich jakość oraz etyczną produkcję. Oczywiście ciuchy powinny być wykonane z organicznych materiałów.

Jako że lokale gastronomiczne wciąż działają w trybie na wynos lub z dowozem, oferują przygotowanie romantycznej obiadokolacji przy świecach zapewniając wszystkie detale, począwszy od wyłącznie wyśmienitych dań wraz z deserem i apertifem poprzez obrus, a skończywszy na środkach rozjaśniających półmrok i tworzących nastrój. Zorganizujemy Wam romantyczny wieczór. Ty wybierasz menu i dodatki, my zajmiemy się resztą. Ok, może być pizza z ananasem. Świece mam. Lampkę też. Jestem w gronie osób jadających włoski specjał z zapuszkowanym owocem w kształcie koła z dziurką po środku oraz pijących kawę wyłącznie z mlekiem.

Propozycje prezentów z okazji Dnia Kobiet: kurs makijażu (wirtualny oczywiście). Wyobrażam sobie romantyczną scenę. Ona i on siedzą w półmroku (mogło zabraknąć zapalniczki do świec na przykład) przy daniach serwowanych w naczyniach jednorazowego użytku. Ona ubrana w klasyczną białą bluzkę wielokrotnego użytku, on w mniej klasyczną. Po wzniesionym toaście on wyjmuje potwierdzenie przelewu za wykupiony abonament na kurs makijażu. Jest moc! Albo ona drżącą dłonią rozpakowuje prezent przewiązany atłasową czerwoną wstążką, a tam… Bielizna, o Której Zawsze Marzyła, tylko rozmiar nie ten. Za mała. Ona myśli. Na pewno kogoś ma i ten prezent był dla niej. A to łajdak. Za duża. Ona myśli. Nawet nie zna mojego rozmiaru! Czyżbym aż tak przytyła?! A to łajdak.

Cieszmy się i nie myślmy za dużo… Świętujmy i pozwólmy świętować innym. Dajmy sobie prawo do popełniania błędów, ale jedynie wtedy, gdy czegoś się na nich nauczymy.

One. E.

-Nie schodzisz na kolację?

-Nie.

-Drugi dzień tak leżysz. Będą szemrać.

-Był T. Mówiłam mu, że chyba się czymś strułam. To pewnie ta kapusta. Nie mogę jeść kapusty. Szkodzi mi.

-Jak chcesz.

-Powiedz, że nie zejdę, gdyby pytali.

-Pracujesz gdzieś?

-Tak. W szkole.

-Czego uczysz?

-Biologii.

-Da się z tego wyżyć w W.?

-Mam etat w państwowej i dorabiam w prywatnej. Jakoś daję radę. Wynajmuję pokój…

-A co masz na twarzy? Co to jest? Dobrze nie wygląda, tzn. miałam na myśli…

-To choroba. Nie powinno Cię to zajmować.

-Powinno. Dzielę z Tobą pokój. Byłaś z tym u lekarza?

-Idź już.

-Pójdę, gdy będę chciała.

-Po co tu przyjechałaś?

-Po to samo, co i Ty.

-Chcesz się dowartościować, że niby nie jesteś taka jak my.

-Jeśli chcesz, dam Ci namiar na specjalistę. Coś wymyśli na…

-Idź, bo mnie głowa rozboli od Twojego gadania.

-Pójdę, ale najpierw usłyszysz, co sądzę o Twoim wymyślonym bólu brzucha oraz innych dolegliwościach. Użalasz się nad sobą. To Ty gardzisz nami, bo mamy siłę, by coś zmienić w życiu.

-Nie męcz mnie już.

-To Ty męczysz mnie i innych uczestników zajęć swoją izolacją i niechęcią do wszystkiego. Myślisz, ze jesteś od nas lepsza, bo nie żresz. Dobrze wiem, na co chorujesz. Też pracuję z ludźmi.

-Co robisz w pracy?

-Sprzedaję kosmetyki.

-Łżesz!

