Patynowa Pani Domu. Codzienność

Skoro Twoje obecne miejsce odosobnienia w ciągu ostatnich tygodni stało się restauracją, pralnią, szkołą, siedzibą pracy zawodowej, źródłem kontaktów, salą prób śpiewu, tańca i paranormalnych działań wszelakich, chatką alchemika, salonem spa, centrum dowodzenia kosmosem, salą gimnastyczną, punktem zdobywania nowych kompetencji, pracownią działań odtwórczych, halą logistyczną, korytarzem tranzytowym, to zastanawiasz się, jak będziesz funkcjonować po ustaniu epidemii i czy nie grozi Ci nerwica natręctw, jeśli codziennie sprzątasz, gotujesz, odgrzewasz, zmywasz, mieszkasz. Poszukujesz nowych smaków. Czyścisz. Polerujesz. Opisujesz. Ogarniasz. Nie ogarniasz. Przeglądasz. Porównujesz oferty. Ograniczasz. Przeliczasz. Dokonujesz wyboru. Zmieniasz wybór. Nawiązujesz kontakt. Wyjaśniasz. Składasz alternatywną propozycję. Doszukujesz się podobieństw albo różnic. Milczysz. Mówisz do siebie. Śpiewasz. Podejmujesz wyzwania. Poddajesz się. Wchodzisz na ring. Coś nie wychodzi. Rezygnujesz. Znowu stajesz do walki (głównie ze sobą). Motywujesz. Słuchasz motywacji. Oglądasz. Komentujesz. Nie komentujesz. Wyrażasz opinię.  Doradzasz. Wchodzisz do gry, kiedy chcesz i wychodzisz z niej na własne życzenie. Bez względu na to, co zrobisz, jutro też jest dzień.

Nie przypominasz sobie, abyś ostatnimi czasy tak intensywnie pracowała i kontaktowała się z innymi w celach zawodowych albo towarzyskich. Nagle okazuje się, że pewne sprawy można załatwić kilkoma kliknięciami albo dwoma telefonami. W lesie pustki. W sklepach nie ma tłumów. Sprzedawcy się uśmiechają. Pozdrawiają. Życzą zdrowia. Cały świat leży u Twoich stóp. Wystarczy się schylić, tylko uważaj na kręgosłup.

Całuchy-kluchy!

Notatki. Epidemia po polsku

Godziny przedpołudniowe. Wychodzę po zakupy spożywcze. Omijam wymarły plac zabaw i park, w którym uwija się pojedynczy osobnik, mający na bakier z równowagą i higieną. Ptaki szaleją. Mają dla siebie starodrzew, krzewy, trawnik, klomby. Wbijam do ulubionej piekarni. Sprzedawcy z plastikowymi ochraniaczami na twarzach wyglądają zjawiskowo. Znowu nie ma rogalików, które preferuję na drugie śniadanie. Nie ma i przez jakiś czas nie będzie, słyszę. Wychodząc niemal zderzam się z grupą czterech osób. Przewodniczka stada (widoczne braki w uzębieniu), za którą unosi się woal dymu, wykrzykuje „patologia, k…, gamonie, nieroby”. Wtóruje jej dziki rechot pozostałych członków stada. „Co to jest? Nie ma nic, k…, porządny człowiek nic nie dostanie”. Idę dalej. Miasto wymarło. Małe sklepy, punkty usługowe i rodzinne interesiki to obecnie biała plama na jego mapie. Pozdrawiam znajomego sprzedawcę miodu. Nie tym razem. Jak ograniczenia to ograniczenia. Rodzice z dziećmi otulonymi w koce spacerują po balkonach śpiewając przy tym. Rozpoznaję jedną melodię. Gdyby nie wybuch epidemii, nie wiedziałabym, że istnieją lokalne nienazwane Marie Callas.

