Notatki. Obsługa klienta

Preferuję zakupy w sklepach internetowych. Nie tylko ze względu na bezpieczeństwo w czasie epidemii covid. Jeśli już się zdarzy, że uzupełniam zapasy w stacjonarnych punktach handlowych, chcę być obsługiwana szybko i sprawnie bez zbędnego rozwlekania niepotrzebnych dialogów pomiędzy sprzedawcą a konsumentem. Czytam ze zrozumieniem informacje zawarte na tabliczkach. Mielenie na życzenie. Poproszę 50 gramów aromatyzowanej kawy o smaku pieczonych kasztanów i tyle samo o zapachu kubańskiego rumu. Tylko tyle? Tak. Chciałabym spróbować. I prosiłabym o zmielenie. Wyraz twarzy sprzedawcy mówi za siebie. Mam brudzić młynek dla Twoich nędznych 50 + 50?! No dobrze, tym razem Ci zmielę, ale o następnym zapomnij. I z takim nastawieniem przystępuje do pracy. Zlikwidowano mój ulubiony punkt z kawą, w którym pojawiałam się doraźnie podczas pauz. Baristów, standardy i obsługę kawiarni wspominam z rozrzewnieniem. Dlatego wybrałam się na poszukiwania innej miejscówki specjalizującej się w serwowaniu zestawów śniadaniowych (w moim przypadku pełniących nierzadko funkcję szybkich, spontanicznych kolacji).

Jednego razu przyjechałam mocno spóźnionym pociągiem. Wygląda na to, że po całym dniu poszczenia zdążę co najwyżej na tosta z kawą, jeśli oczywiście „moja” kawiarnia jeszcze będzie czynna. Była czynna. A wewnątrz przy każdym pojedyncznym stoliku siedział jeden klient i wsuwał „mój” zestaw podróżny. Obsługa lokalu mnie rozpoznała. Pani kiedyś dostarczyła nam książki. Istotnie, to byłam ja. Co dzisiaj bierzemy? Wegański koktajl. Plus średnia kawa z mlekiem. Plus tost bez mięsa. Ze świeżymi liśćmi szpinaku. Jak szaleć, to szaleć. Ale Państwo zaraz zamykają. Spokojnie, przecież nie wygonimy klientów. Są Państwo po długiej i zapewne ciężkiej podróży. Jeszcze trzeba kasę rozliczyć. Kawa dla Pani gratis. Jak to?! Zebrała Pani wystarczająca liczbę punktów. Chyba że Pani nie chce darmowej kawy. Zróbmy tak. Jedną wypiję w ramach programu lojalnościowego, a drugą poproszę zawieszoną. Na jutro. Największą i najmocniejszą, jaką Państwo mają. Czytałem książki, które Pani przyniosła na wymiennik. O czym były? O Ameryce Południowej, o tym, jak malarka jadała tosty z awokado. I do tego kawa. Od razu pomyślałem o Pani. Zazwyczaj wybiera Pani tosty z awokado i nosi Pani chustę zarzuconą na ramiona. Różne chusty. Jak ona.

Tamta kawiarnia już nie istnieje. Jej byłej obsłudze życzę wszystkiego najlepszego. Aby zaparzali najlepszą kawę i serwowali najbardziej chrupiące tosty, o jakich tylko można pomarzyć. Pocovidowy świat nie będzie normalny.

Notatki. W księgarni

-Zeszło na psy to wszystko. Wydawcy. Autorzy. Księgarnie. Sprzedaż. Wszystko. Jakiś chłam i nic więcej. Nie macie pojęcia o rynku księgarskim.

Dyskusja w tym tonie trwała w najlepsze i zastała mnie podczas szperania na półkach z towarem przeznaczonym do wyprzedaży. W ulewne dni w trakcie trwania urlopu postanowiłam odwiedzać księgarnie tudzież czytelnicze kawiarnie, w których wizyta stanowi dla mnie nieodłączny element udanego wypoczynku. Tą zasadą kieruję się od ładnych paru lat. Przyglądam się nie tylko tytułom i sprzedawcom, ale również klientom. Niekiedy wdaję się w niepotrzebną, jak się z czasem okazuje, dyskusję. Lubię wiedzieć, o czym i jak mówią czytelnicy. Niektórzy z nich niewiele robią sobie z tego, że mają publiczność. Tak było i tamtym razem. Dystyngowany jegomość pouczał sprzedawcę o historii książki i rynku księgarskiego powołując się na swoje liczne odwiedziny w czytelniczych świątyniach.