-Zaburzenia odżywiania prowadzą czasami do takich wykwitów skórnych. A Ty tu leżysz niczym cesarzowa, a inni niechaj chodzą na paluszkach i nie zakłócają Twojego świętego spokoju. Masz wypisane na ryju, co grane. I wiesz co? Pieprzę Twoje zaburzenia i fochy. Nie zapomnij wywietrzyć łazienki, a wcześniej jej umyć. Nie zamierzam znowu wdychać niestrawionego kwasu żołądkowego.

-Poproszę o nowy pokój.

-Nie dostaniesz osobnego. Najwyżej z kimś, Jaśnie Pani. To nie jest prywatny ośrodek dla świrów. Jesteśmy rozdzieleni nieprzypadkowo. Mamy siebie nawzajem wspierać i pilnować, a gdyby coś niepokojącego się działo, to zgłaszać.

-A Ty jesteś ich pierwszym kablem. Co tam wypisujesz w tym swoim zeszycie? Myślisz, że nie widzę, co robisz po nocach?!

-Uczę się. Sporządzam notatki.

-Oblało się egzaminy, co? Nie kłam, o mnie piszesz i o wszystkim, co tu widzisz. Wyjdź. Nie mogę na Ciebie patrzeć. Potem ludzie będą czytać o tym, co tu się dzieje.

-Przesadziłaś. Idę po T.

-Ty przesadziłaś. Nie wiesz, jak to jest, gdy się przez całe życie robi coś, czego nie chce. I gdy jest się w obrzydliwym miejscu, w którym jedni na drugich plują.

-Dlatego powinnaś to przerwać. Schodzę na kolację, a Ty rób, co uważasz. Powiem T., że beczysz i rzygasz.

Patynowa Pani Domu. Przedświątecznie

W ciągu najbliższych kilku dni nie zamierzasz nawet spojrzeć na pierniki. Przez ostatnie miesiące pochłonęłaś ich tyle, że samo rozmyślanie o korzennych ciasteczkach przyprawia Cię o mdłości. Sernik to co innego. Zwłaszcza innowacyjny. Na kruchym spodzie z kawałkami drobno pokrojonego ananasa. Miało nie być o jedzeniu. Pamiętaj, że centra fitnessu zostaną zamknięte na jakiś czas, więc powrót do formy będzie utrudniony. Wiesz, że możesz wykupić abonament on line. Oferta kusi, ale pokusy pojawiają się po to, by z nimi walczyć. Wszystkie zamówione paczki z prezentową zawartością dotarły. Można spać spokojnie. Zresztą przez kilka najbliższych tygodni niczego innego spokojnie nie będzie można robić oprócz udawania się w objęcia Morfeusza. Zamknięte pozostaną kawiarnie, część stacjonarnych sklepów, centrów sportowych, sauny, kryte baseny. Z wyjazdówek i objazdówek nici. Na szczęście biblioteki pozostały czynne, a Ty stopniowo wynosiłaś z nich książki. Opowiadania oczywiście, bo to forma literacka, którą uwielbiasz. Klasycy i neoklasycy. Literatura powszechna. Poza tym przejrzałaś zawartość prywatnej filmoteki. Zrobisz sobie ucztę kinomana. Maraton filmowo-książkowo-kulinarny. Kiedy kolejny raz odważysz się na podobne szaleństwo? Tradycyjnie ubieranie drzewka choinkowego Ciebie nie dotyczy. Podobnie jak pieczenie nie tylko słodkich, korzennych przysmaków. Podobnie jak licytowanie z innymi „kto i co przygotował na świąteczny stół”. Podobnie jak mordowanie popularnej ryby. Podobnie jak zajadanie się ze smakiem tym, co zazwyczaj znajduje się na stole określanym mianem „tradycyjny”. Podobnie jak zakupowy amok. Podobnie jak awanturowanie się w centrach handlowych. Podobnie jak pucowanie każdego centymetra mieszkania na wysoki połysk. Podobnie jak przesypianie świątecznych dni z powodu wykonywania czynności niemających większego znaczenia, jak się po czasie okazuje. Zamiast tego zadzwonisz lub napiszesz do wszystkich, którzy są Tobie bliscy. Odwiedzisz tych, którym na Tobie zależy. W tym roku odpadają spotkania w Waszych ulubionych lokalach (oby przetrwały zimę). Dlatego zaprosisz do siebie jak największą liczbę osób. Wypijecie wspólnie tyle znakomitej kawy i dobrego wina, ile tylko Wasze żołądki zdołają unieść. Oczywiście goście przybędą najedzeni. Napomkniesz, że z przepracowania i braku sił nie zdążyłaś niczego przygotować. Dotychczas nie zawiedli, więc i tym razem tak się stanie.