Pakuję do koszyka to, co niezbędne. Z drugiego sektora, obfitującego w trunki, słychać rozmowę dwóch mężczyzn. Ich sposób bycia, strój i aparycja mogą świadczyć o tym, że zmagają się z brakiem stałego zajęcia i kobiety. „Mnie to wcale nie przeszkadza, że siedzę w chałupie, k…, żeby nam jeszcze płacili, a oni nam g…o dają. To co mamy robić za darmo? Wolę się op…. i niech ten wirus jeszcze trochę siedzi, w ch.j”.

Idę do M., gdzie bez względu na czas i okoliczności coś jest niezmienne. Pierogi ze słodką kapustą i suszonymi grzybami. Nadzienie powinno być lekko pikantne, a ciasto luźne. Boki sklejone wyłącznie ręcznie, na ok. 7 mm. Doskonałe na ciepło i zimno, nawet bez okrasy.

Miejcie dobry, szczęśliwy czas i pozostańcie w zdrowiu!

Patynowa Pani Domu. Kwarantannę da się lubić

Kolejny dzień izolacji nakazanej prawem. Twoja dziupla lśni niczym pałac Taj Mahal. Na rynku nieruchomości niewątpliwie byłaby perełką, a klienci zachwyciliby się nią od pierwszego wejrzenia. Gdyby…

Postanowiłaś, że czas odosobnienia będzie twórczy, obfitujący w czynności, na które z braku chęci lub okoliczności nie pozwalałaś sobie zbyt często. Po pierwsze gotowanie. Nie masz wyjścia. Dosłownie i metaforycznie. Dlatego sytuacja stwarza Ci możliwości do bycia kreatywną również w kuchni, miejscu traktowanym przez Ciebie jako pracownia alchemika. Po ustaniu epidemii zostaniesz mistrzynią złotej chochelki. To jeden z Twoim celów na niełatwe czasy. Marzenia zostały skutecznie zmodyfikowane przez rzeczywistość. Od kilku dni następują przerwy w dostawie bieżącej wody. Wprawdzie kawę lub herbatę możesz zaparzyć używając butelkowanej wody, ale z dbaniem o higienę już jest trudniej, nie wspominając o myciu sprzętu kuchennego, wykorzystywanego w kulinarnych eksperymentach.

Spoglądasz w lustro. To nie może być prawdą. Nie w ten czas. Nie w takich okolicznościach, ale stało się. Bez pomocy lekarza diagnozujesz zapalenie spojówek. Wizyta u okulisty odpada. Tylko gdzie bez problemu dostaniesz świetlik lekarski. Najbliższa apteka ograniczyła godziny pracy i liczbę obsługiwanych klientów, co sprawia, że kolejki i czas oczekiwania na dany specyfik znacznie się wydłużyły. Mimo to ryzykujesz. Nie mamy. Idziesz do następnej apteki. Przykro mi, nie posiadamy. Pozostają stoiska ze zdrową żywnością i hale targowe. Nieczynne do odwołania. Jest i sklep zielarski, na skutek nacisku urzędników przemianowany na punkt z kawą i herbatą. Dzwonisz. Pytasz. Towar się znajdzie. Zapraszam. Odłoży Pan dla mnie jedno opakowanie? Jeden węzeł rozwiązany.

Woda w kranie nadal nie płynie. Nie tracąc czasu zasiadasz przy kompku i wertujesz strony w poszukiwaniu nowości książkowych. Coś trzeba robić w epoce Narodowej Kwarantanny, a Twoje zasoby nieprzeczytanych książek boleśnie się kurczą. Oto propozycje wybrane specjalnie dla Ciebie, grzmi slogan księgarni sieciowej. Proszę, nawet w czasach zarazy jestem traktowana niczym klient royal class. Pierwszy pomysł. Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem? Bez zastanowienia podajesz odpowiedź: czekają na dostawę bieżącej wody. Kolejny. Jak kolekcjonować wspomnienia? Czytasz recenzje. Od autora bestseleru powinnaś uczyć się raczej technik skutecznej promocji i sprzedaży niż sposobów na zatrzymywanie czasu. Na szczęście w prywatnych zbiorach zostało Ci jeszcze trochę klasyki w PDFie. Poza tym największa biblioteka w Polsce oferuje za darmo swoje zasoby on line. Znowu zaoszczędziłaś pieniądze.