-I po co te gadżety? Księgarnia powinna być księgarnią, a nie punktem sprzedaży błyskotek i jakiegoś badziewia.

-Ale te gadżety są związane z czytelnictwem, zachęcają do czytania, rozumienia i dyskutowania, odparła z uśmiechem pracownica księgarni.

-Jakieś kubki, pierdoły. Poza tym większość tego, co Pani sprzedaje, została wydana niechlujnie. Autorzy nie odbyli gruntownego wykształcenia. Nie wiedzą, o czym piszą, a redaktorzy niestarannie wrzucają teksty do druku i nie separują kiczu od wartościowych dzieł.

-Każdy ma prawo popełnić książkę. Czasy się zmieniły. Wystarczy znaleźć wydawcę, złożyć projekt i czekać na akceptację. Sprzedajemy to, co nam schodzi bądź potencjalnie zejdzie, na co jest zapotrzebowanie.

-Psujecie tym samym rynek promując badziewie.

-Jeżeli Panu nie odpowiada tutejszy asortyment, proponuję skorzystać z oferty innej księgarni.

-Na przykład to. Co to jest? Asertywność. Ludziom trzeba pisać książki o tym, jak odmawiać?

-Jak bronić własnego zdania, własnych przekonań i nie dać się wykorzystywać, np. w pracy.

-Naczytają się głupot, uwierzą jakimś tam niby ekspertom, a potem im się pracować nie chce.

-Jeśli chciałby Pan skorzystać z porady w zakresie doboru lektury, chętnie pomogę. Dalsza dyskusja na inne tematy raczej nie ma sensu. Powinnam wracać do obowiązków.

-Pani obowiązkiem jest uwzględniać życzenia klientów i odpowiadać na ich pytania, a ja się tego domagam jako klient właśnie.

-Nie jest Pan jedynym na pasażu, więc powoli Pan…

-Pozwoli Pan! Pozwoli Pan! Nawet obsługi klienta Panią nie nauczono. Niech Pani idzie już, gdzie chce.

One. Wybór

-Co Ty nałożyłaś na twarz?

-Peeling zawierający ziarna zmielonej kawy.

-Lepiej to zmyj, bo jeszcze mała się wystraszy.

-Jeśli ojca się już nie boi, to współlokatorki w maseczce tym bardziej nie będzie.

-Jeszcze zacznie Cię naśladować, a ja stracę u niej autorytet.

-Kiedy go miałaś?

-A Ty swoje. Dom zaczyna przypominać chlew, bo wszędzie nastawiałaś jakiś słoików z nieznaną zawartością.

-Recycling, organiczne kosmetyki. Słyszałaś zapewne. Wykorzystuję, co się da, aby oszczędzać energię i w ten sposób coś robić dla planety. A zużyte fusy po kawie nadają się również do nawożenia roślin.

-Zrób coś wreszcie dla siebie, a planeta i świat będą Ci wdzięczne.

-Co dokładanie masz na myśli?

-Zacznij zarabiać, weź się za siebie. Nie mówię, że to, co robisz, nie ma wartości, ale może czas wziąć sprawy w swoje ręce?

-Życie mam ułożone.

-Nazywasz porządkiem zajmowanie się cudzymi dziećmi, ogarnianie domu i nakładanie na twarz czegoś, co powinno lądować na śmietniku?! Wszędzie walają się te Twoje organiczne produkty. Kawa jest coraz droższa, a my potrzebujemy jej coraz więcej na Twoje fanaberie. Dom zaczyna cuchnąć.

-Tę miejscówkę trudno nazwać domem.

-Proszę, wielka pani redaktor zabłysnęła elokwencją i dowcipem.