Dbajcie o siebie i nie dajcie się zimie! Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Idzie nowe (czyżby?)

Środek nocy. Sygnał przychodzącej wiadomości. Czy to sen? Ponowny. Nawet jeśli to nie sen, przeczytasz jutro. Kolejny. Wstajesz przełamując lenistwo i rugając siebie, że nie wyłączyłaś smyczy na noc. D. przesyła sensacyjne wieści. Słyszałaś? Słyszałam. Widziałaś? Widziałam. I co? I kolejna noc z głowy. Porozmawiamy, kiedy obie będziemy w formie. Właściwie już się położyłaś, ale jeszcze nie zasnęłaś i przez jakiś czas nie zaśniesz. Włączasz koncert. Na bezsenność pomoże tyle, ile nieboszczykowi kadzidło, ale przynajmniej mile spędzisz czas. Odpowiadasz na wiadomości nadmieniając, że zerwałaś się z łóżka na dźwięk alarmu, jesteś w piżamie i średnio ogarniasz wczorajszy dzień, a dzisiejszy jeszcze nie nadszedł, przynajmniej mentalnie.

Linki do polubienia. Propozycje urodzinowych prezentów. Kobieca sesja. Wygląda świetnie. Właściciele stron pragną, by ktoś zauważył i docenił to, co robią. Doceniasz. Dziękujesz za zaufanie, ale z propozycji nie skorzystasz. Może koleżanka albo sąsiadka skorzystają? Zapytaj je osobiście, człowieku. Masz u nich większe szanse niż ja.

Budzisz się na dźwięk śmieciarki, która niezmiennie o stałej porze pojawia się w okolicy i we właściwy sposób alarmuje o swoim przybyciu. Jeszcze zanim otworzysz oczy, składasz Bogu dzięki, że nikt nie wpadł na pomysł, aby pracownicy zakładu komunalnego przeszli na zdalny tryb pracy. Wiadomość. D. jest niczym cyborg. Jej system został zaprogramowany na działanie w stanie permanentnego czuwania. Chcesz taką? Wysłałam Ci zdjęcie w nocy, pamiętasz? Nieszczególnie. A co to? Torebka. Uszyłam ją ze starych worków od odkurzacza. Zastanowię się i dam znać. Włącz radio. Obowiązkowo! Włączasz radio. Słyszysz komunikaty, lecz ich treść do Ciebie nie dociera. Jako osoba w sposób dyskusyjny wykorzystująca swoje umiejętności kulinarne możesz mieć niemały problem przez najbliższe tygodnie. Jedzenie tylko na wynos. Nie cierpisz brać na wynos. Lokale gastronomiczne przygotowują się do kolejnych obostrzeń. Pracownicy protestują. Właściciele krzyczą. Będzie problem z zakupami. Godziny dla seniorów są surowo przestrzegane. Urząd nakłada kontrole, a co za tym idzie, kary. I pomyśleć, że dbasz o promocję lokalnego biznesu nie tylko w czasach pandemii.

Patynowa Pani Domu. Ech, życie!