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi! Całuchy-kluchy!

 

Patynowa i hydraulik w czasach zarazy

Niepokojący Cię od kilku dni dźwięk, dochodzący z rur, może zwiastować jedno: kanały odprowadzające wodę będą potrzebować wizyty specjalisty. Tylko jak tu ją zorganizować w czasie trwania izolacji, nakazanej rozporządzeniami. Zostawisz to na później. Jakoś trzeba będzie wytrzymać i poświęcić się dla ludzkości (nie pierwszy raz zresztą). Póki co poradzisz sobie jak zwykle przy pomocy popularnych środków dostępnych np. w sklepach spożywczych. I tak trzeba wyjść po bułki.

Raz dwa wczesnym rankiem pomykasz na miasto. Na ulicach prawie pusto. Ze starych drzew dobiega śpiew ptaków i stukanie dzięciołów. Mijasz ambulans i pojazd gospodarki odpadami. Obecna sytuacja sprawia, że odtwarzasz sceny z powieści „Miasto ślepców”. Nie, nic Cię nie dopadnie, żadna zaraza ani inne zło, bo jesteś odseparowana. Starasz się segregować informacje płynące różnymi kanałami. Dbasz o higienę (dla Ciebie to żadna nowość i męczeństwo). Wietrzysz dziuplę. Zdrowo się odżywiasz. Właśnie! Twoja checklista zostaje uzupełniona o większe ilości świeżego imbiru. Tak skutecznie polecałaś napój z jego składem, że w punktach handlowych, które znasz i stale odwiedzasz, zabrakło korzenia rośliny o cudownych właściwościach. Ten dostępny w Polsce pochodzi głównie z Azji Południowej. Być może to wiele wyjaśnia, dlaczego ostatnimi dniami trudno go dostać w sklepach na terenie kraju nad Wisłą i Odrą. Twój plastyczny umysł wytrenowany w spokoju przez stale napędzającą się społeczną panikę notuje, aby włożyć do koszyka świeże owoce i warzywa. Pakujesz dwie sztuki mango. Będą na koktajl. Receptura: potraktuj blenderem obrane i podzielone na kawałki mango (nie bierzesz udziału w eliminacjach do programu związanego z gotowaniem przez celebrytów, zatem nie przejmuj się estetyką pokrojonego owocu). Dodaj pół łyżeczki mielonego kardamonu i łyżkę greckiego jogurtu. Gdy koktajl jest zbyt gęsty, dolej odrobinę wody mineralnej. Gotowe!

-Dzień dobry, Pani też wyszła z domu – słyszysz za plecami znajomy głos. Odwracasz głowę, uśmiechasz się i pozdrawiasz ją. Wyszłam z rana, aby nie robić tłoku, a przy okazji dostałam wszystko, po co przyszłam prawie bez kolejki.

Po powrocie do siebie zdajesz sobie sprawę, że nie kupiłaś niczego do udrożniania rur domowym sposobem. Trudno, drugi raz nie będziesz się narażać społeczeństwu, zostajesz w domu, jak Pan Bóg i rząd państwa środkowoeuropejskiego przykazał. Spoglądasz przez okno. Czyżby przed oczyma mignęła Ci postać hydraulika, najbardziej pożądanego specjalisty w tych niełatwych czasach. Ano, to on! Chwytasz za telefon. Sprawę ma Pani załatwioną!

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Black out

Jakie dziwne czasy nastały! Odgórny nakaz pozostania przez kilkanaście dni w miejscach zamieszkania wzbudza trwogę u znacznej części społeczeństwa. w takiej sytuacji trzeba będzie zacząć rozmawiać z dziećmi albo innymi członkami rodziny. Zorganizować im czas i przestrzeń. Wysłuchać. Pomóc w lekcjach. Zainteresować się, co lubią, a za czym nie przepadają. Wychodzić jedynie na spacery np. do lasu, parku lub tam, gdzie akurat przebywa niewiele osób?! Katastrofa! Jak to jest dzielić czas pomiędzy siebie i innych bez nadmiaru bodźców płynących z zewnątrz? Dla jednych przebywanie we własnych domostwach to wyzwanie, dla innych chleb powszedni. Ci ostatni po cichu kibicują ustawodawcom, by jak najdłużej odwlekali decyzję o zniesieniu konieczności ograniczenia kontaktów międzyludzkich.