-Skończ.

-Tkwisz w tym miejscu nie dlatego, że tak wybrałaś, moja droga, ale dlatego, że nie masz wyboru.

-Ty za to masz i dlatego nie podejmujesz pracy zgodnej z kwalifikacjami, tylko zadowalasz się byle czym. Nie wymówisz mi pokoju, bo układ jest dla Ciebie korzystny. Masz ogarnięte mieszkanie i dzieci, a ktoś dokłada się do rachunków. Masz na kim wieszać psy za swoje nieudane życie osobiste. Dzieciaki są za małe, a kot Ci nie napyszczy. Możesz wybrać co najwyżej puszkę z żarciem dla niego, ale jemu wszystko jedno, co będzie wszamiał.

Notatki. Marzec

Mija kolejny miesiąc nierównej walki ze zjawiskiem szumnie określanym jako pandemia. Niecierpliwie zaglądam na witryny jeszcze czynnych punktów handlowo-usługowych. Na szybach ogromne napisy w stylu „nie poddajemy się, walczymy do końca”. Jakiego końca? Czyja to wojna? Co dla jednych jest celem, dla innych stanowi środek do celu. Znam takich, dla których epidemia jest wybawieniem. Nie muszą wychodzić z domu, chyba że po coś do jedzenia, a i to można obejść zamawiając zakupy spożywcze przy pomocy aplikacji. Wreszcie nie trzeba udowadniać wszystkim dookoła, że sobie radzą. Wreszcie nie trzeba zapraszać gości, co można przecież wytłumaczyć względami sanitarnymi. Nie trzeba podejmować trudu dbania o siebie i otoczenie myśląc „wreszcie nikt niczego ode mnie nie chce i ja niczego od nikogo nie chcę”. Nie trzeba licytować ze znajomymi, w jakiej kto knajpie ostatnio był, co spożywał, za jakie pieniądze, gdzie i jaką sztukę obejrzał, jaki film, dokąd wyjechał na weekend. Nie przyznają się oficjalnie do tego, że wreszcie mogą występować bez masek, bo nie ma publiczności. Pokazywać tego, co gotują, jeśli w ogóle coś potrafią ugotować. Stan pandemii to dla nich błogosławiony czas i oby trwał jak najdłużej. Doklejają do tego teorie, że są intro- ekstra- czy a-. Niespójność w ich myśleniu, mowie i działaniu bije po oczach.

Wyobrażam sobie, że jestem wędrowcem. Podróżuję z walizką wyszperaną w sklepie ze starociami. Taką, jakiej nikt nie ma. Nie cierpię pospolitości przejawiającej się w sposobie bycia, mówienia, ubierania się, urządzania życia „po swojemu” Żałosne: ci, którzy najbardziej zarzekają się, że ogarniają się po swojemu, stanowią mdłe kalki tego, co serwuje popkultura, a im głośniej wyrażają swój pogląd, tym bardziej staje się to żenujące. W mojej walizce nie ma wielu rzeczy. Jedynie pamiątki mające wartość sentymentalną. Filiżanki. Etniczna biżuteria. Zdjęcia. Ok, nośniki ze zdjęciami, ale część fotografii chciałabym mieć wywołanych. Produkty made by herself. Reczy przytargane podczas podróży przez ocean, dwa kontynenty, a czasami trzy. Bagaż podręczny to pamięć o ludziach, krajach i kulturach, natomiast świadomość to pamięć o smakach, dotyku, migawkach z życia wędrowca. Bez rozmaitych form graficznego retuszu. Wystarczy, aby wyruszyć w dalszą drogę i nie zatrzymywać się. Podróżuję z punktu do punktu czasami zatrzymując się w miejscu, które uznam za właściwe. Rozpoznasz mnie po walizce, martensach i kapeluszu.

Pozostań w dobrym zdrowiu i miej piękny, wiosenny czas! Żyj w ciągłym ruchu, byle nie na karuzeli! I nie przekonuj innych nieustannie, że sobie radzisz, bo to widać.