Będą budowane szpitale polowe na stadionach. To Pierwszy News, który usłyszałaś, odkąd odblokowałaś dziś uszy. Powoli. Panuj nad obrotami własnych sfer umysłowych. Stadionom tak, siłowniom nie. Nie wyciągaj pospiesznych wniosków. Sztuka długa. Życie krótkie. Już lepiej. Powtrzymaj się od komentowania, zanim odpalisz komp i otworzysz tajemniczą skrzynkę, w której została przygotowana specjalnie dla Ciebie spersonalizowana oferta reklamowa. Pachnące świece w promocyjnych cenach. Bez kosztów dostawy. Zapachy kojarzące się z dynią, letnimi wakacjami, jaśminem i grudniowymi świętami. Od samego rana poważne dylematy. Odpada. Najpierw się obudź. Zastawa stołowa z motywami kojarzącymi się z Bożym Narodzeniem. Kolejna w tym miesiącu. Kawiarki oraz inne akcesoria niezbędne do zaparzania kawy. Płyniesz w tę stronę. Niechaj na zewnątrz ważą się losy świata i ludzkości, ale Ty masz dokonać wyboru. Możesz wypić kawę zaparzoną w kawiarce, ekspresie, dopplerze czy innym sprzęcie, który jest Ci raczej niepotrzebny. Twoja stara przyjaciółka kawiarka jeszcze daje radę. Natomiast okoliczne kawiarnie coraz częściej serwują obrzydliwie smakującą ciecz o bliżej nieokreślonej barwie. Koncesja na przyrządzanie i serwowanie kawy w lokalu powinna być bezwzględnie wprowadzona. Inaczej nie wychowamy dobrych przedsiębiorców.

Prysznic pomaga skupić myśli. Nie obiecywałaś rzucić okiem na twórczość tej małej, która jest nieco nieśmiała, i pozytywnie zakręcona (nie znasz nikogo niepozytywnie odkręconego), ale prosiła, by ktoś niezależny zaopiniował to, co czasami wrzuca. Tzn. „mi to podesłała, ale ja Tobie to podrzucam, bo wiesz, raczej nie jestem literacki ani uduchowiony tak jak Ty. To jak? Zajrzysz”? Zaglądasz. „Co o tym myślisz”? Nie jest ważne, co ja o tym myślę, odpowiadasz, lecz jest ważne, co Autorka myśli. I w myślach (własnych) błagasz, aby więcej tego nie czytać. Zasłaniasz się brakiem kontaktu z literaturą wysoką, specjalistyczną, podziemną, naziemną i każdą inną, pod której banderą twórca powyższej chciałby się znaleźć.

Przez kilka najbliższych dni nie będziesz opuszczać swojej dziupli. Masz zapasy jedzenia, miodu, orzechów, filmu i literatury. Wino? Jest. Towarzystwo? Zdalne, ale jest. Pełny zestaw na czarną godzinę. Epidemię da się lubić pod warunkiem, że nie trzeba przekonywać decydentów o konieczności pozostawienia otwartych miejsc kojarzonych z rzeźbieniem sylwetki.

Całuchy-kluchy!

One. Kapelusz i części zamienne

-Ubieraj się! Idziemy mierzyć kapelusze. Pracownia będzie czynna jeszcze ok. godzinę. Zajrzałam do właścicielki i powiedziałam, że przyjdziemy.

-Już jesteś! Tylko skończę…

-Zostaw te drzwi. W taką piękną pogodę nie będziemy montować drzwi do kabiny prysznicowej.

-Nie wyjdę tak ubrana do mierzenia kapelusza. Zaczekaj, wskoczę w coś bardziej odpowiedniego.

-Dżiny załóż i gładką bluzkę do nich. Weź kurtkę. Wieczorem może się ochłodzić. Przypudruję tymczasem nosek.

-Prawie kupiłam części zamienne do montażu drzwi prysznicowych. Na razie je zdemontowałam. Wiem, co trzeba wymienić.

-Zawartość lodówki i kapelusz.

-To swoją drogą.

-Po wizycie u modystki bar sałatkowy. Dzisiaj ja stawiam. Już czuję w ustach smak grillowanego sera i granatów. Jesteśmy. Dzień dobry, przyszłyśmy w sprawie kapelusza, o którym rozmawiałam z Panią jakieś pół godziny temu. Koleżanka jest nim zainteresowana.

-W tej sytuacji chyba nie mam wyboru, skoro zadaję się z taką stylistką jak ta pani. Poproszę do mierzenia te dwa modele. Dziękuję. I jeszcze ten byłby interesujący. I jak?

-Wyglądasz jak zwykle zjawiskowo. Pokaż trochę czoła. Ukryj grzywkę. Tak jest. Bierzemy. Chusta też będzie do tego. Obniżyłaby Pani cenę za oba produkty? Znakomicie. Będziemy myślały o Pani z ogromną wdzięcznością.

Godzinę później.