Dla Ciebie pozostanie w obrębie własnego gospodarstwa domowego to pestka. Wreszcie będziesz mieć czas na przeczytanie dwóch stosów książek, które zalegają Ci na biurku. Ale najpierw praca zdalna. We właściwy dla siebie sposób przekazujesz informacje i załatwiasz sprawy odłożone na później. Planujesz działania, którym oddasz się w ferworze wyalienowanego szaleństwa. Napiszesz do tych, którzy być może zapomnieli, że istniejesz dla nich, a oni dla Ciebie. Przyrządzisz doskonały napój ze świeżym imbirem i plasterkiem cytryny. Będziesz podtrzymywać na duchu chwiejących się w posadach albo innych, którzy Cię o to poproszą. Zorganizujesz sobie mikro przestrzeń. Przygotujesz after party dla swojego Anioła Stróża i glonojada. I tak dalej. I tak dalej. Nie powstrzymają Cię nawet… nieprzewidziane przerwy w dostawie prądu, spowodowane przeciążeniem linii. Nachodzą Cię refleksje. Mrok i zaraza. Niczym w średniowieczu. A w tym wszystkim Ty, mała bezbronna owieczka. Będzie się działo.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Ziewaki

Poranek przywitał Cię delikatnym pocałunkiem. Nie, inaczej napisz, poniedziałkowy poranek kopnął Cię mocno w obie, słabo wyćwiczone łydki, i zakrzyknął „Jak dobrze wstać, skoro świt!” Same plusy na starcie nowego tygodnia. Nowiuśkie pędzelki do makijażu sprawdzają się idealnie. Nakładasz przy ich pomocy coraz więcej pudru, bronzera i szminki, zagubionej w wielkim mieście, o której kiedyś napisano książkę. Ta z kolei okazała się bestsellerem, a tym samym idealnym pomysłem na nietrafiony prezent. Ha, jesteś w formie od rana. Tak rozpoczęty dzień może okazać się tylko udanym.

Należysz do nielicznego grona kobiet, które zwykle wiedzą, co mają na siebie włożyć. To jest zależne od rodzaju aktywności, którą akurat uprawiasz. Twoje zajęcia oscylują głównie wokół wykonywania poleceń, a dziś dodatkowo są związane z bicepsami i tricepsami, a dokładnie ich szaleństwem na hali treningowej. Ujarzmiasz więc małe rozbójniki, które najdalej za dwa dni dadzą o sobie znać. Na odchodnym myślisz o wiosennych porządkach w szafie (rolę tego zaszczytnego mebla pełnią głównie słomiane pojemniki oraz kartony). Przydałoby się zrobić wiosenny drenaż odzieży. Może dzięki temu wiosna przyszłaby szybciej.

Ale najpierw porządki w poczcie elektronicznej. Od pewnego czasu prowadzisz ożywioną, nacechowaną subtelną ironią, korespondencję z pracownikami centrum kontaktowego. Solidnie przeszkolone osoby rzeczowo informują Cię, gdzie powinnaś się zgłosić, by usunąć potencjalny problem. Ty natomiast jako człowiek niepoddany korporacyjnej indoktrynacji rzeczowo odpisujesz „dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Sama mogłabym sobie jej udzielić”. Po przesłaniu tej frazy korespondencja zostaje zawieszona. Niczym Newton wpadasz na jeszcze jeden sprytny pomysł i natychmiast wcielasz go w życie. Szansę na zostanie sławnym fizykiem dawno pogrzebałaś. Możesz co najwyżej nazwać swojego pupila imieniem Newton, Tesla albo Galileusz choć przyznajesz, że to dziwne imiona dla glonojada. Nurtujący Cię problem został rozwiązany. Drukujesz potrzebne dane, następnie umieszczasz je w bazie. Pora uczcić sukces przekąską. Nagradzaj siebie. Tak było na szkoleniu z coachem? Było, było, a jakże.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Urodnik