One. Książki

-Znowu się na niego wściekłaś.

-Aż tak widać?

-Pewnie, że widać. Zasiadasz do kompulsywnego pisania za każdym razem, gdy od niego wracasz albo kończysz rozmowę.

-Spostrzegawcza jesteś.

-Jedni obżerają się lub piją, idą na zakupy, na siłkę albo na szybką randkę. Ty zasiadasz do kompa i stukasz w klawiaturę niczym Beethoven w pianino.

-Już dawno niczego nie napisałam. Chciałabym nadrobić zaległości.

-Jeśli nie możecie bez siebie żyć, razem czy osobno, może powinniście wziąć ślub? Chętnie widziałabym Cię…

-Sorry, piszę, za pół godziny będę do Twojej dyspo…

-Może stałabyś się słynną pisarką, skoro on tak na Ciebie działa. Wpadasz w twórczy szał, wystarczy, że chwilę porozmawiacie ze sobą na chacie, a Ty wracasz jak natchniona do działania.

-Posegregowałaś książki?

-Nawet nie rozpakowałam kartonów.

-Miałyśmy to zrobić razem. Wiesz, jak trudno będzie mi się z nimi rozstać.

-Tu niedługo nie będzie czym oddychać. Musimy się pozbyć części z nich.

-Nastawiam się, że gdy Ty wydasz własną książkę, będzie tu jeszcze mniej miejsca, ale do tego czasu może przeprowadzisz się i zamieszkasz gdzieś w starym wiatraku. Z nim. Twój książkowy książę zapewni Ci życie na odpowiednim poziomie. Ramiona wiatraka będą skrzypiały, a ja będę Was odwiedzać, jeśli mnie zaprosisz. Przy okazji pomogę w promowaniu Twojej twórczości.

-Co ja bym bez Ciebie zrobiła. Ok, zamykam zdanie i zaczynamy buszowanie wśród zdechłych moli. Na początek pawlacz.

-Tamte są po byłych lokatorach. To jakieś druki z dziedziny ogrodnictwa czy coś. Szkoda ich tak po prostu…

-Mówili, co mamy z nimi zrobić?

-Tak, przekazać bibliotekom albo antykwariatom.

-Do dzieła. Przynieś reklamówki. Jutro z samego rańca pojedziemy z nimi w okolice Rynku.

-W sobotę? Weekend jest.

-Te, z których pisałaś doktorat, zostawiamy.

-Nie będę potrzebne. Dajmy je do reklamówek. Może jakiś zbłąkany doktorant lub amator uprawy ziemi skorzysta z tej wiedzy.

-Tamtych nie oddam.

-Są… Wyglądają niezbyt estetycznie.

-Kupiłam je na dworcu, a właściwie otrzymałam za drobną przysługę. Nawet ich nie przeczytałam.

-Podobnie jak znacznej części z nich. Zdradzisz, jaką?

-Co jaką?

-Przysługę.

-Za pogawędkę.

-Może i ja wybiorę się na dworzec, aby porozmawiać. Nie wiedziałam, że w ten sposób można dorobić.

-Worek na śmieci i do makulatury.

-Nie chcesz chyba wychodzić w taką pogodę.

-Daj, bo się rozmyślę.