-Zarzuć szal. Mogę Ci zrobić w nim zdjęcie?

-Tak, tylko uważaj, aby oprócz mnie nikogo na nim nie było. Najlepiej zapytać obsługę.

-Znają nas. Wow, pasujesz do tego wnętrza.

-Dlatego… dlatego rób, bo tracę cierpliwość. A teraz przy sałatce, zanim ją pochłonę. O, wiadomość z hurtowni. Są rolki do kabiny i to model, który nas interesuje. Zamówię cztery.

-Zrobione. Prześlę Ci zdjęcia. Będziemy mieć pamiątkę z shoppingu.

-Zrobione. Będą najpóźniej w środę. Jesteś moim Aniołem Stróżem. Po powrocie zamontujemy drzwi, a w środę odbędzie się dopieszczanie estetyki łazienkowej. Jeszcze po lampeczce?

Patynowa Pani Domu. Wrześniowe komary

O tej porze roku nie powinno ich być, zapewnia Cię przemiły sprzedawca, ale jeśli już się pojawiają, proszę zastosować ten środek, dodaje. Klienci twierdzą, że jeszcze nie zawiódł. Wprawdzie zapach przynajmniej na początku może wydawać się mdły, ale szybko wypełnia pomieszczenia, a po kwadransie od zastosowania można już otwierać okna i cieszyć się ciszą spokojnego, wrześniowego wieczoru. Spróbuję, odpowiadasz, i lżejsza o pewną kwotę oraz obawy o swój komfort psychiczny podczas późnych, letnich dni udajesz się do miejsca przeznaczenia z mocnym postanowieniem na wypróbowanie niezwykłego specyfiku jeszcze dziś.

Rozpylasz repelent, który powinien chronić Ciebie nie tylko przed komarami, ale również przed muszkami owocówkami, klasycznymi muchami, siadającymi lub nie, jak w popularnym ongiś filmiku, oraz kleszczami. Zacznijmy od komarów. Odczekać ok. kwadransa. Dla pewności będzie to 20 minut. Szacowanie wydatków i czasu oczekiwania nie było i nie jest Twoją mocną stroną. Wiesz, kiedy zaczynasz, ale nie wiesz, kiedy masz kończyć. Towarzyszą Ci emocje, właściwe dla wzorowych gospodyń domowych, oczekujących na pięknie wyrośnięte ciasto lub aromatyczną pieczeń. Właśnie! Kto powiedział, że po rozprawieniu się ze skrzydlatymi ciemięzcami nie przygotujesz czegoś pysznego. Tylko co by to mogło być? Może drożdżowe bułeczki z ziołami? Poszukujesz odpowiedniej receptury, co trochę trwa. Sporo roboty z tymi bułeczkami, wynika z przepisu, ale włożony trud zostanie zniwelowany przez efekt. Pora na sprawdzian z działania środka przeciwko gościom, nieproszonym przez Ciebie, lecz pożądanym przez entomologów. Otwierasz okna. Stajesz w jednym z nich. Jaki piękny wieczór. Idealny czas na małe przyjemności. Zatem do dzieła. Czujesz w ustach smak drożdżowych bułeczek. To Cię napędza do działania. Sprawdzasz ponownie zawartość szafek oraz zgodność ilości produktów z przepisem. Nie masz wszystkich ziół, ale to nic. Od czego masz… Nie! Po trzykroć nie! Po stokroć! Po tysiąckroć! Co tu robi komar?! Środek nie zadziałał, ale Twoje emocje tak. Natychmiast postanawiasz ubić intruza. Walka jest nierówna, ale Twoja konsekwencja z tytanu jeszcze Cię nie zawiodła (w takiej sprawie). Sprytny jest. Mały bohater. Bohaterka. Już wiesz, że bułeczek nie będzie. Przynajmniej dzisiaj. Zjesz tosty i zaświecisz zapachową świeczkę. Komarów wprawdzie nie wypędzi, ale sprawi, że wieczór będzie choć odrobinę przyjemniejszy.

Całuchy-kluchy!