Nadszedł ten dzień. Masz wolne. Nie sprzątasz. Nie nadrabiasz zaległości z pracy. Nie zajmujesz się sprawami innych. Nie ogarniasz niczego oprócz siebie. Żadnych zakupów, stania w kolejkach, nasłuchiwania mało inteligentnych rozmów przy kasach. Wstajesz niczym młoda bogini (jasne, że to przesada, dodaje pikanterii życiu) i bierzesz długi prysznic. Otulasz się szlafroczkiem i zabierasz się do przyrządzania czegoś do jedzenia. Owsianka odpada. Chcesz malutkie kanapki. A do tego kawę. Popijając ją zastanawiasz się, jak spożytkujesz ten cudowny dzień. Radiowy spiker zachęca do spacerów na łonie przyrody. Eureka! Wskakujesz w buty pamiętające czasy egzaminów i spodnie sprzed życiowej rewolucji. Biegniesz przed siebie w poszukiwaniu spokoju. Omijają Cię gromady cyklistów wykrzykujących coś raz po raz i całe stada biegaczy z urządzeniami na przedramionach odmierzającymi liczbę przebytych kilometrów. Amatorzy biegania zatrzymują się co jakiś czas i serwują selfie przy pniach drzew. Radio podawało, że spacer wśród przyrody w otoczeniu ptaków (nielicznych w stosunku do użytkowników lasu, jak się okazuje) zdecydowanie poprawia urodę i kondycję. Uwierzyłaś.

Wracasz do siebie. Postanawiasz kontynuować działania mające na celu poprawienie natury. Z szafek wyjmujesz wszystko, czym łazienka bogata i próbujesz odczytywać etykiety. To dzień piękna. Skoro tak został zapowiedziany, to niechaj takim pozostanie. Obmywasz buźkę czymś pachnącym. Potem nakładasz na twarz czarną, plastyczną masę. Napisano na opakowaniu, by dobrze ją rozsmarować, zatem czynisz wedle wskazówek. Kolejny etap to pozostawienie kosmetyku na 10 minut. W tym czasie będziesz leżeć, pachnieć (niekoniecznie substancją, którą się nasmarowałaś) i relaksować się przy dźwiękach muzyki. Kładziesz się wygodnie i zamykasz oczy. Budzi Cię uczucie mocnego ściągnięcia na twarzy. Dotykasz policzka. Dociera do Ciebie, że nie zmyłaś maseczki. Idziesz do łazienki i próbujesz zetrzeć to, co masz na twarzy. Udaje się po wielu próbach, ale jak teraz mocno szczypie. Gdzie Twój olejek? A , jest! Bryzg! Na koszulce ląduje część zawartości buteleczki. Masujesz kolistymi ruchami facjatę. Ojej, ale jak wygląda podłoga. Trzeba ją czym prędzej zetrzeć. Ręcznik i poducha też oblepione czarno-szarym gipsem. Próbujesz je doczyścić. Żegnaj, poduszko. Byłaś mi wierna przez tyle lat.