Notatki. Dzień Kobiet

Pora na kolejne świętowanie. Tym razem obchodów dnia, na który czekają kobiety z wytęsknieniem jawnym bądź ukrytym. Niektóre już kilka dób przed wybuchem szału na lansowanie bukietów i czekoladek zamieszczają ich zdjęcia na portalu z lajkami. W sieci mnożą się artykuły proponujące rozmaite sposoby i formy spędzania wolnego czasu 8 marca, czytane przeze mnie lawinowo. Dowiaduję się z nich m.in. do czego nosić klasyczną białą bluzkę. Must have w szafie każdej baby. Mam szafę? Tak. Białą bluzkę? A jakże. Nawet w dobrej kondycji. Nic dziwnego, skoro była zakładana jedynie na egzaminy, w tym dojrzałości oraz poprawkowe. Zatem liczy sobie… Niejedną dekadę. Nie cierpię klasyki w takim wydaniu i najchętniej pozbyłabym się jej, lecz została wykonana z… i dlatego sporo wówczas kosztowała. Nie potrafię się z nią rozstać, choć prezentuje się na mnie i na innych dość żałośnie. Kiedyś potnę ją nożyczkami i dopiero wtedy wyrzucę. Nie nadam jej drugiego życia. Nie odstąpię potrzebującym. Marzę o sytuacji, w której klasycznym strojem na egzamin będzie koszula flanelowa typu unisex i martensy, których kupiłabym kilka(naście) par na zapas. To by zależało od tego, jak często kwalifikowałbym się do poprawkowych. Styliści obu płci radzą, by nie przesadzać z liczbą ubrań, lecz zwracać uwagę na ich jakość oraz etyczną produkcję. Oczywiście ciuchy powinny być wykonane z organicznych materiałów.

Jako że lokale gastronomiczne wciąż działają w trybie na wynos lub z dowozem, oferują przygotowanie romantycznej obiadokolacji przy świecach zapewniając wszystkie detale, począwszy od wyłącznie wyśmienitych dań wraz z deserem i apertifem poprzez obrus, a skończywszy na środkach rozjaśniających półmrok i tworzących nastrój. Zorganizujemy Wam romantyczny wieczór. Ty wybierasz menu i dodatki, my zajmiemy się resztą. Ok, może być pizza z ananasem. Świece mam. Lampkę też. Jestem w gronie osób jadających włoski specjał z zapuszkowanym owocem w kształcie koła z dziurką po środku oraz pijących kawę wyłącznie z mlekiem.

Propozycje prezentów z okazji Dnia Kobiet: kurs makijażu (wirtualny oczywiście). Wyobrażam sobie romantyczną scenę. Ona i on siedzą w półmroku (mogło zabraknąć zapalniczki do świec na przykład) przy daniach serwowanych w naczyniach jednorazowego użytku. Ona ubrana w klasyczną białą bluzkę wielokrotnego użytku, on w mniej klasyczną. Po wzniesionym toaście on wyjmuje potwierdzenie przelewu za wykupiony abonament na kurs makijażu. Jest moc! Albo ona drżącą dłonią rozpakowuje prezent przewiązany atłasową czerwoną wstążką, a tam… Bielizna, o Której Zawsze Marzyła, tylko rozmiar nie ten. Za mała. Ona myśli. Na pewno kogoś ma i ten prezent był dla niej. A to łajdak. Za duża. Ona myśli. Nawet nie zna mojego rozmiaru! Czyżbym aż tak przytyła?! A to łajdak.

Cieszmy się i nie myślmy za dużo… Świętujmy i pozwólmy świętować innym. Dajmy sobie prawo do popełniania błędów, ale jedynie wtedy, gdy czegoś się na nich nauczymy.

Notatki. Luty i co dalej.

Arktyczne mrozy, a po nich odwilż. To naturalna kolej rzeczy. Jeszcze kilka tygodni temu zamarzło moje myślenie o noworocznych postanowieniach, snutych wśród bąbelków musującej cieczy zwanej potocznie szampanem. Dziś już część postanowień odparowała. Dosłownie. Jak tu planować podróże i domowy budżet, jeśli ogólnoświatowa gospodarka nadal pozostaje w stanie delikatnie mówiąc stałym. Budzę się z zimowego snu, który trwa od blisko roku. Usiłuję przypomnieć sobie, czego mi jeszcze nie wolno, co zostaje odłożone na później, czego na pewno nie zrealizuję, a co może dojdzie do skutku, a może nie. Codzienność stawia coraz więcej wyzwań. Zakupy robione wśród przecenionych serduszkowo umotywowanych produktów, tulipanów z okazji Dnia Kobiet oraz czekoladowych zajączków i jajeczek. Niech żyją spece od marketingu, których kalendarz nie różni się niczym ogólnie przyjętego, i dzięki temu niezorientowani w światowych trendach mogą liznąć tego miodu. Zapasy. Coraz ich więcej. Na wypadek, gdybym nie mogła przez jakiś czas urzędowym nakazem wychodzić z dziupli.