Deszczowe zapiski

Chciałabym mieć na głowie efekt stale potarganych włosów, tłumaczę fryzjerce i oddaję się z zaufaniem w jej sprytne dłonie. Dziewczyna sprawia wrażenie znawcy tematu i zgrabnie operując nożycami przy moich uszach cierpliwie wyjaśnia, jakie triki i narzędzia powinnam stosować, jeśli chcę uzyskać bałagan na głowie. Wychodzę z salonu prosto do sieciówki z kosmetykami, by powiększyć ich zasób w łazience. Kolejny dzień leje deszcz. Przeczytałam już cały zapas książek oczekujących w kolejce na lekturę. W myślach tworzę listę tych, które niebawem wypożyczę, błogosławiąc pomysłodawców i pracowników bibliotek. Gdyby nie czytelnicze świątynie, prowadziłabym życie na wzór bibliotecznego dewianta albo spałabym pod książkami niczym kloszard. Nie wystarczyłoby mi na jedzenie. A propos ostatniego. Nie znoszę robić zakupów spożywczych podczas deszczowej pogody. Szczególnie bieganie po warzywniakach wydaje się w tej sytuacji uciążliwe. Ale nie poddaje się. Z bałaganem na głowie pilnie poszukuję grzanek. Mogłabym zrobić je samodzielnie, lecz wtedy nie byłyby idealnie przyprawione ani chrupiące. Odwiedzam kilka sklepów z wiktuałami. Bezskutecznie. Chyba trzeba będzie spróbować swoich sił jako mistrz złotej chochelki i samodzielnie przyrządzić małe przekąski. Albo zrezygnować z ich konsumpcji przynajmniej dzisiaj. Kolejny punkt na spożywczej mapie myśli. Czy ma Pani grzanki w sklepie? Nie mam. A groszek ptysiowy? Też nie mam. To ja się jeszcze rozejrzę. Rozglądam się. Tuż za plecami na sklepowych półkach znajduję chrupiący obiekt kulinarnego pożądania. Są grzanki! Podam je z tartym żółtym serem. Mówię ni to do siebie, ni to do obsługi sklepu. Płacę i wychodzę. Mam zatem wszystko, czego potrzebuję do przygotowania smacznego, pożywnego obiadu na wrześniowe, chłodne dni. Kto powiedział, że w czasie deszczu nie można rozwijać się jako domorosły kucharz? Nakarmiona i zadowolona wybieram się do E. Odrobiłam lekcje. Mam coś na wymianę. Słoiki z pysznościami za owoce i pomidory. Uda się na pewno!