Zmęczona niezapowiedzianymi porządkami i zaskoczona możliwościami, jakie w Tobie drzemią, postanawiasz kontynuować prace nad poprawianiem tego, co już w sobie masz. Pora na stopy. Czas oczekiwania na działanie zabiegu pielęgnacyjnego wynosi ok. 20 minut. Poświęcisz się. Siadasz przy stole i odmierzasz czas. Nie wytrzymujesz bezruchu i bierzesz się za przygotowanie sosu winegret. Ostrożnie pamiętając, że na stopach masz coś tłustego. Jeżeli sos znowu nie wyjdzie, to dasz sobie spokój i przez najbliższy rok nie będziesz jeść sałatek z jego dodatkiem. Przelewasz składniki do słoiczka, zamykasz go szczelnie i je łączysz. Po trzech minutach następuje degustacja. Pycha. Taki właśnie sobie wymarzyłaś. Zaraz coś do niego przygotujesz. Zrywasz się gwałtownym ruchem z krzesła i… zapomniałaś, że masz tłuściutkie stopy. Wstań, otrzep pył z nóg i weź się za siebie… Wytrzyj maź, którą masz na stopach. Nałóż grube skarpety. Pora na podwieczorek. Zacznij działać. Poprawianie urody ma swoje zalety. Można wreszcie nauczyć się, jak przygotować idealny winegret.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Idziemy w stronę parku. Puste ławki w enklawie z dala od wielkomiejskiego zgiełku wyraźnie zaczynały Ci ciążyć. Wiem, że lubisz być wśród ludzi. Liczysz na spotkanie kogoś znajomego. Im bliżej parku, tym bardziej tłum gęstnieje. Godziny popołudniowe. Ludzie wysypują się zewsząd. Jedni pojawiają się z jedzeniem na wynos w styropianowych opakowaniach. Inni taszczą elektryczne grille i czteropaki. Kurz. Mnóstwo kurzu. Jazgot. Pokrzykiwania. Wieża Babel. Ktoś gra na bębnach. Ktoś na ukulele. Nikt nie bierze pod uwagę, że potencjalna publiczność może mieć ochotę na słuchanie ciszy. Nie idźmy tam. Za ciemno. Tam też nie. Smród będzie czuć. Tam siedzą z psami. Będą szczekać i nie poleżymy. To co robimy w majowy weekend? Przykro mi. Te ławki też zajęte. Zaraz ktoś tu przyjdzie. Leć po piwo. I wino weź, bo Daria z Kubą zaraz będą. Piszą, żeby wziąć im chilijskie. Odgoń te ptaki, bo nam zeżrą rogale. Nie syp okruchów, bo nie odlecą. Pomysłodawcy nie biorą pod uwagę faktu, że to oni zajęli terytorium ptaków, a nie odwrotnie. Wokół mnóstwo skórek po owocach. Na sąsiedniej ławce para usiłuje coś ustalić. W pełnym słońcu on popijając raczej ciepłe piwo z puszki odpowiada półsłówkami. Ona gwałtownie gestykuluje krzycząc, co jest dodatkowo zagłuszane przez nieustannie szczekające psy oraz przejeżdżających rowerzystów prowadzących głośną rozmowę. On odrzuca większość jej pomysłów. Spór dotyczy potencjalnie wspólnej przyszłości. Ona okazuje zniecierpliwienie. On pozoruje spokój. Sili się na oddalenie sporu na bliżej nieokreślony termin. Zmieniamy miejsce. Wybór pada na trawnik. Sprawdziwszy stan murawy rozkładamy kurtki i bluzy. Jest względnie czysto. Wszędzie dookoła grupy ludzi w różnym wieku mających iluzoryczne poczucie bycia we wspólnocie, walczące z poczuciem osamotnienia. Większość wyciąga elektroniczne gadżety i co rusz nerwowo sprawdza stan połączeń. Pośród tłumu Kobieta, Która Się Nie Uśmiecha.

Patynowa Pani Domu. Urządzanie wnętrz

Dziś o tym, co w przyrodzie jest dość popularne o tej porze roku, czyli o zakładaniu i budowaniu gniazda. Nie jest to oczywiście pozycją obowiązkową w kanonie zadań do zrealizowania na przestrzeni czasu, który Tobie pozostał. Ale gdy już zdecydujesz, że wybrałaś miejsce do zajmowania na dłużej, postaraj się, by miało Twój charakter i odzwierciedlało Twój pomysł na siebie. Po pierwsze o wyborze decydujesz Ty, a nie rodzina, przyjaciele, znajomi z portali społecznościowych, koledzy w wojska dziadka albo inne istoty chcące umieścić temat pomocy w swoim duchowym CV. Załóżmy, że znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie, a od teraz zabierasz się za nadanie odpowiedniego kształtu swojej przestrzeni.