Przedwiosenne porządki. Zachęcam do nich każdego. Jeśli chcesz, pomogę. Podpowiem. Doradzę, co zrobić z… Wzruszające są apele organizacji charytatywnych o nieoddawanie osobom z doświadczeniem bezdomności produktów zużytych, bezwartościowych, zabrudzonych wydzielinami. Ludzkimi i zwierzęcymi. Cóż, każdy może podarować jedynie to, co ma wewnątrz siebie. Niektórzy zbyt dosłownie zrozumieli tę zasadę, ale zapomnieli, że fortuna kołem się toczy.

Pieczołowicie układam czerwone szminki. Mam je tylko w tym kolorze, ale w różnych jego odcieniach. Moja twarz ma różne odcienie, którym nie mogę jeszcze nadać odpowiedniego wyrazu ze względu na przymus noszenia maseczek. Tak więc nakładam szminkę na usta, gdy pozostaję we własnym mieszkaniu, aby nie zapomnieć, do czego służy uwielbiany przeze mnie kosmetyk. Łazienka zmienia się w laboratorium. Tworzę w nim specyfiki do pielęgnacji ciała. Próbuję czytać. Opowiadania. I słuchać. Twojej historii. Nie denerwuj się, że jeszcze jej tutaj nie zamieściłam. Jestem głodna Twoich opowieści. Chcesz rozmawiać o wszystkim. Bez tematów tabu. Pytasz. Nie zawsze odpowiem. Moją ulubioną biblijną postacią jest Jan Chrzciciel. Mówię niewygodne rzeczy, więc pewnie skończę podobnie jak on. O głowę skrócą mnie ci, którzy rekrutują się z kręgu moich wielbicieli. Pytasz, czy przyjadę. Na razie nie przyjadę. Nie wolno. Nie można. Nie powinnam. Nie trzeba. Nie teraz. Nie wiem. Pisz. Coś wymyślimy.

One. E.

-Nie schodzisz na kolację?

-Nie.

-Drugi dzień tak leżysz. Będą szemrać.

-Był T. Mówiłam mu, że chyba się czymś strułam. To pewnie ta kapusta. Nie mogę jeść kapusty. Szkodzi mi.

-Jak chcesz.

-Powiedz, że nie zejdę, gdyby pytali.

-Pracujesz gdzieś?

-Tak. W szkole.

-Czego uczysz?

-Biologii.

-Da się z tego wyżyć w W.?

-Mam etat w państwowej i dorabiam w prywatnej. Jakoś daję radę. Wynajmuję pokój…

-A co masz na twarzy? Co to jest? Dobrze nie wygląda, tzn. miałam na myśli…

-To choroba. Nie powinno Cię to zajmować.

-Powinno. Dzielę z Tobą pokój. Byłaś z tym u lekarza?

-Idź już.

-Pójdę, gdy będę chciała.

-Po co tu przyjechałaś?

-Po to samo, co i Ty.

-Chcesz się dowartościować, że niby nie jesteś taka jak my.

-Jeśli chcesz, dam Ci namiar na specjalistę. Coś wymyśli na…

-Idź, bo mnie głowa rozboli od Twojego gadania.

-Pójdę, ale najpierw usłyszysz, co sądzę o Twoim wymyślonym bólu brzucha oraz innych dolegliwościach. Użalasz się nad sobą. To Ty gardzisz nami, bo mamy siłę, by coś zmienić w życiu.

-Nie męcz mnie już.

-To Ty męczysz mnie i innych uczestników zajęć swoją izolacją i niechęcią do wszystkiego. Myślisz, ze jesteś od nas lepsza, bo nie żresz. Dobrze wiem, na co chorujesz. Też pracuję z ludźmi.

-Co robisz w pracy?

-Sprzedaję kosmetyki.

-Łżesz!