Patynowa Pani Domu. Deszcz ciśnie

Leje. Wczoraj lało. Dzisiaj leje. Jutro też będzie lać. Zgodnie z prognozami przepowiadaczy. Lepszy deszcz niż muszki owocówki. Teraz jest na nie sezon. W tym roku wyjątkowo mało aktywne. Uwielbiasz patrzeć na spadające krople deszczu, które uderzają do szyby, o rynnę, o chodnik. To Cię uspokaja. Na chwilę. Pół chwili. Zaparzona kawa bulgocze w kawiarce. Od jakiegoś czasu. Dobrze, że w porę zdejmujesz ją z palnika. Inaczej cała mogłaby przywrzeć do ścianek naczynia albo wyparować pozostawiając swąd spalenizny. Takim sposobem  można zaoszczędzić na świecach zapachowych. Masz prawie za darmo (nie licząc ukrytych kosztów obróbki cieplnej oraz zużycia wody) aromat unoszący się w całym mieszkaniu. Właśnie! Gdzie ukryły się świece zapachowe?!. Powinno coś jeszcze zostać z czasów prawnie nakazanej izolacji. Buszujesz wśród kartonów, puzderek i innych miejsc zawierających potencjalne skarby. Znajdujesz to, czego szukałaś, a przy okazji inne rzeczy służące poprawianiu urody. Nawet nie wiedziałaś, że je masz. Natychmiast zapalasz świece. Jest nastrój. Pędzisz do łazienki. Nakładasz na twarz i włosy to, co znalazłaś. Czas oczekiwania na efekty ok. kwadransu. Ok, w tym czasie zdążysz przejrzeć nowości książkowe. Uzbrojona w maseczki i cierpliwość zasiadasz do wydawniczej uczty. W skrzynce znajdujesz m.in. wartościowe, jak wynika z reklamy, propozycje dotyczące relacji, tzn. dlaczego się udają, kto zasiada na tronie (to nie dla Ciebie, za dużo koron w Twoim życiu), dlaczego rozmowy nie zawsze pomagają (pod warunkiem, że ktoś je prowadzi), jakie mechanizmy działają w duszy mężczyzny (jesteś kobietą, więc po co Ci ta wiedza). Do książki dostępnej także w formie elektronicznej jest załączony program, którego realizacja powinna pomóc uporządkować Twoje relacje z osobą przeciwnej płci. Hmm. Paskuda zdechł, a to jedyny samiec w Twoim życiu. Paprotka i storczyk są raczej obupłciowe, a Wasza relacja i tak jest skośna. Ty sprawujesz nad nimi opiekę, a one odwdzięczają się swoim pięknem. Idźmy dalej. Czytasz fragment polecaj lektury. O tym, że samiec został stworzony do budowania, porządkowania, konstruowania świata, a samica do relacji. Masz prawo mieć odmienne zdanie od Autora tezy. Masz prawo do merytorycznej dyskusji. Z treści, które przeczytałaś, wynika, że nie jesteś samicą. Chcesz to dalej czytać? Właśnie. Spójrz na inne propozycje. Znowu diety i choroby układu krążenia. Dotykasz się tam, gdzie powinno być umiejscowione serce. Jest! Pika! Ok, o dietach pomyślę jutro. Dzisiaj brownie i kolejna kawa mocna jak siekiera. Nie dasz rady żywić się głównie brokułami i chudym, gotowanym mięsem. Kolejny temat. Tematy. I następny. Następne. Jak zmienić. Co powiedzieć. Jak uporządkować… Łapiesz się za głowę. Wiedziałaś, że o czymś zapomniałaś. Idziesz zmyć to, co na nią wcześniej nałożyłaś. Limit czasu przekroczony. Producent zapewnił o skuteczności środka. Jest efekt.

Całuchy-kluchy!

One. Zielnik

-Padam. Nie ma więcej wody?

-Nie ma.

-Nie kupiłaś.

-Myślałam, że Ty kupisz. Co tam masz?

-Wrotycz. I takie tam.

-Nie żartuj. Wyglądasz, jakbyś obrabowała pół targowiska.

-Zrywałam, gdzie się dało. Objechałam cały teren lasku i kilka sklepów zielarskich. Nasz ulubiony działa tylko do końca miesiąca. Wyprzedają asortyment, więc wyżebrałam upust.

-Jest trujący. Wiesz, że możesz mieć przez to problemy.

-W małych ilościach pomaga.

-W dużych szkodzi.

-Gdybyś zjadła za dużo śliwek, też by Ci zaszkodziły. Pójdziesz do sklepu po wodę?

-A tam co masz?

-Ziele bagien.

-Na bagnach też byłaś?

-Nie, mówiłam Ci, że odwiedziłam kilka sklepów zielarskich i…

-Znowu przepuszczasz pieniądze na niepotrzebne rzeczy.

-A Tobie nawet nie chce się zrobić podstawowych zakupów.

-Możemy kupić filtr do wody zamiast gromadzić plastik.

-Dlaczego więc jeszcze go nie kupiłaś? Uważaj! Wysypało się.

-Lawendę też kupiłaś?! Oszaleję zaraz.

-Zrobimy z niej paczuszki i bukieciki. Będziemy je sprzedawać, a wcześniej zawiesimy w kilku miejscach w mieszkaniu. Inaczej komary nas zeżrą.

-Mnie jest wszystko jedno. I tak nic z tego nie wyjdzie.

-Przy Twoim podejściu. Wrotycz coraz trudniej zdobyć. Trzeba się trochę nachodzić za nim. Nauczę się robić maści i kremy z jego zawartością. Na własny użytek.

-Szkoda, że pieniędzy nie potrafisz wyprodukować na własny użytek. Tutaj chcesz to robić? W kuchni?

-Szkoda, że alimentów z niego nie potrafisz ściągnąć. Mogę mieszać w łazience.

-To lepiej w kuchni.