Kolor ścian. Biel będzie kojarzyć się ze szpitalami dla obłąkanych, ale Cię wyciszy. Pastele wydadzą się zbyt cukierkowe. Barwy w odcieniach beżu i piasku zbyt archaiczne i oklepane. Blada zieleń robi wrażenie tandetnej. Ciemne kolory nie sprawdzają się w małych pomieszczeniach. Czerń odpada. Co zatem pozostanie? To, co uwielbiasz. W wyborze kieruj się intuicją oraz własnym gustem. Weź pod uwagę swoje możliwości finansowe. Sprawdź stan swojego konta i zdecyduj, czy ściany faktycznie wymagają odświeżenia.

Umeblowanie. Realizację tego etapu rozpocznij od odwiedzin znajomych i sąsiadów. Może akurat będą pozbywać się kilku ich zdaniem niepotrzebnych mebli i sprzętów. Sprawdź oferty w outletach (również internetowych), na wystawkach, wyprzedażach garażowych oraz pchlich targach. Nie będziesz korzystać z używanych, ponieważ nie masz zaufania do sprzedawców i nie chcesz przejść nieznanymi zapachami? Ok, nie kupuj więc mebli. Kto powiedział, że nie można przespać życia na materacu, a rzeczy przechowywać w kartonach? Miejsce, które zajmujesz, powinno wyrażać Twoją osobowość. Wyryj to sobie w sercu i noś niczym identyfikator. Jeżeli uwielbiasz kartony i pudełka z sieciówki, to je zatrzymaj. Pamiętaj o opisaniu ich zawartości. Stół i krzesła. Z tym będzie trudniej. Jeśli nie odpowiada Ci masowa realizacja pomysłu na te meble, sporządź własny projekt i poszukaj wykonawcy. Zawsze możesz poprosić tego, kogo lubisz, aby pomógł w wykonaniu. Przy okazji przekonasz się, do czego on/ona się nadaje. Praca przy realizowaniu zamierzeń przynosi wiele korzyści, lecz przede wszystkim skutecznie zweryfikuje nasze znajomości. Jeśli chcesz obniżyć koszty produkcji, możesz samodzielnie wykonać prace renowacyjne. Zaopatrz się w potrzebne narzędzia, obejrzyj odpowiednie filmy instruktażowe w sieci i… do dzieła. Nie martw się rezultatami. Może być tylko lepiej niż na początku, gdy stołu i krzeseł nie było.

Pamiętaj o nagradzaniu siebie za przebrnięcie przez kolejny etap prac. Formą gratyfikacji może być w zależności od nastroju: rozmowa z dawno niesłyszaną koleżanką, zakupy podstawowych produktów spożywczych, wyjście na spacer do lasu. To nic, że w pobliżu go nie ma. Wsiądź na rower i w drogę. Nie masz roweru? Pożycz. Nie masz od kogo? Na to też jest sposób. Jasne, że na końskim grzbiecie również można wyruszyć na poszukiwanie przygody. To znacznie ciekawszy pomysł na spędzanie wolnego czasu niż maraton po sklepach.

Tyle na teraz. Następnym razem będzie o dodatkach, zielonym kąciku oraz elementach dekoracyjnych (Twoja obecność sam w sobie jest jednym z nich). Tymczasem całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Świąteczne śniadanie