-Zaburzenia odżywiania prowadzą czasami do takich wykwitów skórnych. A Ty tu leżysz niczym cesarzowa, a inni niechaj chodzą na paluszkach i nie zakłócają Twojego świętego spokoju. Masz wypisane na ryju, co grane. I wiesz co? Pieprzę Twoje zaburzenia i fochy. Nie zapomnij wywietrzyć łazienki, a wcześniej jej umyć. Nie zamierzam znowu wdychać niestrawionego kwasu żołądkowego.

-Poproszę o nowy pokój.

-Nie dostaniesz osobnego. Najwyżej z kimś, Jaśnie Pani. To nie jest prywatny ośrodek dla świrów. Jesteśmy rozdzieleni nieprzypadkowo. Mamy siebie nawzajem wspierać i pilnować, a gdyby coś niepokojącego się działo, to zgłaszać.

-A Ty jesteś ich pierwszym kablem. Co tam wypisujesz w tym swoim zeszycie? Myślisz, że nie widzę, co robisz po nocach?!

-Uczę się. Sporządzam notatki.

-Oblało się egzaminy, co? Nie kłam, o mnie piszesz i o wszystkim, co tu widzisz. Wyjdź. Nie mogę na Ciebie patrzeć. Potem ludzie będą czytać o tym, co tu się dzieje.

-Przesadziłaś. Idę po T.

-Ty przesadziłaś. Nie wiesz, jak to jest, gdy się przez całe życie robi coś, czego nie chce. I gdy jest się w obrzydliwym miejscu, w którym jedni na drugich plują.

-Dlatego powinnaś to przerwać. Schodzę na kolację, a Ty rób, co uważasz. Powiem T., że beczysz i rzygasz.

Patynowa Pani Domu. Niespodzianki

Blue Monday. Pojęcie wymyślone przez socjologów lub innych jeszcze nienazwanych ekspertów na określenie stanu pojawiającego się mniej więcej w któryś poniedziałek w połowie stycznia, gdy noworoczne postanowienia biorą w czapę, a niespłacone kredyty zaciągnięte na poczet świątecznych zakupów spędzają sen z powiek. Ha! Postanowiłaś wziąć się za siebie i wreszcie regularnie odwiedzać pobliski ośrodek sportowo-rekreacyjny. Nic z tego! Nieczynne do odwołania. Wykupienie pakietu online nie wchodzi w grę. Poprzednim razem zazwyczaj kończyło się komunią z grubym kocem, spod którego Twoje ciało zapomniało wyskoczyć, by poddać się treningowi. Będziesz się racjonalnie odżywiać. To kolejna mrzonka, a Ty jej uległaś. Aby ziściło się Twoje postanowienie, postanawiasz wypucować swój wielofunkcyjny sprzęt służący do przygotowywania rozmaitych potraw, dzięki którym osiągniesz zamierzony cel. Sporządzasz check listę dań samodzielnie przygotowanych. Wyobraźnia podsuwa Ci zdjęcia pięknych, smukłych dziewcząt o regularnej budowie ciała, osiągających wyśnione efekty przy jednoczesnym udziale w programie treningowym i dietetycznym. Już witasz się z gąską. Gęsiną, znaczy się. Ślinka cieknie na samo wspomnienie pieczystego. Nie dla psa kiełbasa. Nie dla Patynowej gęsina. Jeszcze nie. Od teraz tylko zdrowa, urozmaicona, spersonalizowana dieta. Przygotowujesz zatem na wysoki połysk wszystko, co ma jej służyć. Miski, końcówki, naczynia lśnią niczym przed przybyciem ważnej osobistości na Twój Patynowy Dwór. Dobierasz składniki. Dokładnie je myjesz. Pozbywasz skórek. Kroi…sz. Chcesz poszatkować przy pomocy urządzenia rekomendowanego jako kuchenny Rolls Royce. Pewnie coś z gniazdkiem się dzieje. Sprawdzasz w innym. Działa… przez krótką chwilę. Mechanizm nie trzyma się… całości. Rozpada na kawałki. Nie tak miało być. To potrawa miała rozpaść się na kawałki. W Twoich ustach, a następnie w żołądku. Nie panikuj! Oddychaj głęboko! Jutro też jest dzień! Serwis jest czynny do 20.00. Zgłosisz usterkę i będzie po sprawie. Nie będzie, jak się okazuje, ponieważ koszty naprawy lub zakupu oryginalnej części znacznie przewyższają cenę za nowy nabytek. Nie chcesz nowego! Chcesz swój stary sprzęt, przy pomocy którego przygotowywałaś potrawy na proszone obiady, kolacje, parapetówki, urodziny, imieniny i bez żadnej okazji. Nie możesz tak trwać w żałobie po rzeczy materialnej. Minęło kilka dni. Nie gotujesz. Nie sprzątasz. Nie chcesz z nikim rozmawiać, chyba że przez Internet. Schowaj chociaż ten sprzęt rozłożony na czynniki niepierwsze. Mały mechanizm zepsuty i wszystko skończone. Nie lubisz niespodzianek. Nie tych dotyczących Twoich sprzętów. Może ciasteczko? Albo czekoladka? Albo herbatka i kocyk? Albo… Miodek… Albo…

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Przedświątecznie

W ciągu najbliższych kilku dni nie zamierzasz nawet spojrzeć na pierniki. Przez ostatnie miesiące pochłonęłaś ich tyle, że samo rozmyślanie o korzennych ciasteczkach przyprawia Cię o mdłości. Sernik to co innego. Zwłaszcza innowacyjny. Na kruchym spodzie z kawałkami drobno pokrojonego ananasa. Miało nie być o jedzeniu. Pamiętaj, że centra fitnessu zostaną zamknięte na jakiś czas, więc powrót do formy będzie utrudniony. Wiesz, że możesz wykupić abonament on line. Oferta kusi, ale pokusy pojawiają się po to, by z nimi walczyć. Wszystkie zamówione paczki z prezentową zawartością dotarły. Można spać spokojnie. Zresztą przez kilka najbliższych tygodni niczego innego spokojnie nie będzie można robić oprócz udawania się w objęcia Morfeusza. Zamknięte pozostaną kawiarnie, część stacjonarnych sklepów, centrów sportowych, sauny, kryte baseny. Z wyjazdówek i objazdówek nici. Na szczęście biblioteki pozostały czynne, a Ty stopniowo wynosiłaś z nich książki. Opowiadania oczywiście, bo to forma literacka, którą uwielbiasz. Klasycy i neoklasycy. Literatura powszechna. Poza tym przejrzałaś zawartość prywatnej filmoteki. Zrobisz sobie ucztę kinomana. Maraton filmowo-książkowo-kulinarny. Kiedy kolejny raz odważysz się na podobne szaleństwo? Tradycyjnie ubieranie drzewka choinkowego Ciebie nie dotyczy. Podobnie jak pieczenie nie tylko słodkich, korzennych przysmaków. Podobnie jak licytowanie z innymi „kto i co przygotował na świąteczny stół”. Podobnie jak mordowanie popularnej ryby. Podobnie jak zajadanie się ze smakiem tym, co zazwyczaj znajduje się na stole określanym mianem „tradycyjny”. Podobnie jak zakupowy amok. Podobnie jak awanturowanie się w centrach handlowych. Podobnie jak pucowanie każdego centymetra mieszkania na wysoki połysk. Podobnie jak przesypianie świątecznych dni z powodu wykonywania czynności niemających większego znaczenia, jak się po czasie okazuje. Zamiast tego zadzwonisz lub napiszesz do wszystkich, którzy są Tobie bliscy. Odwiedzisz tych, którym na Tobie zależy. W tym roku odpadają spotkania w Waszych ulubionych lokalach (oby przetrwały zimę). Dlatego zaprosisz do siebie jak największą liczbę osób. Wypijecie wspólnie tyle znakomitej kawy i dobrego wina, ile tylko Wasze żołądki zdołają unieść. Oczywiście goście przybędą najedzeni. Napomkniesz, że z przepracowania i braku sił nie zdążyłaś niczego przygotować. Dotychczas nie zawiedli, więc i tym razem tak się stanie.

Dbajcie o siebie i nie dajcie się zimie! Całuchy-kluchy!