Tym razem na pewno będzie inaczej. Ubierzesz się odświętnie. Co to pojęcie oznacza w dress kodzie Patynowej? Odświętnie, czyli nie w schodzony dres pamiętający czasy Twoich kilkuletnich postanowień o wzięciu udziału w zajęciach sportowych kształtujących sylwetkę. Wstajesz wcześniej niż w zwykły wolny dzień z zamiarem przygotowania siebie i swojego gniazdka na przyjęcie gości. Stół został pięknie nakryty już poprzedniej nocy na wypadek, gdybyś nie usłyszała budzika lub chciała jeszcze dospać przez kilka minut. Budzisz się przed usłyszeniem sygnału drażniącego uszy bardziej niż piła tarczowa służąca do wycinania drzew. Wyłączasz więc budzik. To będzie wyjątkowy dzień. Mówią o tym znaki na niebie i ziemi oraz te łączące obie rzeczywistości. Twój ganek odwiedzają skrzydlaci przyjaciele. Radio serwuje muzykę klasyczną przetykana łagodnym głosem dziennikarza i zaproszonych do studia gości. Przykładasz głowę do poduszki i wchodzisz z nią w głęboką komunię. Ockniesz się na dźwięk dzwonka… do drzwi. Zrywasz się jak na komendę i biegniesz otworzyć niedbale narzucając na siebie szlafrok. Na szczęście to tylko sąsiadka, która przyszła z gorącą prośbą o wyrozumiałość. Tłumaczy, że słyszała, jak się krzątasz, a dziś przypada jej okrągła rocznica ślubu, goście już zaproszeni i czy nie mogłabyś pożyczyć jej dwóch krzeseł, bo będzie więcej osób niż początkowo sądziła. Zgadzasz się bez mrugnięcia okiem i wydajesz zdekompletowane meble. Sąsiadka dziękuje i uprzedza, że dziś do wieczora może być głośno. Uśmiechasz się życząc udanej zabawy i zamykasz drzwi. spoglądasz na zegarek. Na prysznic za późno. Na układanie włosów tym bardziej. Wcierasz zatem we włosy coś, co przypomina gluty, po czym wskakujesz w dżiny mocno nadgryzione zębem czasu i koszulę nieco poprzecieraną przy kołnierzyku. Gromadzisz produkty niezbędne do ugotowania białego barszczu. Nie czas na rozstrzygnięcia, czy powstanie z nich żur, czy biały barszcz. Ważne, by odpowiednio pocięte i połączone stanowiły jedność przeznaczoną do ogrzania wnętrzności. W chwili, gdy wybrzmiewa dzwonek, kończysz doprawianie solą i pieprzem. Idziesz otworzyć, ale nie myślisz o zdjęciu potrawy z kuchenki. Witasz się z gośćmi. Wieszasz ich ubrania. Prowadzisz small talk, który przeciąga się w potrójny medium talk. Zapraszasz do stołu. Przed nimi przecudny widok. Zawartość gara spływa po jego zewnętrznych ściankach. Odruchowo zdejmujesz go z kuchenki. Przepraszająco prosisz o chwilę na przelanie barszczu do wazy. Wiesz, że jej nie masz, ale od czego są rodzina i wypróbowani znajomi? Dzwonisz do tych, którzy powinni być w drodze. Na szczęście jedna z nich była jeszcze w domu i zapewniła, że zabierze wazę i dwa krzesła z garażu weźmie. Ktoś mógłby śmiało powiedzieć, dlaczego nie przelejesz zupy do innego, mniejszego garnka. Ale Ty wiesz, że w podczas świątecznego śniadania trzeba zadać szyku, dlatego decydujesz się na wazę. Wykładasz na stół wszystko, czym chata bogata. Goście chętnie włączają się do pomocy. Proponujesz rozpoczęcie śniadania przystawkami w postaci sałatki (jak dobrze mieć mamę), jajeczek przepiórczych w sosie tatarskim (popisowe danie taty) oraz tortilli  do wyboru: z łososiem, szpinakiem i serem feta w wersji wege (podarunek od kolegi, wiecznego hipisa, i jego konkubiny próbującej sił jako malarka, śpiewaczka, hafciarka i producent świec). Waza i krzesła nadciągają w trybie przyspieszonym niczym skład pociągu próbujący nadrobić opóźnienie (choć gdy w Koluszkach prądu braknie, nie będzie mieć znaczenia typ wykupionego biletu i kategoria pociągu). Skoro jest Was komplet, czynisz honory domu i rozlewasz barszcz do talerzy. Zapowiada się pracowity dzień…

Wesołego Alleluja!